1. Poradnik skauta, czyli co należy wziąć ze sobą na obcą planetę?

Autor: Greg K1ler

Poradnik skauta #1Chyba nie ma we współczesnej nauce i literaturze tak intrygującego tematu jak właśnie eksploracja Marsa. Od zarania dziejów ludzkość w różnych stadiach rozwoju interesowała się tym małym punkcikiem na niebie. Definiowała go jako boga, ostoję, myślową samotnię, miejsce spoczynku. Dziś, gdy telefony komórkowe, komputery i Internet wciskają się wszystkimi możliwymi drogami do naszej świadomości, staje się ten czerwony glob wielkim wyzwaniem. Sprawdzeniem naszej obecnej techniki, wyobrażeń fantastów i pokładanych w nim nadziei. O tym jak wielkie wzbudza wśród literatów poruszenie świadczą setki tytułów ukazujących się nieprzerwanie, że wspomnę li tylko Kroniki Marsjańskie Bradbury'ego, trylogię Kima Stanley'a Robinsona, czy rodzimą produkcję Rafała Kosika.

Misja ta zawiera się w takiej liczbie szczegółów, że pobieżne opisanie spowoduje utratę jej głębokiego sensu i mnóstwa ciekawych niuansów ją charakteryzujących. W kilku artykułach postaram się przedstawić możliwie dokładnie różne aspekty załogowej misji na Czerwoną Planetę. Problemy z takim przedsięwzięciem mnożą się już na etapie pulpitu konstruktorów, a etycy i filozofowie powątpiewają czy możemy angażować się w ewolucję planety, która nie została nam z góry powierzona.

Poradnik skauta #2Nim zostaje stworzony jakikolwiek prototyp urządzenia wchodzącego w skład ogólnie pojętej misji, należy uwzględnić setki czynników mogących negatywnie wpłynąć na działanie jego samego jak i systemu. Trzeba do tego ogromnej ilości danych pochodzących z coraz to nowocześniejszych sond wysyłanych w kierunku Marsa. Należy zauważyć, że mimo niepozornego wyglądu są to prawdziwe kombajny do zbierania wszelakiego typu informacji. Wykonują jednocześnie kilkadziesiąt zadań, analizują, odrzucają niepotrzebne wyniki. Każda wyprawa, choć jej koszty są horrendalne, lepiej przybliża obraz tego globu i pozwala na lepsze dopracowanie istniejących projektów. Zwiększa także pośrednio stopień bezpieczeństwa.

Trudno się dziwić temu, iż naukowcy wciąż odkładają przewidywane daty startu statku załogowego. Liczba detali, które mogą zaważyć na ostatecznym jego losie jest przecież poważna. Rozpatrzmy kilka ogólnych sekcji:

  • Obsługa naziemna, choć może lepiej byłoby powiedzieć naZiemna - ogromne zaplecze techniczne, setki naukowców i ludzi czuwających nad prawidłowymi parametrami lotu, konieczni do analizy tego, na czym załoga nie ma prawa i nie musi się znać. Przypomnijmy, że załoga Apollo 13 została uratowana właśnie dzięki akcji z centrum obsługi lotów kosmicznych.

  • Załoga - prawdę mówiąc książkowe jej wyobrażenie nie powinno wiele odbiegać od prawdy, muszą być wszechstronni, odważni, szybko rozwiązywać napotkane problemy, a także posiadać świetną zdolność adaptacyjną. Ważną cechą, kto wie czy nie najważniejszą, będzie też możliwość utrzymania nerwów na wodzy, wyciszenia psychicznego. Psychologowie mają tu duże pole do popisu. Jak ważna jest psychika w ekstremalnych sytuacjach dostrzega chyba każdy [warto na ten temat przeczytać opowiadanie Krzysztofa Borunia, pt. "Algi", znajdujące się w zbiorze "Toccata" - przyp. red.].

  • Statek i napęd międzyplanetarny - poszukiwane są nowe, efektywniejsze rozwiązania silników - fotonowych i jonowych - póki co w fazie bardzo wczesnych testów. W chwili obecnej musimy się oprzeć na napędach wykorzystujących paliwo ciekłe - polepsza się wydajność, zużywamy mniej paliwa, maleje ciężar załogowca. Niestety, należy znaleźć złoty środek, gdyż koszt wynalezienia, testu i budowy choćby prototypu nowatorskiego rozwiązania jest ogromny. Skala - spójrz, drogi Czytelniku, na przemysł motoryzacyjny i pomyśl, że w zastosowaniu kosmicznym nie będzie mowy o żadnej komercji. Jest to produkt nieseryjny. Najwyżej 2-3 egzemplarze. Do tej sekcji należy zaliczyć też wszelką elektronikę, automatykę wypełniającą po brzegi kadłub statku. Wszystko może się zepsuć, zadziałać w sposób niemożliwy do przewidzenia. Dublujemy, dublujemy i jeszcze raz dublujemy.

  • Zagrożenia biologiczne - na Marsie prawdopodobnie istniało/istnieje życie. W związku z tym należy założyć istnienie niebezpiecznych dla zdrowia i życia bakterii i wirusów. Strach pomyśleć o konsekwencjach przeniesienia takowych na Ziemię.

  • Samowystarczalność - gdy rakieta opuści port kosmiczny jest zdana tylko na siebie i swoją ekipę. Ze względu na odległości nie można liczyć na bezpośrednią pomoc i zaopatrzenie. Nie przyleci helikopter, który zabierze wycieczkowiczów do ciepłego domu. [Zapotrzebowanie załogi na pożywienie ogranicza się w literaturze i filmach SF dzięki hibernacji. W rzeczywistości nie można by jeszcze użyć takiej techniki podczas misji na Marsa - przyp. red.]

  • Inne: tu można wymienić choćby problemy trajektorii i sterowania lotem, czasów startu, przelotu, pobytu i powrotu, miejsca lądowania, zabezpieczenia podtrzymania życia załogi, budowę stacji marsjańskiej. Ekwipunek powierzchniowy, lądowniki, łaziki, sondy oraz systemy łączności też muszą być najwyższej próby.

Poradnik skauta #3Ta niekompletna lista przyprawia o zawrót głowy. Dlaczego więc w ogóle podejmuje się ryzyko misji załogowej? Zwykle w takich sytuacjach odpowiada się - pieniądze. Tak jest też w tym przypadku. Każda sonda rozbita o powierzchnię Marsa to straty wielkości budżetu małego państwa. Można zmniejszyć szansę niepowodzenia wymagających badań wprowadzając czynnik ludzki. Powód? Zdolność człowieka do adaptacji jest wręcz niewyobrażalna i układy automatycznego sterowania nie mogą się z nią równać. Póki co problem w automatyce jest taki, że urządzenia na ogół nie mogą podejmować autonomicznych, "przemyślanych" akcji. Mogą reagować na zmiany parametrów, które zada im projektant. Cóż jednak, gdy nie uwzględni się jakiegoś? Mamy też do wykorzystania całkiem pokaźne zdolności manualne i mobilne. Oczywiście, w normalnych warunkach wszystko powinno znajdować się w rękach komputerów, człowiek natomiast jest genialnym wentylem bezpieczeństwa. Takim, który sam się umie zakręcić.

Jak widać podejmując decyzję o podboju kosmosu zmusza się do wysiłku i rozwoju niemal każdą dziedzinę nauk technicznych. Sięga się także po pomoc specjalistów z techniką nie mających nic wspólnego. Zaangażowanie w projekt dla dobra projektu musi być duże na każdym jego szczeblu. W większości przypadków nie wystarczy dobra znajomość praw fizyki, działania otaczającego nas środowiska. Trzeba dobrze umieć wczuć się w rolę pioniera. Teren, na który wkraczamy, jest dla współczesnych uczonych jednym wielkim poligonem. Nie oszukamy się. Stoimy przed wyzwaniem, które może nas przerosnąć, ale też dostarczyć satysfakcji, jakiej nie porówna się z niczym innym.

Poradnik skauta #4Trzeba jeszcze na koniec zauważyć następujący problem: załogowa misja na Marsa to głównie wyzwanie. Nie pomoże w problemach państw trzeciego świata, nie zmieni drastycznie naszego poglądu na naturę świata, nie da prostemu człowiekowi szansy na lepsze jutro [choć w perspektywie, po założeniu na Marsie pierwszej bazy, dlaczego nie? Tych samych szans poszukiwano pięć wieków temu w Nowym Świecie. - przyp.red.]. Będzie zaś testem, kopalnią wiedzy o kosmosie, być może przygotowaniem do kolonizacji, nade wszystko głosem ludzkości we wszechświecie. Nawet jeśli na razie będzie to tylko cieniutki pisk.

Większość danych cyklu została zaczerpnięta z NASA Special Publication #6107
-- Human Exploration of Mars: The Reference Mission of the NASA Mars Exploration Study Team.
Jeśli chcesz poszerzyć swoje wiadomości, zerknij właśnie tam.



blog comments powered by Disqus