Skąd się biorą nazwy pierwiastków?

Autor: Tomasz Brunicki
11 stycznia 2006

 

Odkąd odkrywanie nowych elementów układu okresowego stało się jedną z dziedzin nauki, ludzie starali się w jakiś zrozumiały sposób usystematyzować sposób nadawania nazw pierwiastkom. Jak się okazuje, z początku nie przywiązywano żadnej wagi do systemu nazewnictwa. Niektórzy naukowcy chcieli wdrożyć odpowiednie rozporządzenia, ale nie spotkały się one z akceptacją. I tak, przy przyznawaniu nowych mian, kierowano się tylko i wyłącznie ogólnie przyjętymi normami moralnymi. Zapobiegało to nadawania określeń uznawanych za szczególnie obraźliwie czy nieodpowiednie, np. ze zbyt dużą dawką ironii.

SpiralaW obecnych czasach problemem tym zajęły się różnego rodzaju komisje. Co jakiś czas rozgrywane są nawet "wojny" między dwoma rywalizującymi ze sobą centrami badawczymi. Prawo do nazwania właśnie zsyntetyzowanego pierwiastka wsławia taki instytut na cały świat. Pozostaje on przez kilka dni na ustach wszystkich naukowców, a w środowisku chemików nawet parę miesięcy. Także element ekonomiczny ma tu znaczenie, gdyż każdy nowoodkryty element tablicy Mendelejewa to porządny zastrzyk dodatkowych pieniędzy. Na najróżniejsze badania, niekoniecznie z nim związane. Dość rzadko rozpoczynane są dyskusje na temat totalnej rekonstrukcji nazewnictwa. Najczęściej przytaczanym przykładem jest następujący sposób: pierwszy pierwiastek (wodór) miałby się nazywać unium, drugi (hel) - biium. Podobnie do decium (neon) i tak dalej. Z pewnych względów ten system jest dość korzystny i przejrzysty. Tego typu nomenklatura zakończyłabykłótnie na temat: jak i kto może systematyzować nowe pierwiastki. Czy ktoś jednak chciałby zniszczyć i czy w ogóle jest sens zapomnieć o tych wszystkich określeniach, które tworzą układ okresowy takim nadzwyczajnym?

 

Nazwy pierwiastków można podzielić na kilka głównych grup tematycznych. Na samym początku przyjrzymy się tej, w której znajdują się: Fe , Cu, Ag, Au, Hg, Zn(VIII), Pb, Sn, C, As, Sb, S, Bi(XV). Łączy je to, że wszystkie, z dwoma wyjątkami, były znane już w starożytności. Większość z poniższych określeń pochodzi z łaciny. I tak, żelazo - z łacińskiego firmus, oznacza coś mocnego. Miedź była wydobywana w dużych ilościach na wyspie Cypr, stąd: cuprum. Srebro zostało ochrzczone przez alchemików Diną lub Luną. Przyporządkowali mu symbol sierpa księżyca. Dzisiejsza nazwa wywodzi się natomiast od łacińskiego argentum, które z kolei zapożyczono z sanskryckiego agranta - jasny, biały. Dało ono także miano rtęci, przypominającej je, ale będącej w stanie ciekłym w warunkach normalnych. Mamy więc: hydrargyrum, czyli płynne srebro. Złoto i cynk to łacińskie słowa: aurora - jutrzenka, zorza polarna i zincum - bielmo, biały. Obydwa metale zawdzięczają swe określenia kolorom. Droga biżuteria ma piękny, żółty kolor, a cynkowa blaszka - biały z lekkim niebieskim odcieniem. Cyna znana była już Egipcjanom; uznawali ją za odmianę ołowiu. Dopiero Rzymianie zaczęli je rozróżniać. Z łac. stannum (cyna), wywodzące się z sanskryckiego stas (stały). Dała ona początek nazwie ołowiu - od słów plumbum nigrum, czyli czarna cyna. Węgiel - najważniejszy składnik życia rozpoznawany jest od tysiącleci i otrzymał określenie z łac. carbo - węgiel drzewny. Kolejne dwa pierwiastki, arsen i antymon, wyłamują się z tej grupy. Źródłosłów to w tym przypadku język grecki. Pierwszy od arsenikon (łac. arsenicum), a więc - silny, bojowy oraz drugi od anti (anty-) i monos (pojedynczy). Siarka - bezpośrednio z sanskrytu: sira - jasnożółty. Bizmut aż do wieku XV był mylony z ołowiem, cyną lub cynkiem. Wtedy to został rozróżniony przez Niemców. Wyraz ten pochodzi z niemieckiego weismut i oznacza białą masę.

Prawie każda nazwa pierwiastka ma niezwykle ciekawą genezę. Większość związana jest z odkrywcą. Każdy z nich chciał pod taką postacią upamiętnić miejsce bądź wybitną postać nauki. Chemiczna nomenklatura nie ustrzegła się przed dwuznacznością. Na przykład, gal został nazwany przez jego odkrywcę Francois Lecoq de Boisbaudrana od Galii. Niektórzy doszukują się tu pewnego ukrytego znaczenia. Gallus po łacinie to kogut, a po francusku właśnie Le Coq. Trudno powiedzieć, czy to zamierzony żart, czy tylko zwykły przypadek. Nie obyło się także bez błędów, które do dziś są akceptowane i nie ma najmniejszego sensu ich korygować. I tak, w 1777 roku, kiedy Lavoisier odkrył tlen, był święcie przekonany, że jest on elementarnym składnikiem każdego kwasu. Dziś wiemy, że się mylił, jednak nazwa, oxygen pochodząca z greckiego oxys, czyli kwasowy, pozostała.

Chlor, brom i jodCzęsto prekursorzy chemii wykorzystywali próby organoleptyczne w celu wyodrębnienia nowego pierwiastka. Nie będziemy tu próbować i wąchać wszystkich, gdyż mogłoby się to skończyć bardzo przykrymi konsekwencjami. Bazujmy więc na doświadczeniach innych. Ze względu na rzucające się w oczy właściwości, nieraz zdarzało się określać elementy tablicy Mendelejewa od barwy i zapachu. Najlepszymi przykładami są chlor i jod. Pierwszy pochodzi z greckiego chloros - zielony. W warunkach normalnych jest żółto-zielonym gazem o ostrym zapachu. Drugi natomiast z greckiego ioeides - fioletowy, ponieważ jego toksyczne opary mają barwę fioletowo-czerwoną. Jak zawsze, od reguły są wyjątki. Na przykład, rubid pochodzi od łacińskiego słowa rubidius - czerwony. Próżno jednak dopatrywać się gdziekolwiek czerwonego zabarwienia w miękkim, szaro-srebrzystym metalu. Nazwę zawdzięcza temu, że jego związki spalając się, intensywnie świecą. Podobnie swoje miano otrzymał tal. Z łac. thallos to zielona gałązka. Substancje, w skład których wchodzi, utleniają się, emitując światło o takim właśnie kolorze. Innym członkiem tej grupy jest wanad. Powtórnie odkryty w 1831 r. (w 1801 r. wyodrębniony przez A.M del Rio w Mexico City) przez Szweda N.G. Selfstroma został nazwany tak od skandynawskiej bogini piękna - Vanadii. Tworzy on związki, które mienią się wszystkimi odcieniami tęczy. Podobnie zauroczony był Louis Nicolas Vauquelini po otrzymaniu chromu w 1797 r.. Uczony ochrzcił go od łacińskiego chroma - barwa, widząc, jaką paletę tworzy, zależnie od jego sąsiadów. Warto wspomnieć, że to właśnie temu pierwiastkowi zawdzięczamy piękny wygląd szlachetnych i półszlachetnych kamieni. Pochodne rodu nie są już tak efektowne, ale jego nazwa związana jest z najpiękniejszym kwiatem - różą (z gr. rhodon); sole wykazują szkarłatne zabarwienie.

 

Weźmy teraz pod uwagę specyficzny zapach. Od dawna stanowi on jeden z najlepszych sposobów na rozróżnianie substancji. Za najbardziej trafny przykład zawdzięczający swą nazwę nieprzyjemnemu smrodowi można uznać brom, z gr. bromos - fetor. To jeden z dwóch pierwiastków, który w warunkach normalnych pozostaje pod postacią cieczy. Trujący, łatwo paruje, kolor czerwonobrunatny. Ostrzegam przed jego wąchaniem, gdyż powoduje to ostre zapalenie błon śluzowych. Innym "śmierdziuchem" jest ciężki osm, z greckiego osme - smród. Za niemiłe nosu właściwości odpowiada tu lotny czterotlenek osmu, wydzielający się na powierzchni tego metalu.

Seaborg Glenn TheodorePo małej wycieczce po zapachach w układzie okresowym przejdźmy do następnej grupy tematycznej - geneza związana z miejscem występowania. Odkrycie minerałów strontu w XVIII wieku zapewniło szkockiemu miasteczku Strontian nieśmiertelność na tablicy Mendelejewa. Oczywistymi przykładami zapożyczeń z krain geograficznych jest Europ, Ameryk oraz Polon. Kolejnymi, łatwymi do odgadnięcia, frans (Francja), german (Niemcy) oraz skand (Skandynawia). Z troszkę trudniejszym przypadkiem mamy do czynienia przy rutenie. Określenie pochodzi z łacińskiego Ruthenia, czyli Rosja, ponieważ został on odkryty przez rosyjskiego chemika Karola Klausa w 1844 r.. Berkel i kaliforn świadczą o udziale naukowców z uniwersytetu Berkeley w uzyskaniu ciężkich transuranowców. Niektóre nazwy miast mogą być zaszyfrowane i na pierwszy rzut oka trudno domyślić się, że właśnie o nie chodzi. Na przykład, duński fizyk Niels Bohr przewidział, że hafn będzie miał praktycznie takie same właściwości, jak będący w tej samej grupie cyrkon. Dzięki jego wyliczeniom, węgierskiemu chemikowi Georgowi von Hevesy'emu i holenderskiemu fizykowi Dirkowi Costerze, udało się w 1923 roku wyodrębnić go z rudy cyrkonu. Na cześć Bohra ochrzczono ten pierwiastek od Kopenhagi (z łac. Hafnia). Podobne historie wiążą się holmem i lutetem. Pierwszy lantanowiec wziął swą nazwę od Sztokholmu (z łac. Holmia), a drugi od miasta Lutetia (starożytna nazwa Paryża). Rekordzistą pod względem użyczeń jest małe miasteczko Ytterbyn (Szwecja). Itr, erb, terb, iterb - zawdzięczamy je właśnie temu bogatemu w rzadkie składniki rejonowi.

Ostatnim już etapem naszej krótkiej wędrówki są pierwiastki biorące nazwy od bóstw, postaci fantastycznych. I tak, w mitologii greckiej odnajdujemy Tytana, jedno z dzieci Ziemi i Nieba - Gai i Uranosa. Promet pochodzi od imienia zbawcy ludzi, Prometeusza, tor od nordyckiego boga Thora, władcy burz i piorunów. Na szczególną uwagę powinny zasłużyć nikiel i kobalt. O ile w tym drugim przypadku sprawa jest dość jasna, to w pierwszym istnieją dwie sprzeczne wersje. Jedne źródła podają, że jego określenie wywodzimy z niemieckiego kupfernickel, czyli po polsku "fałszywa miedź". Inne, że od imienia germańskiego gnoma: Nickel. Pozostawię tą kwestię otwartą, gdyż nie zdołałem odszukać jednoznacznej odpowiedzi. Kobalt, jak niektórzy mogli się już domyślić, także od gnomiego imienia: Kobolda.

 

Na samym końcu chciałbym zachęcić Czytelników do krótkiej zabawy i poszukania samemu nazw pierwiastków upamiętniających wybitne postacie nauki. Zapewniam, że nie jest to trudne. Dla zachęty podpowiem, iż na jednym ze zdjęć jest już gotowa odpowiedź.



blog comments powered by Disqus