Litwinienko został otruty polonem

26 listopada 2006

LitwinienkoŚlady polonu-210, radioaktywnego pierwiastka, znaleziono we krwi zmarłego, byłego rosyjskiego agenta Aleksandra Litwinienki, oznajmiła brytyjska Agencja Ochrony Zdrowa (Health Protection Agency, HPA). Jego mocz także dał pozytywny wynik w teście na promieniowanie.

"To bezprecedensowe zdarzenie w Wielkiej Brytanii", oznajmił szef HPA, Pat Troop. "Pierwszy raz ktoś w Zjednoczonym Królestwie został celowo otruty substancją radioaktywną".

Agencja ocenia teraz zagrożenie zdrowia osób, które miały kontakt z Litwinienką, między innymi członków rodziny i pracowników szpitala, którzy opiekowali się nim podczas hospitalizacji. HPA stara się także ustalić najbezpieczniejszy dla patologów sposób przeprowadzenia sekcji i czy w ogóle procedura ta może być wystarczająco bezpieczna.

Litwinienko zmarł na serce w czwartek, w wieku 43 lat. Twierdził, że został otruty w londyńskiej restauracji. W przeszłości był agentem sowieckiej, a następnie rosyjskiej służby bezpieczeństwa. Specjalizował się w ściganiu przestępczości zorganizowanej i jej powiązaniami ze skorumpowanymi urzędnikami.

W jego pokoju hotelowym wykryto wysoki poziom napromieniowania, podobnie w restauracji, w której, jak zeznał, jadł w dniu 1 listopada 2006 r. Lokal ten zamknięto, powiedziała HPA. W piątek zaś podała, że "według wyników testów w organizmie pana Litwinienki znajdowały się spore ilości radioaktywnego izotopu polonu-210. Jeszcze nie jest wyjaśnione, w jaki sposób się tam dostał. Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie".

Litwinienkę umieszczono w Szpitalu Uniwersytetu Londyńskiego w dniu 17 listopada 2006 r. Miał objawy typowe dla zatrucia materiałem radioaktywnym, między innymi: utrata włosów, odwodnienie, wymioty, bardzo mała ilość białych krwinek.

Według ekspertów, w celu otrucia człowieka najprawdopodobniej połączono chemicznie polon w jakiś rodzaj rozpuszczalnej soli, na przykład azotan polonu. Substancja w tej postaci mogła łatwo zostać dodana do jedzenia i spożyta.

Naturalnie polon występuje w śladowych ilościach jako tlenek. Na większą skalę otrzymuje się go w wyniku sztucznej syntezy jądrowej poprzez bombardowanie bizmutu neutronami. "By kogoś otruć, potrzeba dużych ilości polonu-210. Musiał on zostać wyprodukowany, być może w reaktorze nuklearnym lub akceleratorze cząstek", oznajmił Dudley Goodhead z brytyjskiej Jednostki Stabilności Radiacji i Genomu. "Czas połowicznego rozpadu polonu to 138 dni, co oznacza, że, jeśli to on był trucizną, to nadal będzie w ciele i łatwo będzie to stwierdzić".

Polon-210 rozpada się do stabilnego ołowiu-206. Podczas tego rozpadu emituje cząstki alfa, czyli 2 neutrony połączone z 2 protonami. Nie potrafią one przeniknąć przez większość materiałów, w tym skórę. Oznacza to, że polon do organizmu Litwinienki musiałby dostać się przez spożycie lub wdychanie, powiedział Roger Cox, dyrektor brytyjskiego Centrum Zagrożeń Promieniowaniem, Chemicznych i Środowiskowych.

"Cząstki alfa jonizują. Gdy zaatakują tkankę, wybijają elektrony z cząsteczek. Takie uszkodzenia w poważnych przypadkach mogą zniszczyć strukturę komórkową, czego skutkiem byłby rak, choroba popromienna lub jeszcze gorzej", oznajmiła chemiczka Andrea Sella z Uniwersytetu Lodnyńskiego.

Mały zasięg skuteczności cząstek alfa zmniejsza ryzyko, na jakie narażone były osoby, które weszły w kontakt z Litwinienką. Dodatkowo zagrożenie redukuje przestrzeganie higieny, ponieważ człowiek musiałby spożyć lub wchłonąć jego płyny organiczne lub odchody, dodaje Cox.

Wiele szczegółów pozostaje nadal nieznanych, między innymi, jaką ilość polonu podano Litwinience. Cox jedynie mógł stwierdzić, że śmiertelna dawka musiała przekraczać 5 grejów. Znajomość tej ilości oraz dodatkowych danych, jak bieżąca radiacja w jego ciele, liczba dni, jakie minęły od spożycia substancji i czas połowicznego rozpadu izotopu, pozwoliłaby na analizę wsteczną.

Przy mniejszych dawkach przez dłuższy okres czasu objawy napromieniowania są nieznaczne, lecz zwiększa się ryzyko wystąpienia raka. Za to przy dużych dawkach, jak w tym przypadku najwyraźniej, narządy przestają pracować prawidłowo w ciągu kilku dni do kilku tygodni, powiedział Cox.

Litwinienko opuścił Rosję rzekomo po poróżnieniu się z prezydentem Władimirem Putinem z powodu niepowodzenia w walce z korupcją. Jego praca z pewnością przysporzyła mu wielu wrogów. Uważał, że to właśnie Ci wrogowie zatruli go podczas posiłku w londyńskiej restauracji, 1 listopada 2006 r. Podobno był też bliskim współpracownikiem Borysa Berezowskiego, rosyjskiego kontrowersyjnego miliardera, a obecnie zesłańca.


Bool za New Scientist

:: Źródło ::



blog comments powered by Disqus