3. Kochanie, ta lokówka udarowa kategorycznie zostaje w domu!

Autor: Greg K1ler
15 lipca 2006

Lokówka udarowa #1Gdy myślę czasami o wyrzeczeniach, które będą udziałem astronautów, od razu narzuca mi się sprawa kobieca. Nie wątpię, że na statku znajdzie się, być może nawet ponętna, pani doktor. Choćby dla politycznej poprawności i wykazania równości obu płci. Pytanie jest jednak takie: czy będziemy mieli do czynienia z babochłopem? Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto rezygnuje z lokówki i zestawu kosmetyków, a do tego lubi typowo męskie towarzystwo? Strach pomyśleć o psychice bohaterów tej wyprawy gdyby to nie jedna, ale dwie pionierki znalazły się na pokładzie. Wysłuchiwanie przez sześć miesięcy niekończących się damskich rozmów mogłoby być prawdziwą katuszą. I nie oszukujmy się, bądźmy sprawiedliwi, vice versa. Co ciekawe, istnieje powiedzenie, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Czyżby obalano tu mity nie tylko naukowe?

Koniec zbijania bąków na pokładzie

Lokówka udarowa #2Osobiście, najbardziej fascynuje mnie ostatni aspekt misji wg planu Mars Direct i Sami-Direct. Końcowy etap podróży - wejście na orbitę oraz lądowanie. Jak już wspomniałem w jednym poprzednich odcinków wiąże się on z najwyższym współczynnikiem ryzyka. Inżynierowie wymyślili tu pewien trik przypominający łapanie motyli w siatkę, bądź osłonę dla cyrkowców. Proces hamowania i bezpiecznego ustawienia lądowników ze sprzętem i modułami załogowymi sprowadza się do wykorzystania marsjańskiej atmosfery. Najpierw za pomocą specjalnej osłony rozpoczynamy sprężyste wprowadzenie na niską orbitę, dalej przy użyciu tej samej tarczy pokonujemy kolejne warstwy "nieba" Czerwonej Planety. W końcu może się ona odłączyć by przy użyciu niewielkich silników manewrowych bezpiecznie przeprowadzić niezwykle precyzyjne spotkanie z powierzchnią. Skąd wynika potrzeba aż takiej dokładności? Wymagane jest, aby żadna część ekwipunku nie została uszkodzona, każda ma wielką wartość dla załogi i utrata choćby jednego z nich byłaby niepowetowaną stratą. Podwojenie jest z założenia niemożliwe. Zaletą takiego rozwiązania jest brak jednostopniowego silnika hamującego. Odpada jeden z etapów podwyższonego niebezpieczeństwa, czyli użycie go i odrzucenie. Poza tym skorupa ochronna ma nieporównanie mniejszą masę.

Bicze wodne, kablówka i stół do tenisa

Kilka słów o części statku, w której przebywać będą astronauci. Nie będą się oni przesiadać do lądownika, wylądują tym, czym dotarli na miejsce. Dwukomorowy cylinder 7.5m średnicy o wysokości 6m. Wyposażenie na 180 dni przelotu i ponad 500 pobytu na powierzchni Marsa. Namiastka domu, tak często opisywana w pozycjach scence fiction. Brak jakichkolwiek wygód, konieczność spędzenia kilku godzin dziennie na pokładowej siłowni. Porażająca nuda, a już przynajmniej w czasie przelotu. To wszystko składa się na różne fantazje rodzące się w umysłach autorów. Psychologiczne, techniczne, socjologiczne. I o ile spotkania z obcymi siłami prawdziwy naukowiec może sobie spokojnie podarować, to nie da się wykluczyć zagrożeń czyhających ze strony aparatury czy stresu.

Grabki, wiaderko oraz foremki

Lokówka udarowa #3Zestaw harcerza dla kosmonautów składać się będzie z następujących rzeczy: po pierwsze całkowicie zatankowany ERV (Earth Return Vehicle) na marsjańskiej orbicie. Dalej MAV (Mars Atmosphere Vehicle), którego paliwo zostanie uzyskane in situ. W odległości kilometra od bazy znajdować się będą dwie 10kW elektrownie jądrowe. Do poruszania się po powierzchni zestaw dwóch ciężarówek i amortyzowanego łazika wraz z częściami zamiennymi. Ostatni moduł to laboratorium.

W pomieszczeniu badawczym zostanie wykorzystana identyczna technika jak w przypadku cylindra załogowego. Pomoże to zmniejszyć awaryjność i ogólny koszt przedsięwzięcia, obsługa będzie łatwiejsza. Znajdzie się w nim miejsce na dodatkowe zapasy i sprzęty. Przewidziano też możliwość połączenia przez personel bazy tych budynków. Lab może służyć jako schronienie w przypadku jakiejkolwiek awarii, gdyż zamontowane będą na nim identyczne systemy podtrzymywania życia i kontroli ciśnienia.

Prawdziwym cudem techniki zdaje się być projekt pojazdu powierzchniowego. Będzie można w nim wykonywać kilkutygodniowe eskapady, ma posiadać w pełni odnawialne zasoby powietrza i energii. Wyposażony zostanie we własną śluzę, pomyślany jako jedna z kolejnych dróg ewentualnej ucieczki. Do krótkich (6-8 godzin) wojaży nie potrzeba wytworzenia w nim ciśnienia, wystarczą specjalne kombinezony EVA (extravehicular activity).

Przewidziano też, że w dwa miesiące po lądowaniu na miejsce przybędą duble ERV i MAV z dodatkowym ekwipunkiem naukowym. Ten drugi zatankowany paliwem wodorowym.

Z terminarza Marsjańskiego Odkrywcy

Tak mógłby wyglądać w dużym skrócie początek powierzchniowej części eksploracji Marsa:

  • sprawdzić systemy i zorganizować kompleks,
  • rozstawić panele słoneczne dla dodatkowej mocy,
  • sprawdzić odnawialne zasobniki energetyczne (używane tylko w sytuacjach krytycznych),
  • zgromadzić i połączyć moduły bazy,
  • stworzyć sieć energetyczną z wykorzystaniem elektrowni jądrowych,
  • uruchomić pozostałe systemy i przeprowadzić końcową weryfikację sprawności,
  • zapoczątkować produkcję paliwa dla MAV,

zaś po dwóch miesiącach od lądowania:

  • zebrać komponenty właśnie przybyłego statku o trajektorii niskiej energii i przeprowadzić ich testy.

Lokówka udarowa #4Po tych wszystkich niezbędnych zabiegach przyjdzie czas na clue wyprawy, czyli badania naukowe. Personel ma utrzymywać cały czas kontakt z obsługą naziemną, aby mogła ona też współuczestniczyć w sukcesie, cieszyć się z ewentualnych odkryć i dawać wskazówki co do dalszych poczynań. Przypomnę, że interesujące są prace geologiczne, mineralogiczne, szukanie śladów życia i wody. Przeprowadzane akcje na pewno w dużej mierze zależeć będą od tego, co zostanie znalezione.

Nigdy nie wiadomo, może dogłębne zbadanie powierzchni Czerwonej Planety przyniesie więcej pytań niż rozwiązań. Jedno za to można stwierdzić na 100%. Należy pozazdrościć załodze możliwości uczestniczenia w programie marzeń każdego naukowca.



blog comments powered by Disqus