Archiwum newsów - październik 2005

Autor: Greg K1ler

Najszybszy komputer

29 października 2005

SuperkomputerSuperkomputer Blue Gene/L pobił własny rekord, wykonując ponad dwukrotnie większą ilość operacji matematycznych. Osiągnął wynik 280,6 teraflopów, czyli bilionów działań na sekundę. Maszyna wyprodukowana przez IBM w Narodowym Laboratorium Lawrence'a Livermore'a już w czerwcu oficjalnie zyskała status najszybszego komputera na świecie.

Linton F. Brooks z amerykańskiego Urzędu Narodowego Bezpieczeństwa Atomowego zaprezentował Blue Gene w piątek 28 października. Ukończony superkomputer dołącza do ASC Purple, "kolegi po fachu" o mocy 100 teraflopów. Razem będą czuwać nad nuklearnymi zasobami USA.

"Olbrzymia moc obliczeniowa tych dwu maszyn jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek do zaspokojenia pilnych wymagań związanych z utrzymaniem amerykańskich zapasów atomowych bez testowania," oznajmił Brooks. "Blue Gene/L wytycza szlak na przyszłość. Takiej mocy będziemy potrzebować, by zwiększyć nasze możliwości przewidywania zmian zachowania zasobów nuklearnych wynikających z ich starzenia się."

Przeczytaj na stronie BBC News więcej o zastosowaniu Blue Gene i ASC Purple.

Bool za BBC News

Publicystyka - "Przewrócona ósemka"

28 października 2005

Przewrócona ósemkaTo był największy szok, jakiego doświadczyłem w procesie edukacji. Nauczycielka narysowała kredą oś liczbową. - Liczb jest nieskończenie wiele - powiedziała. - Możemy liczyć do końca życia, a nigdy nie doliczymy do największej, bo taka nie istnieje. - Jak to? - nie potrafiłem opanować oburzenia. - Liczb jest nieskończenie wiele? Nieskończenie? - w matematycznej pracowni powiało mistycyzmem. Na tablicy pojawiła się przewrócona ósemka - symbol nieosiągalnej wieczności.

O nieskończoności i jej matematycznym aspekcie opowiada Michał Protasiuk. Zapraszamy do lektury. Czytaj tutaj.

GNP

Okres wpływa na pracę mózgu

27 października 2005

OkresByć może już wkrótce pojawi się ulga dla pań z zespołem napięcia przedmiesiączkowego oraz dla tych, którzy muszą z nimi wtedy przebywać. Naukowcy rozpoczęli analizowanie, co dzieje się w kobiecym mózgu, gdy rozpoczyna się burza hormonów poprzedzająca okres.

Na razie wyniki, które nie są jeszcze ostateczne, mówią, że spory wzrost aktywności w mózgowym centrum emocji może niektórym kobietom pomóc zachować stabilność psychiczną nawet wtedy, gdy ich hormony szaleją.

Pomimo olbrzymiego zainteresowania ZNP i lekami, które niwelują go, zdumiewająco mało badań skupiało się na zachowaniu mózgu podczas tych trudnych dni, twierdzi David Silbersweig, neurolog z Koledżu Medycznego na Uniwersytecie Cornella w Nowym Jorku. Zwraca on uwagę na fakt, że wśród kobiet w wieku reprodukcyjnym około 75% zgłasza wahania nastrojów i fizyczne dolegliwości przed miesiączką.

Silbersweig i jego współpracownicy przebadali 12 kobiet o szczególnie stałym humorze podczas cyklu i na tej podstawie stworzyli bazę dla przyszłych analiz pań z wielkim rozstrojem emocjonalnym w trakcie okresu. Testy zostały przeprowadzone dwukrotnie w czasie cyklu, pierwszy raz w fazie przedmiesiączkowej, a drugi dziesięć dni później.

Zespół poprosił uczestniczki o naciśnięcie guzika w odpowiedzi na pojawiające się na ekranie słowa o negatywnym i pozytywnym znaczeniu. Po wypełnieniu tego zadania ich mózgi zeskanowano rezonansem magnetycznym, który mierzy drobne zmiany metabolizmu. Naukowcy skupili uwagę na przyśrodkowej korze płata czołowego, czyli na obszarze związanym z kontrolą emocji. Odpowiedzi badanych zbytnio nie różniły się od siebie w ciągu całego miesiąca, co potwierdza myśl, że ZNP nie jest przypadłością tych kobiet. Jednakże skany wykazały różnicę: wyraźny wzrost aktywności w przyśrodkowej korze płata czołowego w przedmiesiączkowej części cyklu.

Członkowie zespołu sądzą, że to właśnie ten skok umożliwia badanym paniom zachowanie takiego spokoju podczas hormonalnej burzy. Rozpoczęli już zbieranie analogicznych danych dotyczących aktywności mózgów kobiet z dużymi wahaniami nastrojów przed okresem, by sprawdzić, czy u nich rzeczywiście nie będzie tego wzrostu aktywności. Naukowcy będą też oczywiście musieli zanotować różnice w poziomach hormonów pomiędzy poszczególnymi osobami, by móc dobrze oszacować wyniki.

Badania aktywności i emocji mózgu ciągle raczkują, mówi neurochemik Jill Goldstein ze Szkoły Medycznej na Harvardzie w Bostonie. Dodaje też, że naukowcy dopiero rozpoczęli korzystanie ze skanów w celu obserwacji, jak hormony wpływają na myślenie. Jednak eksperci są zgodni, że badania mózgu wniosą interesujący wkład w studium zmian nastrojów i być może również do w rozwój leków neutralizujących objawy ZNP.

Chris Ryan z Narodowego Towarzystwa Syndromu Przedmiesiączkowego w Wielkiej Brytanii oznajmiła, że to badanie "przynosi kolejne istotne dowody na to, że cykl menstruacyjny jest kluczowym czynnikiem wpływającym na samopoczucie psychiczne płodnych kobiet". Wg Ryan zrozumienie umysłowych aspektów ZNP powinno znaleźć odbicie w "subtelniejszym leczeniu" cierpiących nań kobiet. "Być może wreszcie ujrzymy koniec recept na ogólne leki antydepresyjne przeciwko objawom związąnym ściśle z miesiączką".

Bool za Nature

Dlaczego Cryosat spadł

27 października 2005

Upadek CryosatRosyjska Państwowa Komisja powołana do zbadania okoliczności utraty satelity CryoSat podała oficjalnie, że zawiodło oprogramowanie rakiety nośnej. Wystąpił błąd w pokładowym systemie kontroli lotu wyższego poziomu Rockota.

Raport komisji przywraca możliwość użytkowania tych wyrzutni, zostały one bowiem 'uziemiona' po niefortunnym incydencie z CryoSat. Winnym okazał się nowy, wyprodukowany w Rosji wyższy poziom "Bryza".

Rzecznik Europejskiej Agencji Kosmicznej, Simonetta Cheli, powiedziała: "Potwierdzamy na podstawie informacji pochodzących od Komisji Państwowej, że pojawił się problem w programie kontroli lotu Bryzy. Zakłócił on wyłączenie silnika drugiego poziomu rakiety." Wraz z trzecim poziomem nie ulegly one rozłączeniu i całość, łącznie z transportowanym satelitą, wpadła do morza.

Zespół powołany przez Eurockot, operatora rakiety, w przyszłym tygodniu zweryfikuje wyniki analizy Komisji Państwowej.

Przeczytaj artykuł o upadku CryoSat.

Bool za BBC News

Pijany samochód

27 października 2005

Pijany samochódW tym roku znany producent luksusowych aut, Saab, wprowadza na rynek komercyjny "zieloną wersję" modelu 95, zasilanego biopaliwem. Samochód będzie napędzany mieszanką skłądającą się w 85% z bioetanolu, pozyskiwanego z brazylijskiej trzciny cukrowej.

Według ekspertów zastosowanie paliw takich jak bioetanol czy biodiesel jest świetnym rozwiązaniem z uwagi na mniejszą emisję związków węgla. Pozostała część gazów cieplarnianych jest natomiast absorbowana przez nowe uprawy.

Firma Saab planuje wprowadzenie nowego modelu na rynek brytyjski, na początku w wersji wykorzystującej paliwo z 5-procentową domieszką bioetanolu. Nie będzie to jednak tani samochód. Nowy model napędzany biopaliwem jest w Szwecji droższy od wersji z tradycyjnym silnikiem o około 1,000$.

Sprzedawcy zapewniają jednak, że po roku korzystania z mieszanki E85, trzykrotnie tańszej od zwykłej benzyny, spowoduje zwrot różnicy cenowej w ciągu pierwszego roku użytkowania.

Do niedawna dużo większą uwagę w Europie przywiązywano do ilości gazów cieplarnianych emitowanych przez zakłady i fabryki, nie zwracając uwagi na transport. Obecnie i tutaj daje się zauważyć wyraźny wpływ ustaleń traktau z Kioto. Komisja Europejska postanowiła zwiększać stopniowo udział biopaliw na rynku w latach 2006-2010.

Dla przykładu w Wielkiej Brytanii udział biopaliw na rynku ma osiągnąć w grudniu 2%. Rząd ocenia, że na razie wynosi on około 0,3%, gdy dla porównania w Szwecji jest już 10-krotnie wyższy i wynosi obecnie 3%. Więcej w języku angielskim.

Mighal za BBC NEWS Science / Nature

Pociąg na krowę

26 października 2005

Pociąg #1Krowy na jednej z ferm w szwedzkim miasteczku Maets, skubiąc leniwie trawę, nie zdają sobie sprawy jaki czeka je los. Tuż obok pastwiska znajduje się rzeźnia. Resztki poćwiartowanych krów trafiają stamtąd do piwnicy, gdzie wszystkie organy łącznie z tłuszczem i innymi wnętrznościami lądują w jednym olbrzymim pojemniku.

W procesie rozkładu, z bulgoczącej i śmierdzącej masy wydziela się gaz odprowadzany do specjalnej cysterny. Wypełnione cysterny trafiają z kolei do fabryki biogazu, gdzie po miesiącu delikatnego gotowania z gazu odzyskiwany jest metan.

Pociąg #2Pierwszy na świecie pasażerski pociąg napędzany biogazem, kursuje na trasie pomiędzy Linkoping a Vastervik w Szwecji. Na paliwie uzyskanym z jednej krowy można przejechać ok. 4 km. I choć metan jako paliwo jest o 20% droższy od ropy naftowej, szwedzi liczą, że stale rosnące ceny paliw płynnych wkrótce zniweluja tę różnicę.

Nie jest to jednak pierwsza tego typu inwestycja. Miasteczko Linkoping jako pierwsze na świecie wprowadziło do komunikacji miejskiej autobusy zasilane biogazem. W chwili obecnej tego typu paliwo jest tam stosowane na dużo większą skalę. Zasila taksówki, śmieciarki i spora liczbę prywatnych samochodów. Więcej w języku angielskim.

Mighal za BBC NEWS Science / Nature

Radar jako Promień Śmierci

25 października 2005

Radar #1Opierając się na Aviation Week, Pentagon właśnie zajmuje się pracami nad aktywnymi elektronicznie skanowanymi radarami (AESA), które mogą być użyte jako broń.

Ciekawym zakrętem w tej historii jest to, iż w roku 1934 poszła plotka, że naziści wynaleźli śmiertelny promień bazowany na radarze. Fizyk Robert Watson-Watt został poproszony o stwierdzenie wykonalności takiej broni. Szybko oznajmił nieprawdopodobność, ale użycie fal radiowych, by zlokalizować nadlatujące bombowce, wziął za możliwe. W 1937 roku, trzy stacje były już gotowe, inne w budowie. Był to klucz do wygrania Bitwy o Anglię w czasie II Wojny Światowej.

Teraz okazuje się, że radary AESA mogą mieć zabójcze komponenty. Składają się one z małych nadawczo-odbiorczych modułów. Każdy z nich skanuje predefiniowany obszar tak, że antena nie musi się poruszać. Działają niezwykle szybko, na daleki zasięg. Mogą wyłapywać wiele celów naraz i działać jako zagłuszacze.

Radar #2Niektóre lotnicze AESA używają tysięcy modułów, każdy o powierzchni  kilku cali kwadratowych. Pozwala to na wykonywanie kilku zadań jednocześnie. Jakich? Detekcja niewielkich obiektów, nawet niewidzialnych myśliwców, namierzanie, komunikacja i zagłuszanie. Prawdopodobną techniką ataku AESA na inne radary jest przepalenie przez boczne płaty anteny, płaty filtrów lub innych znanych składników celu.

Rozwój lotniczych broni radarowych zdaje się być skupionym na pociskach międzykontynentalnych, obroną własną przed antyradiacją, a także pociskach home-on-jam i powietrze-powietrze. Radary są efektywne zwłaszcza przeciwko pierwszej kategorii, ponieważ energia potrzebna do skupienia się na nadlatujących pociskach wzrasta odwrotnie kwadratowo, gdy dystans się zmniejsza.

Mikrofale dużej mocy (HPM) także istnieją w procesie tworzenia broni. Generują bardzo krótkie strumienie energii w szerokim zakresie częstotliwości, podczas gdy AESA produkują dłuższe, bardziej ukierunkowane. HPM daje wysoką wartość szczytową, AESA większą wartość średnią.  To pozwala na różne operacyjne i namierzeniowe strategie. Na przykład obrona lotniska Raytheon's (oparta na HPM) używa sensorów podczerwieni do znalezienia celu i  zdeterminowania, gdzie skupić promień. Daje efekty na dłuższy zasięg, prawdopodobnie nawet 100 mil (potężne impulsy energii). AESA ma wbudowaną możliwość znajdowania i namierzania, więc może się skupić na celu dla niezbędnych mikrosekund potrzebnych do stworzenia efektów broni.

Greg K1ler za Live Science i Technovelgy

Koniec ery żarówek

24 października 2005

Żarówki #1W przyszłości podstawowym źródłem światła prawie na pewno nie będzie żarówka. Może nim być stół, ściana czy nawet widelec.

Dzięki przypadkowemu odkryciu oświetlenie diodami LED zyskuje nowy wymiar. Wkrótce mogą one stać się tańszymi i bardziej długowiecznymi następczyniami tradycyjnych żarówek. Już teraz moda na diody rośnie, są używane w oświetleniu dekoracyjnym, sygnalizacji ulicznej czy lampach błyskowych. Ponadto są wygodniejsze i mniej kosztowne w eksploatacji, tak więc dzięki kolejnym odkryciom w tej dziedzinie, wynalazek Edisona prawdopodobnie pójdzie w końcu do lamusa.

Michael Bowers, doktorant na Uniwersytecie Vanderbilta, próbował stworzyć naprawdę maleńkie kryształowe nanosondy, tzw. kwantowe kropki. Każda z nich zawiera od 100 do 1000 elektronów, które łatwo pobudzić elektrycznie. Sondy Bowersa składały się z 33 lub 34 par atomów, a wiadomo, że im mniejsze są, tym bardziej podlegają pobudzeniu.

Żarówki #2Jeżeli oświetlić je lub przyłożyć napięcie, kwantowe kropki reagują poprzez generowanie własnego, jaskrawego światła. Jednak Bowers skierował na swoje kryształki wiązkę lasera i otrzymał coś nieoczekiwanego: "Byłem zaskoczony, gdy stół ogarnięty został białym blaskiem," powiedział. "Kwantowe kropki miały emitować niebieskie światło, tymczasem wygenerowały piękne białe."

Następnie razem z drugim studentem wpadli na pomysł, by wymieszać kropki z poliuretanem i pokryć tym niebieską żarówkę diodową. Takie urządzenie nie wygląda ładnie, ale wytwarza ciepłe, białe światło dwa razy jaśniejsze od konwencjonalnej żarówki 60-watowej i wytrzymuje 50 razy dłużej.

Dodatkowo diody nie oddają ciepła i dużo trudniej jest je rozbić. Amerykańskie Ministerstwo Energii oblicza, że korzystanie z nich zmniejszyłoby zużycie prądu o 29 procent do roku 2025. Naukowcy twierdzą, że diody zastąpią nie tylko żarówki, lecz również fluorescencyjne i sodowe lampy gazowe.

Aż do ostatniego dziesięciolecia LED generowały tylko zielone, żółte i czerwone światło. Potem pojawiły się niebieskie, które zmodyfikowano tak, by emitowały światło niemalże białe, z lekkim błękitnym odcieniem.

Jeśli tylko uda się przenieść proces produkcyjny na skalę przemysłową, będzie można malować mieszanki dowolnymi kolorami i, pobudzając je elektrycznie, uzyskiwać wszystkie kolory tęczy, łącznie z białym.

Bool za Live Science

Pozaziemskie stosunki

23 października 2005

Pozaziemskie stosunkiSeksualne i emocjonalne związki między astronautami mogą zaburzyć przebieg misji marsjańskich i z tego powodu powinny zostać przeanalizowane przez NASA, ostrzega komisja badaczy wysokiego szczebla.

NASA planuje lot na Księżyc w 2018 roku, a póżniej wyprawę na Marsa. Ta ostatnia trwałaby najprawdopodobniej 30 miesięcy i udział w niej wzięłaby załoga licząca 6 do 8 osób. Między jej członkami mogą w tym czasie powstać silne relacje, twierdzi w swoim raporcie amerykańska Narodowa Akademia Nauk (NAN).

"W perspektywie długotrwałej misji nie można zignorować kwestii seksualności", oznajmił Lawrence Palinkas, lekarz antropolog z Uniwersytetu Południowej Kalifornii w Los Angeles, autor raportu, w którym zweryfikowano plany badania NASA, mającego na celu utrzymanie załogi w kosmosie w zdrowiu i bezpieczeństwie. Plany te nie wspominają słowem o problemach seksualności podczas lotu.

Palinkas uważa, że takie misje mogą przypominać długie okresy przebywania w stacjach badawczych na Antarktydzie. Członkowie ich załóg często łączą się w pary na czas pobytu lub krótszy. "Jeśli zdarzy się konflikt czy niewierność, może się to skończyć załamaniem funkcjonowania załogi."

Carol Rinkleib Ellison, psycholog specjalizująca się w sprawach seksualnych i intymnych, spoza NAN, potwierdza to: "Zerwanie może doprowadzić do przemocy i innych skutków. Ludzie są bardzo prymitywni, jeśli chodzi o uczucia związane z partnerstwem i seksem."

Powodzeniu misji zagrażać może również molestowanie seksualne. W trakcie ośmiomiesięcznej symulacji stacji kosmicznej w 2000 roku Rosjanin dwukrotnie usiłował pocałować kanadyjską badaczkę chwilę po tym, jak dwóch innych Rosjan wdało się w ostrą bójkę.

Palinkas twierdzi, że takie problemy można zminimalizować poprzez uprzedni trening postępowania w trudnych sytuacjach lub przez grupowe terapie psychologiczne. "Z tego rodzaju napięciami człowiek radzi sobie z grubsza tak samo, jak innymi," mówi.

Dodaje również, że seks może mieć i dobre skutki, gdyż daje "poczucie stabilizacji i normalności". Tu również zgadza się Ellison, według niej stosunek albo masturbacja mogą złagodzić nudę i niepokój podczas długiej, samotnej podróży przez przestrzeń. "Może pomagać lub przeszkadzać, zależnie od ilości osób, ich relacji i tego, co ona dla nich znaczy."

Ellison uważa, że NASA powinna zbadać prawdopodobne skutki łączenia się ludzi w pary na długich misjach, a także zagadnienia orientacji seksualnych i płodności. Sądzi, że indywidualne różnice w popędzie powinny być brane pod uwagę przy doborze załogi do wyprawy marsjańskiej. "Chyba dobrze byłoby wybrać osoby z mniejszym zapotrzebowaniem na seks lub przynajmniej takie, u których nie jest on sposobem na dowartościowanie się."

Poza tym Ellison dodaje, że NASA powinna rozważyć praktyczne kwestie stosunków w pozaziemskich warunkach. "Jak kochać się w stanie nieważkości?" pyta. "Pozostaje jeszcze kwestia braku intymności. Często monitorowane są puls i temperatura załogantów. Nie wiem, jak to zostałoby rozwiązane."

Raport NAN wzywa także NASA do zbadania wpływu różnic kulturowych na pracę załogi i do zmierzenia ilości promieniowania, na które wystawiona będzie ona w czasie tak długotrwałych misji.

Bool za New Scientist

Założono bank komórek macierzystych

23 października 2005

W Seulu otwarto bank, w którym będą produkowane i przechowywane komórki macierzyste dla celów badań na całym świecie. Będzie on bazą międzynarodowego konsorcjum, skupiającego m.in. Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Tam właśnie powstaną pierwsze placówki banku. Oczekuje się, że umożliwi on naukowcom z różnych krajów obejście rządowych zakazów dotyczących badań nad tymi komórkami.

Bank komórek #1Projekt prowadzi ekspert od klonowania, dr Woo Suk Hwang, pionier w rozwijaniu komórek macierzystych ściśle dopasowanych do indywidualnych pacjentów.

Rocznie będzie powstawać około 100 linii komórek z genetycznymi wadami, które powodują cukrzycę, Parkinsona czy Alzheimera. Naukowcy będą na nich badać przebieg rozwoju chorób.

Dr Hwang powiedział: "Jeśli użycie tych komórek macierzystych ograniczyć do jednego kraju, zbyt wiele czasu zabiera stworzenie technologii dla całej ludzkości. Zakładając globalną sieć, zamierzamy dzielić się zarówno komórkami wyprodukowanymi w każdym z państw, jak też informacjami o nich."

Bank komórek #2Zespół Hwanga jest pierwszym, który zdołał sklonować ludzkie płody i pozyskać z nich komórki macierzyste. W maju ogłosił, że stworzył pierwsze na świecie komórki embrionalne genetycznie zgodne z ludźmi chorymi lub rannymi. Był to poważny krok na drodze do wyhodowania zastępczych tkanek pacjentów w celach leczenia.

Naukowcy liczą, że fundusze otrzymają od rządu Korei Południowej, prywatnych sponsorów amerykańskich oraz z innych źródeł. Nie będą patentować nowych linii komórek, lecz chcą pobierać opłaty za specjalne zamówienia. W tej chwili wiadomo o 125 liniach komórek macierzystych na całym świecie, większość z nich pobrano z darowanych embrionów.

Profesor Christopher Higgins, dyrektor Rady Medycznych Badań w Centrum Nauk Klinicznych, popiera ten nowo założony bank: "To bardzo pozytywny krok naprzód. Jeśli płodowe komórki macierzyste mają być używane w zastosowaniach terapeutycznych, jest bardzo ważne, by dostęp do nich nich miał każdy naukowiec, który ich potrzebuje." Powiedział również, że ten rodzaj terapii stwarza szansę na wyleczenie wielu chorób wywoływanych utratą konkretnych typów tkanek w ciele.

Z drugiej strony Matthew O'Gorman z organizacji Life UK oznajmił, że fundusze powinny zostać przekazane na inne, bardziej etyczne formy badań, które już przynoszą obiecujące wyniki. "Badania embrionalnych komórek macierzystych prowadzą do tworzenia maleńkich istot ludzkich, które będą usuwane po zagrabieniu z nich komórek na potrzeby innych."

Bool za BBC News

Dwa etyczne sposoby na pobranie komórek macierzystych z embrionu

20 października 2005

Komórki macierzysteAmerykańscy naukowcy opracowali metody zdobywania komórek macierzystych bez zniszczenia embrionów, z których są pozyskiwane. Wierzą, że dzięki temu uda się ominąć etyczno-religijne kwestie związane z całym zagadnieniem.

Pierwszą z nich odkryto w Zaawansowanych Technologiach Komórkowych w Massachusetts. Badacze z tego instytutu zdołali usunąć komórki z płodów myszy, nie doprowadzając do żadnych widocznych uszkodzeń. Co ważne, da się tą metodę zastosować z równym powodzeniem na ludzkim embrionie.

Przypomnijmy, że komórki macierzyste potrafią stać się dowolną tkanką, dzięki czemu potencjał wykorzystania ich w medycynie jest olbrzymi. Dojrzałe częściowo tracą swe zdolności, natomiast komórki macierzyste pobrane z młodych płodów są bardzo skuteczne. Do tej pory jednak proces ten wiązał się z uszkodzeniem embrionu, czemu oczywiście sprzeciwia się wiele środowisk.

Główny badacz z Zaawansowanych Technologii Komórkowych, Robert Lanza, oznajmił, że ich nowa technika umożliwi stworzenie dla dzieci, jeszcze przed ich narodzeniem, banku osobistych komórek, które będzie można wykorzystać w leczeniu chorób w trakcie życia.

Dodał też, że być może metoda ta zakończy spór na temat etyczności badań prowadzonych nad embrionalnymi komórkami macierzystymi. "Obiekcje skupiają się głównie na fakcie, że taki płód jest pozbawiany możliwości rozwinięcia się w pełnego człowieka. Udowodniliśmy na myszach, że da się zdobyć ich komórki bez zakłócenia ich normalnego rozwoju."

Naukowcy w swym eksperymencie usunęli komórki macierzyste z mysich embrionów i umieścili je w hodowli, gdzie utworzyły kolonie tkanek. Prawie połowa poddanych operacji płódów rozwinęła się w zdrowe myszki, co z grubsza jest wynikiem normatywnym.

Tymczasem naukowcy z amerykańskiego Instytutu Badań Biomedycznych Whitehead niezależnie od ZTK przeprowadzili próbę, o której mówi się, że jest drugim sposobem na obejście etycznych wątpliwości. Poprzez modyfikację DNA stworzyli u laboratoryjnych myszy embrion, jaki nie może powstać w macicy, lecz mimo tego jest źródłem komórek macierzystych. Twierdzą, że z takiego płodu nie rozwinie się życie.

Profesor Richard Gardner, przewodniczący zespołu Królewskiego Towarzystwa pracującego nad klonowaniem i badaniami komórek macierzystych, powiedział: "Zdanie, że etyczne obawy zostaną rozproszone, ma na celu odciągnięcie uwagi od sedna problemu. Nie wyobrażam sobie rodziców, którzy podjęliby się ryzyka pobrania komórek z ich dziecka jeszcze na etapie płodowym. Chyba że dziecko naprawdę potrzebowałoby ich w przyszłości."

Z kolei Josephine Quintavalle, z Opinii o Etyce Reprodukcji w Wielkiej Brytanii oznajmiła, że żadna z tych dwu metod nie rozwiewa jej zastrzeżeń. "Co do pierwszej, nie ma dowodów, że nie wyrządza szkód, które ujawniłyby się później. Obie techniki zaburzają naturalny proces. Należałoby spytać, do czego ktoś potrzebuje tych komórek. Sądzę, że lepiej byłoby, gdyby naukowcy skupili się na innych obszarach badań i pozyskiwania komórek macierzystych, takich jak owodniowe i dorosłe. Są one dużo bardziej obiecujące," powiedziała.

Bool za BBC News

Publicystyka - "Napędy kosmiczne"

20 października 2005

Napędy kosmiczneZgodnie z obietnicą, którą dałem słuchaczom na konwencie Imladris 2005, na stronach publicystycznych Gildii Nauki Popularnej pojawia się prezentacja o napędach kosmicznych. Wszelkie pomysły w niej zawarte to możliwe do zbudowania koncepcje gwiezdnych silników. Jak działają, jakie są ich wady i zalety? Co można nimi osiągnąć? Gdzie książki science fiction oszukują cię? Serdecznie zapraszam do lektury i obejrzenia pokazu. Tekst zamieszczam dzięki wydawnictwu Prószyński i Spółka.

Greg K1ler

Najbardziej nieuchwytny szczur świata martwy po 18 tygodniach pogoni

19 października 2005

SzczurWydawało się to dobrym pomysłem. Puścić samotnego szczura na wyspę pozbawioną tych gryzoni, a potem szukać odpowiedzi na pytanie - jak go zabić? W ten sposób, gdy szczury napadną na inną wyspę, będziemy wiedzieć, co robić.

Naukowcy wymyślili, że uwiężą tego długiego na stopę dzikiego drapieżnika błyskawicznie.

18 tygodni później złapali go w końcu na przynętę ze świeżego pingwina. Na innej wyspie...

Gryzonie są problemem naprawdę wszędzie. W Nowej Zelandii przynajmniej 11 wysp zostało najechanych przez norweskie szczury od 1980 roku. W każdym przypadku poprzednia populacja była wypleniona. Najeźdźcy niszczyli lokalne ekosystemy.

W najnowszej rozprawie, ogłoszonej dzisiaj, norweski szczur został zanęcony czekoladą. Pobrano jego DNA i wyposażono w nadajnik radiowy w obroży, a następnie puszczono wolno na małej wyspie Motuhoropapa na wybrzeżu Nowej Zelandii.

Bez innych szczurów do rywalizacji, obiekt testów przebył całą wyspę w ciągu 4 tygodni przed osiedleniem się - wskazały dane z systemu lokalizacyjnego.

Przez następny miesiąc zostały zastosowane konwencjonalne techniki łapania - potrzaski, żywe pułapki, wosk - bez sukcesu.

Po 10 tygodniach sygnał radiowy zaniknął.

Jakiś czas później naukowcy odkryli szczurze ekskrementy na wyspie Otata - 400 metrów otwartego oceanu dalej. DNA się zgadzało, potwierdzając podejrzenia badaczy, że szczury dobrze pływają.

Nieuchwytne stworzenie wykonało najdłuższe potwierdzone przejście gryzonia przez wodę w historii.

Na Otata użyto innych metod: zakopanych pułapek, masła orzechowego, a także wytrenowanych psów. Po ponad 4 miesiącach od wypuszczenia, szczur został w końcu zabity przy użyciu przynęty z mięsa świeżego pingwina.

Ekipa dowodzona przez Jamesa Russella z Uniwersytetu w Auckland inteligentnie stwierdziła, że konwencjonalne metody nie działają zbyt dobrze. Mają też pomysł dlaczego tak jest - będąc samotnym, szczur nie zachowuje się tak, jak by to robił w mieści. Bez konkurencji w jedzeniu, przynęty były mniej nęcące.

Greg K1ler za Live Science

Ucieczka lilii morskiej

18 października 2005

Lilia morskaMorskie lilie wyglądają jak kwiaty, ale tak naprawdę są zwierzętami. Ostatnio naukowcy przekonali się, jakie potrafią być zwinne. Zarejestrowali ruch przedstawiciela tego gatunku po morskim dnie, najwyraźniej była to ucieczka przed drapieżcą. Profesor Tomasz Baumiller z Uniwersytetu w Michigan zaprezentował nagranie w niedzielę 16 października na spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego.

Lilie morskie i pierzaste gwiazdy należą do krynoidów, blisko spokrenionych z rozgwiazdami i jeżami morskimi. Krynoidy są bezkręgowcami z gromady liliowców (Crinoidea) i typu szkarłupni  (Echinodermata), charakteryzują się lejkowatą budową ciała, szeroką górą z otworem gębowym i długimi pierzastymi ramionami. Lilia i gwiazda są do siebie podobne, lecz ta ostatnia nie posiada szypułek, potrafi za to pełzać i pływać.

Lilii morskich nie podejrzewano do tej pory o takie zdolności. Wiadomo było za to, że regularnie zrzucają i odnawiają swe szypułki, zostawiając resztki podobne do palca. Baumiller i Charles Messing, podejrzewali, że mogą one "podnosić kotwicę", by zmieniać lokację, po czym używają swych "palców" do ponownego przytwierdzenia się do dna morza.

Badacze zaobserwowali przemieszczanie się morskich lilii już końcem lat '80. Baumiller umieścił kilka z nich w akwarium i zauważył, że codziennie znajdowały się w innym miejscu. Messing spostrzegł to samo podczas nurkowania w okolicach Jamajki i Wielkiego Kajmanu. Obaj widzieli, jak lilie morskie pełzają, używając swych pierzastych ramion, ciągnąc za sobą łodygi. Zastanawiali się tylko, co w naturze skłania je do wojaży.

Przeglądając podwodne nagrania wykonane ponad dziesięć lat temu, natrafili na scenę, w której jeże morskie czają się w ogrodzie morskich lilii. Część z nich odpełza od napastników, poruszając się z prędkością setki razy większą niż wcześniej im przypisywano. Na niektórych zdjęciach widać też, że dno wokół jeży jest usłane porzuconymi "palcami" lilii.

Dalsze obserwacje mówią, że jeże morskie nie zjadają fragmentów martwych lilii, jakie znajdują na dnie oceanu, lecz wolą odrywać ich kawałki żywcem, przydając swym ofiarom powodów do porzucania szypułek i uciekania.

"To taktyka ogona jaszczurki," wyjaśnia Baumiller. "Lilia morska zostawia końcówkę łodyżki za sobą, jeż jest zajęty podążaniem za nią, co daje ofierze czas na odpełznięcie." Prędkość rozwijana przez lilię to 3 do 4 cm na sekundę, co znaczy, że "raczej wygra w wyścigu z morskim jeżem".

Bool za Live Science

Kierunek: Wenus

18 października 2005

Wenus #1Europejska Agencja Kosmiczna wysyła na Wenus, najbliższego i najgorętszego sąsiada naszej planety, nazywanego nawet "złym bratem bliźniakiem Ziemi", statek kosmiczny. Sonda Wenus Express zostanie wystrzelona z Kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie 26 października, by w przyszłym roku osiągnąć orbitę planety, skąd będzie uważnie badać powierzchnię.

Obydwie planety, Ziemia i Wenus, są podobnej wielkości, mają podobną masę, a także powstały z tej samej chmury pyłu międzygwiezdnego. I na tym podobieństwa niestety się kończą. Temperatura na powierzchni Wenus osiąga 460°C, a ciśnienie atmosferyczne jest podobne do tego jakie panuje 1km poniżej poziomu morza.

Głównym zadaniem Wenus Express będzie badanie atmosfery planety, co ma rzucić nieco światła na mechanizmy które doprowadziły do powstania tak "piekielnego" klimatu. Jej powierzchnia jest zasłonięta silnie odbijającymi światło chmurami, z których co jakiś czas spada deszcz kwasu siarkowego, przez co planeta, mimo bliskości Słońca, absorbuje bardzo małą część promieniowania słonecznego.

Wenus #2Jednak nawet ta znikoma część zaabsorbowanej energii, zostaje uwięziona ze względu na tzw. efekt cieplarniany, wywołany olbrzymią ilością dwutlenku węgla w atmosferze (ok. 96%). I właśnie odpowiedź na pytanie, dlaczego obie planety, tak bardzo do siebie podobne, "wybrały" dwie różne drogi rozwoju, jest tak ważna dla naukowców.

Amerykańska sonda Magellan, której celem było stworzenie mapy Wenus, zarejestrowała na jej powierzchni wiele erupcji wulkanicznych. Nie można jednak stwierdzić z całą pewnością, jak dużą aktywnością sejsmiczną charakteryzuje się Wenus.

Misja sondy, która pomoże znaleźć odpowiedzi na te i inne pytania, potrwa 2 wenusjańskie dni, co odpowiada 500 ziemskim dniom. Wenus Express zostanie wyniesiona na orbitę na pokładzie rakiety Sojuz. Następnie po odpaleniu dwóch pierwszych stopni, statek kosmiczny z sondą zostanie wystrzelony trajektorią ucieczki z pola grawitacyjnego Ziemi w kierunku Wenus i dotrze na jej orbitę w ciągu 5 miesięcy.

Więcej w języku angielskim.

Mighal za BBC NEWS Space

Kanał RSS z robotem

18 października 2005

NRGNa stronie NRG Robotics można już zasubskrybować kanał RSS. Zrób to, by otrzymywać najświeższe informacje na temat update'ów. Ostatnio dodano render ogólnej koncepcji działania i wyglądu. Warto zobaczyć!

GNP

Nanobomby

18 października 2005

NanobombyZespół naukowców z Uniwersytetu Delaware odkrył nanobomby, które mogą znacznie ułatwić walkę z rakiem. Choć prace wkraczają dopiero w pierwszą fazę, są wynikiem prowadzonych od ponad dwóch lat badań nad nanorurkami (Nobel 1996 r. z chemii dla odkrywców fullerenów, z których "buduje się" nanorurki). Zdaniem odkrywców nowa metoda zmieni zupełnie strategię walki z tą straszną chorobą.

Początkowo naukowcy pracowali nad wykorzystaniem węglowych nanorurek jako nośnika leków. Ponieważ są one mniejsze od pojedynczych komórek, nanorurki mogą bardzo precyzyjnie wprowadzić przenoszoną substancję do określonych komórek.

W czasie przeprowadzania różnych eksperymentów, zespół dokonał bardzo ciekawego odkrycia. Okazało się, że te same atomy ułożone w nowych układach o innej formie i kształcie, zyskują w nanoskali zaskakujące właściwości. Skupiono się głównie nad właściwościami optycznymi i termicznymi badanych molekuł. Odkryto, że można doprowadzić do mikroskopijnej detonacji nanorurek w różnych warunkach.

Nanobomba zbudowana jest z pęczka węglowych nanorurek. W pojedynczej nanorurce ciepło generowane poprzez promień światła jest rozpraszane w otaczającym ją powietrzu. W pęczku ciepło nie rozprasza się na tyle szybko, w wyniku czego dochodzi do eksplozji w nanoskali.

Po zaobserwowaniu tego faktu przystąpiono do badania zjawiska w innych środowiskach. Naukowcom udało się doprowadzić do eksplozji m. in. w wodzie, fosforanach oraz w roztworach soli (gdzie przebiegały najbardziej spektakularnie), co oznaczało, że reakcja może być zainicjowana także w ludzkim organizmie.

Naukowcy wiążą szczególnie duże nadzieje w związku z wykorzystaniem nanobomb przy zwalczaniu raka piersi, gdyż wywołują one ten sam efekt, co już stosowane metody niszczenia komórek rakowych (tu za pomocą fali uderzeniowej po wybuchu), eliminując ryzyko ich odnowienia.

Tuż po eksplozji resztki nanobomb oraz zniszczonych komórek rakowych są efektywnie usuwane przez sam organizm za pomocą makrofagów. Metoda jest więc bezpieczniejsza od chemioterapii, która atakuje wszystkie komórki, a ze względu na skalę możliwa do zastosowania w nieoperacyjnych przypadkach, dla różnych odmian raka.

Jako bardzo prosta i praktycznie bezbolesna technika o wielkiej dokładności, w połączeniu z nano-bio-robotyką i nano-narzędziami operacyjnymi pozwoli w przyszłości na znaczący rozwój onkologii. Pacjent po takim zabiegu będzie mógł spokojnie wrócić do domu, obywając się bez długiej i kosztownej hospitalizacji po skomplikowanych operacjach.

 Więcej w języku angielskim.

Mighal za Science Daily

Misja Shenzhou VI szczęśliwie zakończona

17 października 2005

ShenzhouDruga chińska załogowa wyprawa kosmiczna zakończyła się w niedzielę o 20:33 czasu Greenwich. Statek Shenzhou VI wrócił na Ziemię. Kapsuła z dwoma astronautami opadła na spadochronie na pole w północnej części Chin. Lądowaniu towarzyszyło świętowanie i plany kolejnych misji.

Fei Junlong i Nie Haisheng po wyjściu z modułu mieli tylko kilka sekund na przyzwyczajenie się do grawitacji Ziemi. W chwilę później zostali powitani kwiatami i wymachiwaniem rąk całej naziemnej załogi i grupy ratunkowej. "Lot przebiegł gładko", uśmiechając się, powiedział Fei telewizji. "Warunki życia i pracy w kabinie były bardzo dobre. Jesteśmy zdrowi".

Krótko później Tang Xianming, dyrektor Chińskiego Biura Inżynierii Kosmicznej z Udziałem Ludzi oznajmił, że kolejna wyprawa odbędzie się w 2007 roku i w jej trakcie astronauci wyjdą w otwartą przestrzeń. Następnie pomiędzy rokiem 2009 i 2012 dwa statki kosmiczne wejdą na orbitę w ramach przygotowania do utworzenia stacji kosmicznej.

Więcej na stronie BBC News.
Więcej na stronie New Scientist.

Bool za New Scientist / BBC News

Pół robot - pół bakteria

17 października 2005

PółrobotŻywa bakteria została została włączona w elektroniczny układ, tworząc czuły miernik wilgotności. Drobnoustrój i maszyna są zjednoczone w tym urządzeniu, posiada więc ono zalety obydwu 'składników', dzięki czemu jest nadzwyczaj wrażliwym czujnikiem.

"O ile nam wiadomo, jest to pierwsze urządzenie elektroniczne, do którego budowy użyto mikroorganizmu," oznajmił Ravi Saraf, chemik z Uniwersytetu w Nebrasce. Saraf i jego student, Vikas Berry, są twórcami 'komórkobota'.

"To pierwszy krok w kierunku biologicznego komputera. Implikacje tego osiągnięcia są liczne," mówi Steve Ripp, biotechnolog na Uniwersytecie Tennessee. Ripp należał do zespołu, który zbudował sensor wykrywający substancje chemiczne za pomocą święcącej bakterii. Jednak w ich urządzeniu elektronika tylko reagowała na żyjątka, obie części systemu nie były ze sobą złączone tak, jak to ma miejsce w czujniku wilgotności Sarafa.

Jest on stworzony ze standardowej krzemowej kości, wyłożonej złotymi elektrodami. Najpierw naniesiono na nią warstwę bakterii Bacillus cereus, które zbiły się w mosty pomiędzy elektrodami. Następnie Saraf i Berry przemyli chip roztworem drobin złota, z których każda mierzyła około 30 nanometrów wszerz i była pokryta peptydami, aby łatwiej przykleić się do bakterii.

Otrzymana tym sposobem warstwa nanocząstek złota, naszpikowana mikrobami, przenosi prąd przez urządzenie. Wzrost wilgotności wywołuje u bakterii lekkie pęcznienie, co zwiększa odległość pomiędzy sąsiednimi nanocząstkami maksymalnie o 0,2 nanometra, wtedy przepływ prądu przez chip jest mniejszy.

Dzięki temu urządzenie jest dużo czulsze niż zwyczajne sensory wilgotności przy niskich jej poziomach, twierdzi Saraf. Obniżenie wilgotności z 20% do 0% zwiększa natężenie prądu czterdziestokrotnie, podczas gdy w konwencjonalnych miernikach jedynie dziesięciokrotnie. Może to być szczególnie przydatne w sytuacjach, gdy istotne będą nawet drobne zmiany w stosunkowo suchej atmosferze, dodaje.

Bakterie muszą być żywe w trakcie asymilacji, by nie utracić swych organicznych płynów ani kształtu. Bez odżywiania są w stanie przetrwać do dwóch dni.

Bool za Nature

Komórka na kółkach

17 października 2005

Komórka na kółkachMieszkańcy Jefferson City w stanie Missouri nie będą już osamotnieni w walce z  "korkami ulicznymi". Oddano tam właśnie do użytku nowy system monitorujący natężenie ruchu ulicznego. Informacje o wszystkich utrudnieniach są przekazywane bezpośrednio na ich telefony komórkowe.

System zbiera informacje o ruchu drogowym, monitorując sygnały pochodzące z telefonów działających w tamtejszej sieci telefonii komórkowej. Sieć nadajników podaje dane dotyczące położenia aparatu telefonicznego w danej chwili, kierunku ruchu oraz prędkości z jaką się przemieszcza.

W taki sposób powstanie interaktywna mapa, pokazująca w czasie rzeczywistym położenie tysięcy komórek i ich właścicieli na drogach o łącznej długości 5500 mil (ok. 8 800 km). Docelowo projekt ma objąć cały stan Missouri i jest największym tego typu przedsięwzięciem.

Obecnie prace nad projektem pilotażowym, obejmującym swoim zasięgiem 1000 mil (1600 km), mają się ku końcowi. Za kilka tygodni zostanie on oddany do użytku po czym będzie testowany przez następne 6 miesięcy. Całe przedsięwzięcie, pomimo wielkiego rozmachu, będzie dużo tańsze od obecnych rozwiązań.

Informacje o ruchu drogowym uzyskane w ten sposób w przyszłości mają posłużyć do celów komercyjnych, np. do tworzenia raportów o natężeniu ruchu na danym obszarze dla firm spedycyjnych, mediów informujących o natężeniu ruchu czy firm telekomunikacyjnych.

Choć tylko w Missouri projekt pochłonie ponad 3 miliony USD, to i tak będzie to dużo mniej niż ponad 35 milionów USD, które wydało San Francisco na specjalistyczne skanery i oprogramowanie do monitorowania ruchu w ciągu kilku ostatnich lat. Ograniczenie kosztów jest możliwe dzięki wykorzystaniu istniejącej sieci telefonii komórkowej oraz olbrzymiej ilości telefonów komórkowych.

Każda komórka oprócz numeru telefonicznego karty posiada swój unikalny numer seryjny oraz kod określający sieć telefoniczną, w której pracuje. Firmy telekomunikacyjne muszą być w stanie wyśledzić położenie telefonu komórkowego, aby wiedzieć jak przekierować połączenia. Może to prowadzić do utraty prywatności w razie nieodpowiedzialnego wykorzystania możliwości systemu.

Więcej w języku angielskim.

Mighal za CNN-Tech

Komórka "rozpoznająca" właściciela po chodzie

16 października 2005

KomórkaFińscy naukowcy wynaleźli urządzenie, które na skutek analizy chodu użytkowników telefonów komórkowych zezwala lub nie na korzystanie z nich.

Urządzenie wyposażone jest w zestaw czujników, które mierzą i analizują charakterystyczne cechy chodu człowieka. W trakcie pierwszego uruchomienia systemu, fiński wynalazek pobiera dane dotyczące sposobu chodzenia użytkownika i zapisuje je w pamięci telefonu. Za każdym następnym razem, gdy osoba chce skorzystać z telefonu, czujniki sprawdzają jego sposób chodzenia i porównują z pierwotnie zapisanymi danymi. W przypadku stwierdzenia niezgodności, aby "komórka" zadziałała konieczne jest wprowadzenie hasła.

Zdaniem przedstawicieli fińskiego Centrum Badań Technicznych VTT, nowy wynalazek uchroni miliony użytkowników przed złodziejami. W porównaniu do tradycyjnych kodów PIN, nowa metoda autentykacji użytkownika jest mniej uciążliwa dla użytkownika.

Dorothy za 4Press

Susza w Amazonii

16 października 2005

SuszaSusza, która w coraz dotkliwszy sposób doskwiera mieszkańcom dorzecza Amazonki, zmusiła władze Brazylii do ogłoszenia stanu wyjątkowego. Dziesiątki tysięcy ludzi zamieszkujących powstałą mieliznę jest zaopatrywanych przez wojsko w środki żywnościowe oraz lekarstwa. Krajobraz, jaki powstał w wyniku kataklizmu, szokuje. Trudno bowiem uwierzyć, że w miejscu gdzie jeszcze do niedawna znajdowały się ogromne rozlewiska rzek i jezior aktualnie ciągną się kilometry piasku i błota.

Do powstania tak dramatycznej sytuacji niewątpliwie przyczyniły się liczne pożary lasów Amazonii, które spowodowały podniesienie lokalnej temperatury o kilka stopni. Meteorolodzy zwracają również uwagę na niezwykle wysokie temperatury wód Oceanu Atlantyckiego i ich wpływ na wystąpienie w jednych rejonach Ziemi suszy, a w innych huraganów.

Dramatyzm sytuacji najlepiej oddaje fakt, że stan wyjątkowego zagrożenia został ogłoszony w 61 miastach Brazylii!

Duże zagrożenie stanowią ujęcia wody pitnej zanieczyszczone resztkami rozkładających się zwierząt wodnych. Rozpoczęto już akcję oczyszczania polegającą na rozprzestrzenianiu odpowiednich środków chemicznych. Jednak nadal istnieje bardzo duża groźba wybuchu epidemii.

Dorothy za BBC News

Tajemnica wirusa ptasiej grypy

15 października 2005

Naukowcy zbadali odmianę H5N1 wirusa grypy, odporną na lek o nazwie Tamiflu, uznawany za niemalże jedyną obronę we wczesnych stadiach pandemii ptasiej grypy. Najprawdopodobniej mutacja wirusa powodująca uodpornienie na Tamiflu jednocześnie wyraźnie osłabia jego zdolności reprodukcyjne.

Ten szczep zainfekował między innymi czternastoletnią Wietnamkę. Zanim zachorowała, brała w celach profilaktycznych jedną pastylkę Tamiflu dziennie, czyli połowę zwykłej dawki, gdyż opiekowała się chorym na ptasią grypę bratem. Jednak po trzech dniach i u niej wystąpiły objawy choroby. Wtedy zaczęła zażywać po dwie kapsułki leku dziennie i po pewnym czasie wyzdrowiała.

Próbka pobrana od tej dziewczyny zanim rozpoczęła pełną kurację, zawierała zarówno wirusy podatne na Tamiflu, jak i odmiany stokrotnie odporniejsze, zanotował Yoshihiro Kawaoka z Uniwersytetu w Tokio i jego współpracownicy. Sugeruje to, że u wielu ludzi zażywających Tamiflu ptasia grypa uodparnia się na ten medykament.

Istotne jest to, że ta sama mutacja występuje często w wirusach zwyczajnej grypy i są one z tego powodu mało zaraźliwe - mówi Frederick Hayden z Uniwersytetu Wirginii, specjalista od leków antywirusowych. "Nabycie odporności na tą grupę leków wywołuje w wirusie pewne osłabienie," powiedział.

Z kolei Kawaoka odkrył, że niepodatny H5N1 był u fretek dużo mniej zjadliwy, ilości tego wirusa osiągały poziom prawie stokrotnie mniejszy niż u zwierzątek zarażonych odmianą wrażliwą na Tamiflu, pobraną od dziewczynki. Tak więc najprawdopodobniej u osób chorych na ptasię grupę zażywających ten lek, szczep wirusa odporny na Tamiflu zostaje zdominowany przez odmianę podatną, którą, rzecz jasna, nietrudno już wyleczyć.

Niestety istnieje obawa, że profilaktyka związana ze stosowaniem Tamiflu spowoduje powstanie innych mutacji ptasiej grypy, które będą równie odporne i już nie takie słabe.

Bool za New Scientist

Świecący ocean

14 października 2005

OceanŚwiecący obszar wielkości stanu Connecticut został zarejestrowany na zdjęciach satelitarnych Oceanu Indyjskiego. "Okoliczności tego zjawiska nie są znane" - mówi Steven Miller z Naval Research Laboratory, który rozpoczął pracę nad przedziwnym zjawiskiem, które opisywał niegdyś znany na całym świecie powieściopisarz fantastyczno-naukowy, Juliusz Verne (1828-1905).
   
Jedynym, jak na razie najlepszym wytłumaczeniem bez pokrycia dowodowego, jest bioluminescencyjna substancja wytwarzana przez bakterie, które kolonizują pewną, nieznaną jak na razie organiczną substancję - wyjaśnia naukowiec.

Zdjęcia satelitarne mają pomóc w odpowiednim namierzeniu obszaru do badań, które mają pomóc w odpowiedzi na przyczyny występowania tego bardzo tajemniczego zjawiska.
   
Fenomen ten opisywał już Juliusz Verne, w powieści "20 000 mil podmorskiej żeglugi" z 1875 roku. Żeglarze obserwowali wtedy świecące się morze, zaś Verne umieścił ich opowieść w swoim znakomitym dziele:
   
"Moi kompani i ja byliśmy świadkami ciekawego spektaklu. Salon był wówczas otwarty, światło nawigacyjne Nautiliusa było wyłączone. Obserwowałem stan morza. W pewnej chwili podpłynęła do mnie potężna ryba, która rzuciła olbrzymi cień. W tym momencie Nautilius znalazł się w mocnym oświetleniu. W pierwszym momencie myślałem, że światło nawigacyjne łodzi jest włączone, zaś przedstawienie jest wywołane jego rozproszeniem. Myliłem się i szybko dostrzegłem swój błąd. Nautiulius znajdował się w lekko przeźroczystym, fluorescencyjnym łóżku (...)"
   
Bioluminescencja morza znana jest natomiast od wielu wieków. Pierwsza informacja o tym zjawisku pochodzi z roku 250 pnCh. Pojawiły się wtedy pierwsze informacje dotyczące istot, które owe świecenie mogły wywoływać. Miały to być bardzo malutkie organizmy, ledwo zauważalne ludzkim wzrokiem.

Benjamin Franklin w 1753 roku pisał: "To jest prawie niemożliwe, żeby tak małe organizmy, które są ledwo dostrzegalne nawet przez najlepsze okulary, mogły wydzielać tyle światła".

Greg K1ler za Hot News

Domowy producent zastawy stołowej

13 października 2005

Domowy producentDishMaker to unikalna maszyna z kategorii sprzętu AGD, produkująca jednorazowe naczynia kuchenne. Urządzenie zostało zaprojektowane przez Leonardo Bonanni, studenta amerykańskiego uniwersytetu MIT.

DishMaker wytwarza z materii organicznej nietoksyczne wafle akrylowe, z których po podgrzaniu wytłaczane są kubki, miski oraz talerze. Istotne jest to, że po użyciu naczyń nie wyrzuca się ich do kosza, bowiem służą one do... wytwarzania nowej, czystej zastawy. Po zakończonym posiłku, naczynia wstawia się z do urządzenia, gdzie zostają utylizowane z powrotem do postaci pierwotnych wafli. Maszyna powstała z myślą o ograniczeniu wyposażenia kuchni, a także zmniejszeniu objętości wysypisk śmieci, na których lądują potłuczone talerze i szklanki.

Domowy producent zastawy stołowej może przechowywać w swoim wnętrzu do 150 wafli i może tłoczyć naczynia co 90 sekund. Domyślnie "ekologiczne" talerze mają 15cm średnicy, ale maszynę można przeprogramować tak, aby produkowała także większą zastawę.

Bonanni przyznaje, że jego wynalazek może znaleźć zastosowanie w restauracjach, szpitalach oraz innych instytucjach, które korzystają z dużej liczby naczyń. Urządzenie wymaga jeszcze dopracowania w pewnych aspektach, np. obecnie produkuje naczynia tylko w jednym kolorze. Niemniej sukces wynalazku wydaje się nieunikniony, zwłaszcza wśród przedstawicieli płci męskiej, dla których jak wiadomo zmywanie naczyń jest z reguły co najmniej męczące.

Kliknij obrazek, by powiększyć.

A tutaj więcej informacji w języku angielskim (w tym zdjęcia).

Greg K1ler za 4Press

Następca Concorde'a w drodze...

13 października 2005

Następca ConcordeJapońska Agencja Kosmiczna planuje już niedługo wystrzelenie samolotu w kształcie strzały o prędkości 2 razy większej od prędkości dźwięku nad słabo zaludnionymi terenami w Australii. Będzie to kluczowy test w dążeniu tego państwa do stworzenia naddźwiękowego sukcesora emerytowanego Concorde'a.

Test ten następuje po 3-letniej przerwie od pierwszego eksperymentalnego lotu bezzałogowego samolotu (nazwanego następną generacją naddźwiękowego transportu), który przedwcześnie odłączył się od silnika pomocniczego i rozbił się na pustynii.

"Zainstalowaliśmy pewne ulepszenia, więc więcej się to nie przydarzy",  powiedział we wtorek w Tokio rzecznik Japońskiej Agencji Kosmicznej, Takaaki Akuto. "To naprawdę ważny test".

Zakończenie misji sukcesem położy podwaliny pod dodatkowe eksperymenty, jako że JAXA weźmie na cel stworzenie samolotu o udźwigu 300 pasażerów i prędkości rejsowej 2 machów (Tokio - Los Angeles - 4 godziny). Pomoże też uzgodnieniom japońsko-francuskim w sprawie wspólnych poszukiwań rozwiązania tego problemu w ciągu najbliższych 3 lat.

JAXA wystrzeli eksperymentalny samolot, podczepiony do rakiety, na poligonie Woomera w Australii do 15 października, mówi Akuto. Rakieta wyniesie pojazd na wysokość 12,4 mil przed zwolnieniem go przy prędkości 2 machów. Możliwe będzie wtedy zebranie informacji na temat aerodynamiki. Po 15 minutach lotu samolot spadnie na spadochronach na ziemię.

Japonia ma nadzieję na uruchomienie regularnych rejsów sukcesora Concorde'a do roku 2020.

Więcej w jęz. angielskim.

Greg K1ler za Space

Systemy obrony laserowej rodem ze Star Wars

13 października 2005

DARPAHellady z organizacji DARPA będą tak lekkie, że zmieszczą się na myśliwcu lub zdalnie sterowanym samolocie i tak potężne, by wystrzelić 150-kilowatowy promień energetyczny. Działko laserowe z Gwiezdnych Wojen jest bliższe niż możesz sobie pomyśleć.

Wysokoenergetyczne bronie laserowe aktualnie w fazie rozwoju mają moc zdolną do strącania pocisków (np. MTHEL - Mobile Tactical High Energy Laser, Mobilny Taktyczny Laser Wysokoenergetyczny). Jednakże, ich spore rozmiary ograniczyły ich zastosowanie do największych ze znanych samolotów. Problem powstaje ze względu na konieczność stosowania systemów chłodzących.

Hellady korzystają z unikalnej techniki chłodzącej, by zaoszczędzić na masie. Wysokoenergetyczny laser używa cieczy o tym samym kącie refrakcji, co lustra w blasterze. W ten sposób może wystrzelić nawet w czasie chłodzenia. Obecnie, w trzeciej fazie rozwoju (z pięciu), 15-kilowatowy prototyp w subskali jest testowany w laboratorium. W następnej fazie, demonstracyjne urządzenie zostanie przeskalowane do 150 kW, jednocześnie celem będzie osiągnięcie niskiego stosunku masa / moc (5 kg / W) i kompaktowych rozmiarów. Wtedy możliwe jest zamontowanie go na mniejszych pojazdach powietrznych. Ostatnią fazą inżynieryjną będzie wyprodukowanie, zintegrowanie i demonstrowanie kompletnego systemu bojowego Hellad na platformie taktycznej. Budową ma się zająć General Atomics, a systemem śledzenia - Lockheed.

HELLADS (High Energy Liquid Laser Area Defense System - Wysokoenergetyczny Ciekły System Obrony Laserowej)

Greg K1ler za Space i Technovelgy

Sprawdź się

12 października 2005

NRGNa forum NRG Robotics pojawiły się następujące zagadnienia mechaniczne do rozwiązania konstrukcyjnego:

1. Końcówka nogi (stycznik krańcowy)
2. Mocowanie aktuatora w nodze
3. Mocowanie nogi w korpusie
4. Wygląd ramienia nogi
5. Przyłączenie napędu odchylającego do nogi
6. Przyłączenie napędu do korpusu
7. Wygląd korpusu
8. Przyłączenie kamery do korpusu
9. Przyłączenie napędu kamery
10. Uwzględnienie rozbudowy robota (przyłącza)
11. Stacja dokująca

Wszystkie pomysły, rysunki prosimy przesyłać albo na forum, albo na e-mail. Liczymy na zaangażowanie i niezłe koncepcje.

NRG Crew

Drugi chiński lot kosmiczny rozpoczęty

12 października 2005

Chiński lot #1Dziś w Centrum Startów Satelit Jiuquan na pustyni Gobi wystrzelony został drugi chiński statek kosmiczny, Shenzhou VI. Po 21 minutach wszedł na orbitę.

Start był transmitowany na żywo w telewizji najludniejszego kraju świata, przekaz zawierał również ujęcia z kamery zamocowanej na zewnątrz statku.

Chiński lot #2Jego dwuosobową załogę stanowią 40-letni Fei Junlong oraz 41-letni Nie Haisheng. Obydwaj są byłymi pilotami i kandydowali do pierwszego chińskiego lotu przestrzennego.

W planach misji jest pięciodniowe orbitowanie wokół Ziemi, w tym czasie astronauci przeprowadzą szereg objętych tajemnicą eksperymentów. Chińskie media podają jedynie, że będą się oni przemieszczać bez skafandrów pomiędzy częściami statku, kapsułą i orbiterem.

Chiński lot #3Pekin widzi w tym locie wielką wagę dla swojego programu kosmicznego, a także źródło narodowej dumy i międzynarodowego prestiżu. Krótko po udanym starcie premier Wen Jiabao pogratulował wszystkim związanym z misją Shenzhou VI i oznajmił, że jest to sukces.

 

Chiński lot #4Chiny liczą, że w ciągu pięciu lat założą stację kosmiczną, zamierzają też dotrzeć do księżyca. Rocznie wydają około 2 miliardów dolarów na program lotów przestrzennych, dla porównania Stany Zjednoczone - około 16 milardów $.

Więcej na stronie BBC News.
Więcej na stronie New Scientist.

Bool za BBC News / New Scientist

Pływający robot

11 października 2005

Pływający robotOsoby odwiedzające londyńskie akwarium będą miały wyjątkową okazję zobaczyć pierwszego pływającego robota-rybę, który w pełni samodzielnie kontroluje szybkość i kierunki poruszanie się w zbiorniku.

"Mechaniczna ryba" została zaprojektowana przez zespół naukowców Uniwersytetu w Essex, pod kierownictwem profesora Huosheng Hu. Robot sterowany jest przez zestaw czujników, dbających o to, aby zachowanie maszyny jak najwierniej przypominało naturalne ruchy ryb żyjących w naturze. Dzięki temu wynalazek profesora Hu jest szybki jak tuńczyk, posiada przyspieszenie szczupaka i jest sterowny jak węgorz.

Zespół naukowców pracował nad swoim dziełem w londyńskim akwarium przez ponad trzy lata. Największym wyzwaniem dla inżynierów okazało się odtworzenie przez robota "falujących" ruchów ciała rybiego.

Profesor Hu wyjaśnił, że ideą projektu było umożliwienie szerokiej publiczności bezpośredniego kontaktu z "żywym" robotem, w celu zwiększenie zainteresowania nowoczesnymi technologiami i popularyzacji zaawansowanej wiedzy. "Wyniki naszej pracy znajdą zastosowanie w szeregu rzeczywistych przedsięwzięć, m.in. przy wykrywaniu wycieków z podwodnych ropociągów, detekcji min morskich, czy usprawnieniu pojazdów podwodnych.

Greg K1ler za 4Press

Cryosat rozbił się tuż po starcie

10 października 2005

Cryo #1Satelita Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), wysłany na orbitę w celu wykonania dokładnych pomiarów grubości lodów okołobiegunowych, w sobotę 8 października uległ zniszczeniu z powodu usterki w rakiecie nośnej.

Rosyjski Rockot wystartował z ważącym 711kg CryoSat w sobotę o 15:02 z Kosmodromu Plezeck. Jednak wystąpił błąd w finałowej fazie, oznajmił rzecznik Rosyjskiej Agencji Kosmicznej, Wiaczesław Dawidenko. Pascal Gilles, prowadzący projekt CryoSat, powiedział: "Drugi poziom nie zareagował na komendę komputera pokładowego, by wyłączyć silniki. Trzeci poziom nie oddzielił się od drugiego i nie zapalił swoich silników." Z tego powodu satelita nie uzyskał przyspieszenia wymaganego do wejścia na orbitę i wpadł razem z obydwiema częściami rakiety do Oceanu Arktycznego na północ od Grenlandii, w miejscu wybranym wcześniej na ewentualny upadek.

Odnalezienie przyczyny niepowodzenia zabierze prawdopodobnie kilka tygodni. Komisje dochodzeniowe powołane zostały zarówno przez rosyjskie władze, jak i przez grupę złożoną z Eurockot, ESA oraz Centrum Kosmiczne Kruniczew, producenta platformy startowej. Do tego czasu Rosja zamierza zatrzymać wszystkie loty z użyciem Rockotów, oznajmił Dawidenko.

ESA jednak wierzy w te rakiety, których wcześniej sześciokrotnie użyto z powodzeniem. Z drugiej strony rzeczniczka Instytutu Badań ESA w Frascati we Włoszech, oznajmiła, że agencja podda teraz szczegółowej analizie system Rockot. "Musimy najpierw poznać wyniki dochodzenia, zanim podejmiemy ostateczne decyzje dotyczące sposobu kolejnych startów, czy zaakceptujemy opóźnienia itd." wyjaśniła.

Cryo #2Szef zespołu naukowego projektu CryoSat, profesor Duncan Wingham, uważa, że satelitę koniecznie należy odbudować oraz że dane, jakie miał uzyskać, są kluczowe dla zrozumienia zmian klimatu. "Niewiedza na temat, co się dzieje, może kosztować dużo więcej niż ten projekt," twierdzi Wingham. O rozbiciu się CryoSat wypowiedział się on następująco: "Porażka, nie da się ukryć. Wielki zawód. Trzeba co najmniej 3 lat na stworzenie kolejnej takiej misji."

Być może już na grudniowym spotkaniu członków agencji dowiemy się, czy Europa zatwierdzi "CryoSat 2". Ministrowie nauki i badań podejmą wtedy decyzje dotyczące aktywności w kosmosie, między innymi kolejnej ekspedycji marsjańskiej. "Agencja już zapowiedziała, że postara się o środki na drugą misję CryoSat," powiedział profesor Wingham. "To pomiary są niezwykle ważne, musimy się dowiedzieć, co dzieje się w Arktyce."

Przeczytaj wcześniejszy artykuł o CryoSat.
Odwiedź stronę Eurockotu.

Bool za BBC News / New Scientist

Kłopoty Hayabusy

10 października 2005

Hayabusa #1Japońska sonda Hayabusa, stworzona do zebrania próbek asteroidy Itokawa i przytransportowania ich na Ziemię, straciła 3 października drugie z trzech "kół reakcyjnych".

Pierwsze oderwało się 31 lipca, zmuszając pojazd do zmiany planu lotu. Koła te pomagają sondzie zachować właściwą orientację w przestrzeni, bez potrzeby używania w tym celu silników, a więc oszczędzając paliwo.

W tej chwili Hayabusa zatrzymała się około 6,8km od asteroidy. Korzysta z dwu silników chemicznych oraz ostatniego koła rekacyjnego do utrzymania stałej pozycji.

Hayabusa #2Zespoły na Ziemi poszukują sposobu na zaoszczędzenie paliwa, traconego na niezamierzone użycie silników. Zastanawiają się również nad zmianą grafiku misji. Instytut Kosmosu i Nauki Astronautycznej (ISAS) Japońskiej Agencji Eksploracji Przestrzeni (JAXA) oznajmił, że przedstawi plany, "gdy tylko strategia zostanie ustalona". ISAS dodaje też, że na szczeście mapa Itokawy jest już niemal ukończona.

"Mam nadzieję, że te problemy nie powstrzymają ich przed wykonaniem misji w pełni, ponieważ została ona bardzo starannie przygotowana," oznajmił jeden z ekspertów ds. statków kosmicznych.

Więcej o misji Hayabusy.

Bool za BBC News

Samolot-robot szybuje jak orzeł

10 października 2005

Samolot-robot #1Sokoły i orły szybują na prądach - gradientach ciepła zwanych termalami - by przedłużyć czas lotu bez wykorzystywania większej niż potrzeba ilości energii. Inżynierowi aeronautyki NASA Michaelowi Allenowi oraz grupie inżynierów pracujących nad Autonomicznym Podniebnym Projektem w Dryden Flight Research Center udało się zwiększyć zasięg małych bezzałogowych samolotów (UAV). Zrobili to przez zaprogramowanie ich, by samodzielnie szybowali na termalach.

Podczas testów, oprogramowanie wgrane do 15-funtowego szybowca z motorem, pozwoliło na przelecenie predefiniowanej trasy nad północnymi terenami Rogers Dry Lake w bazie powietrznej Edwarda aż do chwili napotkania prądu wznoszącego. Gdy pojazd zaczął się wznosić, silnik automatycznie odłączył się, a samolot kołował w granicach "przyjaznych" warunków powietrznych.

Samolot-robot #2Czy zadziałało? Opierając się na naukowcach, mały UAV dodał 60 minut do czasu lotu przez autonomiczne sterowanie szybowaniem. Ochrzczony Chmurnym Jerzykiem, od ptaka żywiącego się insektami znalezionymi we wznoszących się masach powietrza, zmodyfikowany samolot-żaglowiec osiągnął w 23 wzlotach średnią wysokość lotu równą 565 stopom, a w jednej mocnej termali nawet 2 770 stóp.

"Loty zademonstrowały, że mały UAV może naśladować ptaki i eksploatować darmową energię, która przenika atmosferę", mówi Allen. "Byliśmy zdolni zebrać użyteczne i unikalne informacje o prądach wznoszących i odpowiedzi samolotu na nie. Pozwoli to na rozwinięcie technologii i używanych algorytmów".

Greg K1ler za Live Science i Technovelgy

Czajnik dla leniwych (bardzo)

10 października 2005

CzajnikNaukowcy z Wielkiej Brytanii opracowali czajnik elektryczny, który można włączyć wysyłając do niego wiadomość tekstową. Dzięki temu można zagotować wodę na ulubiony napój Brytyjczyków - herbatę - bez konieczności wstawania z sofy, czy w trakcie powrotu do domu.

Aby włączyć ten nietypowy czajnik o nazwie ReadyWhenUR, wystarczy wysłać do niego SMS-a o treści "switch on". Urządzenie opracowane przez firmę PG Tips, dostępne jest w dwóch wersjach kolorystycznych - srebrnej i czarnej. Wewnątrz czajnika skrywa się odbiornik radiowy z zakodowanym numerem telefonu użytkownika, elektroniczny układ sterujący oraz zestaw przełączników mechanicznych.

Choć na razie nie wiadomo, jak ten oryginalny wynalazek zostanie przyjęty przez raczej konserwatystycznych mieszkańców Wysp, to już operator komórkowy Orange i firma PG Tips szykują się do stworzenia czajnika satelitarnego. Na razie jednak na rynek trafi czajnik ReadyWhenUR, którego premiera zaplanowana jest na styczeń 2006r..

Greg K1ler za 4Press

Fala akustyczna do niszczenia torped

8 października 2005

Fala akustycznaMarynarka USA zamierza chronić swoje okręty za pomocą systemu, który będzie niszczył zbliżające się torpedy poprzez wysyłanie w ich kierunku potężnych podwodnych fal uderzeniowych.

Statki byłyby wyposażone w sześć rzędów po sześćdziesiąt przetworników wielkości 1 metra kwadratowego, umieszczonych wzdłuż obu stron kadłuba pod linią zanurzenia. Przetworniki przypominają wielkie głośniki. Gdy sonar wykryje nadchodzącą torpedę, wysyłają one równocześnie w jej kierunku akustyczną falę uderzeniową o takiej sile, że pocisk eksploduje lub zostanie uszkodzony - wg DARPA (Defence Advanced Research Projects Agency), która opłaca projekt.

To nie są oczywiście zwykłe głośniki. Zamiast membran wibrujących w odpowiedzi na częstotliwości z zakresu fal radiowych, każdy przetwornik ma w samym środku przypominającą taran, cylindryczną cewkę. Wysuwa się ona do przodu z wielką szybkością pod wpływem elektromagnesu, wytwarzając falę uderzeniową. Cały układ może wystrzelić ile razy potrzeba.

Dokładnie nie wiadomo, jak działa ten system, ponieważ jest owiany mgłą wojskowej tajemnicy. Wiadomo jednak, że, gdy głośnik jest kilka razy większy od wymaganej długości fali, da się wytworzyć silnie skoncentrowany promień, ponieważ amplituda fali zależy od apertury jej źródła - większy głośnik generuje dźwięk w mniejszym obszarze. A cała bateria przetworników działa jak jeden bardzo duży. Takie skupienie umożliwia dokładne trafienie zbliżającej się torpedy. Ponadto falę można wysłać w różnych kierunkach, prawdopodobnie steruje się nią za pomocą zmian faz sygnałów. Tak więc statek będzie mógł się obronić przed torpedami nadchodzącymi z wielu sron.

Do tej pory twórcy systemu, Anteon Technologies z Fairfax w Virginii i BAE Systems z Farnborough w Wielkiej Brytanii, zbudowali tylko jeden przetwornik, jednak zachęceni skutecznym działaniem ujrzanym na symulacji, planują stworzyć wersję testową całości w skali 1:4.

Mają jednak problem: jeśli dojdzie do testów na oceanie, najprawdopodbniej zaprotestują morscy biologowie. Mają oni dowody, że wieloryby trafiane falami akustycznymi o dużej częstotliwości dostają objawów choroby dekompresyjnej i umierają. Ani DARPA, ani Anteon, ani też BAE nie były łaskawe udzielić odpowiedzi na pytania o energię działa i o zagrożenie dla morskich ssaków.

Bool za New Scientist

Ig Noble 2005 rozdane

7 października 2005

Ig NoblePo raz piętnasty wręczono Ig Noble. Śmieszne i dające do myślenia nagrody za "osiągnięcia" naukowe. Nazwiska laureatów ogłoszono dzisiejszej nocy na amerykańskim Uniwersytecie Harvarda.

W dziedzinie biologii zespół naukowców z Uniwersytetu w Adelajdzie zbadał zapachy 131 gatunków zestresowanych żab. Okazało się, że wiele gatunków żab wydziela słodki zapach orzeszków. Inne żaby pachną curry albo skoszoną trawą. Naukowcy ustalili, że za niektóre zapachy odpowiedzialna jest substancja, która zabija komary.

Fizyka - dwóch naukowców z Australii za najdłuższy eksperyment świata. Profesor Thomas Parnell rozpoczął w 1927 roku obserwację umieszczonej w lejku smoły. Celem eksperymentu było potwierdzenie hipotezy, że nawet twarda jak kamień smoła po odpowiednio długim czasie zacznie kapać. Przez 78 lat trwania eksperymentu spadło 8 kropel. Nagrodę odebrał profesor John Mainstone, który po śmierci Parnella kontynuował obserwowanie smoły.

Chemia - Ig Nobla zdobyli naukowcy, którzy badali czy człowiek może szybciej pływać w wodzie czy w syropie.

Pokojowa nagroda Ig Nobla przypadła brytyjskim naukowcom, za analizę mózgu szarańczy, którym pokazywano fragmenty filmu Gwiezdne Wojny.

Bez komentarza...

Greg K1ler za Onet.pl

Nanorurkowa pamięć

6 października 2005

Firma Nantero zaprezentowała niezwykle małe, szybkie i długowieczne karty pamięci stworzone w oparciu o technologię węglowych nanorurek.

Osiągnięcie pokazano na Konferencji Nowych Technologii w Cambridge. Chipy używają zwiniętych rurek węglowych tworzących tranzystory. Wstęgi nanorurek poruszają się w górę i w dół, stany te reprezentują zera i jedynki kodu binarnego, będącego podstawową informacją cyfrową. W przeciwieństwie do elektronów w zwyczajnych tranzystorach, nanorurki pozostają w danym stanie nawet po wyłączeniu komputera.

Nantero, z siedzibą w Woburn, Massachusetts, pracowało nad realizacją pomysłu latami. Twierdzą, że istnieją już podstawy procesu produkcyjnego, co przybliża dzień pojawienia się chipów na rynku. Firma zdołała stworzyć okrągłe płytki o średnicy 13 cm, które przechowują 10 gigabitów danych. To dużo więcej, niż oferują obecne karty pamięci. Ponadto Greg Schmergel, szef Nantero, twierdzi, że chipy nanorurkowe są dziesięciokrotnie szybsze od pamięci flash, jednej z najszybszych do tej pory.

Nantero nazwało swoją technologię NRAM, co jest luźnym skrótem od "nanorurkowa nieulotna pamięć o dostępie swobodnym". Kości pamięci stałej z założenia nie tracą danych po wyłączeniu zasilania. Należą do nich karty flash, które operują w oparciu o zamknięte szczelnie elektrony, mogące przyjmować stany interpretowane jako zera i jedynki. W taką pamięć wyposażone są na przykład odtwarzacze mp3 czy aparaty cyfrowe.

Obiecująco szybkim komponentem pamięci nieulotnej jest FRAM (ferromagnetyczny RAM), zapisujący dane w oparciu o orientację atomów kryształu.

Jednak zarówno flash, jak i FRAM z czasem zużywają się i tracą zdolność przechowywania informacji. Schmergel zauważa przy tym, że kości FRAM nie są tak małe, jak NRAM. Uważa też, że jego chipy mogą być przydatne na statkach kosmicznych, ponieważ radiacja w dalekim kosmosie wpływa na elektrony pamięci flash, przez co musi ona być chroniona ołowiem. NRAM-u ten problem nie dotyczy, tak więc zapewnia tą samą wydajność przy dużo mniejszej masie.

Projekt chipu NRAM składa się ze zwiniętych we wstęgi nanorurek, zawieszonych nad krzemową płytką w taki sposób, że tworzą mikropomosty ponad elektrodami, umieszczonymi dokładnie pod nimi. Gdy do elektrod zostaje przyłożone napięcie, taki most wygina się w dół, w ich kierunku i ta deformacja utrzymuje się nawet po wyłączeniu prądu.

Schmergel oznajmił, że Nantero rozpoczęło już współpracę w wytwórcami takimi jak LSI Logic. Te firmy zamieniły część produkcji zwyczajnych tranzystorów dla laptopów na wytwarzanie chipów nanorurkowych. Norman Armour, wiceprezes i główny zarządca fabryki LSI w Gresham w Oregonie, powiedział, że dział rozwoju "pracuje z zacięciem" nad zastosowaniem nowej technologii w urządzeniach elektronicznych. Stwierdził też, że ciągle jeszcze należy sprawdzić, czy da się produkować niezawodne pamięci nanorurkowe na dużą skalę, ale oczekuje prototypów wyrobów z NRAM-em w lecie 2006 roku.

Nanorurki

 

Opis obrazka: Wstęgi nanorurek (szare) znajdują się pomiędzy złączkami (czerwony) i, po przyłożeniu napięcia, wyginają się w dół, w kierunku położonej poniżej elektroniki (niebieski).

 

Przeczytaj więcej o nanorurkach.

Bool za Nature

Odkryto nowe pterozaury

6 października 2005

Pterozaur #1Paleontolodzy odkopali szczątki dwóch nieznanych wcześniej gatunków gadów, które latały wraz z pierwszymi ptakami 120 milionów lat temu na terenie obecnych Chin. Feilongus youngi i Nurhachius ignaciobritoi należą do rodziny pterozaurów. Odnaleziono je w Liaoning, północno-wschodniej prowincji Chin, słynnej z wielu skamielin ptakowatych dinozaurów.

Feilongus miał na wierzchu głowy dwie wypukłości, jedną wzdłuż długiego na stopę nosa, a drugą w tyle czaszki. Miał także niewielki przodozgryz górny i łukowate zęby w kształcie igieł, podczas gdy uzębienie Nurhachiusa było proste i trójkątne. Rozpiętość skrzydeł obu gatunków wynosiła około 8 stóp. Należą one do grup wcześniej odnajdywanych wyłącznie w Europie.

Pterozaury były dalekimi krewnymi dinozaurów, rządziły przestworzami miliony lat przed ptakami. Grupa ta skupia gatunki od Pterodaktyli wielkości wróbla do Quetzalcoatla, największego z latających stworzeń na Ziemi, o rozpiętości skrzydeł do 40 stóp.

Pterozaur #2Niektóre pterozaury latały poprzez machanie skrzydłami, zupełnie jak ptaki. Inne, w tym między innymi właśnie Feilongus i Nurhachius, używały cienkich skrzydeł z naciągniętej skóry do szybowania podobnie jak latawce. Wiele pterozaurów pokryte było sierścią niczym ssaki.

W sumie w Liaoning odkryto już szczątki 16 gatunków pradawnych latających gadów. Liczne znaleziska gatunków ptakopodobnych w tym regionie sugerują, że pierwsze ptaki były bardziej zróżnicowane i liczniejsze od pterozaurów. Na podstawie lokacji skamielin naukowcy sądzą, że ptaki i pterozaury zamieszkiwały osobne środowiska. "W rejonach przybrzeżnych dominowały pterozaury, a ptaki były nadzwyczaj rzadkie," stwierdził Alexander Kellner, paleontolog z Federalnego Uniwersytetu w Rio de Janeiro. "Jednocześnie na kontynencie, pomimo obecności pterozaurów, ptaki były liczniejsze i bardziej różnorodne."

Wzgórza Liaoning są również słynne z powodu dużych ilości skamielin dinozaurów. Może to być dowód na to, że z nich właśnie wyewoluowały ptaki, w co wierzy wielu naukowców.

Bool za Live Science

Polski Wydział Spraw Otwartych i Niewyjaśnionych, czyli ARCHIWUM X

6 października 2005

Wykrywają sprawców zabójstw sprzed lat - zarówno umorzonych z braku dowodów, jak i tych, które zostały popełnione, ale nieujawnione, gdyż były ukryte za rzekomymi zaginięciami, zgonami naturalnymi, samobójstwami, utonięciami czy innymi nieszczęśliwymi wypadkami. Więcej...

CD Jack

Satelita mierzący szybkość topnienia arktycznego lodu

5 października 2005

Satelita #1W sobotę 8 października ma wystartować z północnej Rosji satelita, którego zadaniem jest wykonywanie pomiarów, na podstawie których poznamy tempo kurczenia się lodowców arktycznych.

Pojazd o nazwie CryoSat należy do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Dostarczy on naukowcom pierwszych dokładnych pomiarów głębokości lodu pływającego po morzach biegunowych. Comiesięczne zestawienia wyników pozwolą na obserwację i wykrywanie pogarszania się poziomu lodowców. "Być może jest znacznie gorzej niż nam się wydaje," mówi Duncan Wingham, główny badacz. "Od milionów lat nie było takich zmian." Topnienie może wpłynąć na temperaturę atmosfery i naruszyć równowagę stanu wód, czyli wywołać kolejne zmiany klimatu naszego globu.

Satelita #2CryoSat zmierzy także lody pokrywające Alaskę, Grenlandię i Antarktydę, głownym jednak zadaniem będą dlań pomiary głębokości lodu morskiego. Dokona tego w następujący sposób: sygnał wysłany z satelity wróci po odbiciu od dna morza. Warstwy lodu zostaną odróżnione od powierzchni wody. Następnie naziemne badania gęstości lodu pozwolą naukowcom określić, ile jeszcze kryje się go pod falami i z tych danych obliczona zostanie ogólna gęstość lodu.

CryoSat jest wyposażony w kompleksowy radar zwany SIRAL. Emituje on szerokpasmową wiązkę, ale odbiera tylko niewielki zakres częstotliwości, by wychwycić sygnały odbite od elementów o średnicy 250 metrów. W tej rozdzielczości wynikiem jest bardzo dokładny obraz lodu i jego zmian.

Misja CryoSat zyskała szczególne znaczenie po ostatnich obserwacjach: coroczne topnienie lodu arktycznego rozpoczęło się wcześniej niż kiedykolwiek, ponadto temperatury w tych rejonach wzrosły o 5,4% w ciągu ubiegłych 50 lat. Dane z satelity otrzymane przez NASA we wrześniu tego roku mówią, że wczesne topnienie wiosenne, zanotowane najpierw na północnej Alasce i Syberii, teraz objęło całą Arktykę i zaczęło się w 2005 roku o 17 dni szybciej niż zwykle.

Satelita #3Dodatkowo uważa się, że podniesienie temperatury oceanów jest winne powstawaniu bardzo silnych huraganów przez ostatnie 35 lat. Tego roku tornada Rita i Katrina spowodowały szczególnie wielkie straty na terenie Stanów Zjednoczonych.

Zanik lodu może spowodować dalsze konsekwencje dla klimatu Ziemi. Rośnie ilość wody oceanicznej, wchłaniającej słoneczną energię. Tymczasem lód odbija ją, a także zasila świeżą wodą ziemski system cyrkulacji wody, który rozprowadza ją po całym globie i lokalnie reguluje pogodę.

Start CryoSat zaplanowany jest na 8 października z Kosmodromu Plezeck, 800km na północ od Moskwy. ESA będzie przyglądać się temu wydarzeniu z bliska, ponieważ będzie pierwszy ich satelita wyniesiony przez statek Rockot, połączenie zmodyfikowanego międzykontynentalnego pocisku balistycznego i rakiety nośnej.

Przeczytaj także o satelicie na stronie BBC News

Bool za New Scientist

Jak śpi mózg

4 października 2005

Mózg śpiMózg żywej osoby pracuje non-stop. Jednakże w okresach nieświadomości jego partie przestają się ze sobą komunikować - mówią wyniki nowego badania.

Naukowcy od dawna zastanawiali się, co robi i czego nie robi mózg w trakcie głębokiego snu. Wiadomo, że pozostaje wtedy aktywny. Jaka więc jest rożnica między stanem świadomości i jej brakiem?

Normalnie na jawie różne części mózgu stale wymieniają między sobą informacje, używając związków chemicznych i nerwów. Ale w fazie snu głębokiego poszczególne obszary są od siebie nawzajem odizolowane. "Mózg dzieli się na małe wysepki, które nie potrafią ze sobą rozmawiać," stwierdził prowadzący badanie, Giulio Tononi z Uniwersytetu Wisconsin-Madison.

Zespół Tononiego za pomocą nieinwazyjnej metody aktywował wybrane partie mózgu. Badanym przymocowano do głów elektrody, dzięki którym można było obserwować, jakie każda ze stymulacji wywoływała reakcje w różnych miejscach.

Wczesnym rankiem, gdy badani śnili, sygnały wędrowały im po głowach podobnie jak po obudzeniu. Natomiast w nocy, w czasie głębszego snu, wyglądało to zupełnie inaczej. "Odpowiedź [na stymulację] była krótkotrwała i nie rozprzestrzeniała się."

Świadomość długo była zagadką dla naukowców. Nowe odkrycie sugeruje, że zależy ona od zdolności mózgu do klasyfikowania i łączenia informacji, twierdzi Tononi. Być może umiejętnośc ta pomaga też synapsom, tworzącym wszelkie połączenia niezbędne do wygenerowania myśli. Współpracownik Tononiego, Marcello Massimini, sądzi, że odpoczywają one w czasie takiego grupowania.

"Ten proces pozwalałby korowym drogom nerwowym na normalizację i eliminację 'hałaśliwych' synaps, dzięki czemu są one gotowe do pracy kolejnego dnia," powiedział Massimini. Zmniejszona aktywność mózgu podczas snu może też wyjaśniać, dlaczego sprawność w różnych zadaniach wzrasta po wyspaniu się, dodał.

Eksperyment przeprowadzono przy użyciu nowej maszyny, która generuje pole magnetyczne, stymulujące odpowienio mózg. Zespół Tononiego planuje wykonanie wielu podobnych testów, co ma pomóc naukowcom bliżej poznać umysł oraz pewne zaburzenia mózgu.

Bool za Live Science

"Raport mniejszości" w domu?

4 października 2005

Raport mniejszościPionier opracował urządzenie do rysowania i pracy z trójwymiarowymi obrazami, zupełnie jak w filmie "Raport mniejszości". Użytkownik rysuje palcem wewnątrz ramki, a podłączony PC i odpowiednie oprogramowanie interpretują ruch. Otrzymujemy obraz, który można zobaczyć w 3D bez użycia specjalnych okularów. Potencjalne możliwości tego wynalazku są ogromne, ilość zastosowań niemożliwa do przewidzenia. Kliknij na obrazek, by uzyskać powiększenie.

Greg K1ler za Technovelgy

Trzeci "kosmiczny turysta"

3 października 2005

Kosmiczny turystaAmerykanin-milioner Gregory Olsen wraz z załogą statku Sojuz TMA-7 od rana przebywa na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Za pobyt, przeszkolenie i udział zapłacił 20 mln dolarów. Informację tą podało rosyjskie centrum lotów kosmicznych. Czyżby komercyjna wersja lotów w kosmos zaczynała się przyjmować? Poprzednio zrobili to już Dennis Tito i  Mark Shuttleworth. Olsen leci tam, by zobaczyć laboratorium orbitalne i przeprowadzić trzy eksperymenty medyczne dla Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Greg K1ler za Space

NRG Robotics wraca po wakacjach

2 października 2005

NRGZakończyliśmy już etap założeń. Opracowano kilka koncepcji, niektóre lepsze, inne gorsze. Zdecydowaliśmy się na dość nietypowe rozwiązanie, ale chyba jedyne przy zaplanowanych gabarytach. Teraz przychodzi czas na etap konstruowania. Dokumentacja sukcesywnie będzie umieszczana w sieci. Październik upłynie pod znakiem mechaniki, rysunków technicznych itp.. Zapraszamy jeszcze raz wszystkich do współpracy i eksploracji strony NRG. Spodziewajcie się częstych update'ów.

Strona projektu NRG Robotics
Forum NRG

Greg K1ler

Goryle sfotografowane przy używaniu narzędzi

2 października 2005

GoryleDzikie goryle używają narzędzi codziennie, ale naukowcy nigdy nie mieli trwałych dowodów. Teraz dwie małpy zostały przy tym przyłapane na filmie.

Podczas gdy wszystkie inne wielkie mały - tak jak szympansy czy orangutany - były obserwowane przy używaniu narzędzi, te fotografie dają pierwszy namacalny dowód pojętności dzikich goryli w tym zakresie.

Jedna małpa użyła długiego kija, by przetestować głębokość wody przed brodzeniem. Inna do pomocy w szukaniu jedzenia, a potem wykorzystała go jako most nad błotną kałużą.

"To naprawdę zdumiewające odkrycie", mówi Thomas Breurer z Wildlife Conservation Society. "Używanie narzędzi wśród mało daje nam wartościowy wgląd w ewolucję naszego gatunku i możliwości innych".

Samica, nazywana przez naukowców Leah, weszła do zbiornika z wodą i już po kilku krokach zanurzyła się po pas. Wróciła na brzeg, poszukała długiej gałęzi i użyła w celu sprawdzenia głębokości przed kolejnym podejściem.

Efi, inna samica zachodniego goryla, podpierała się kawałkiem pnia, gdy szukała ziół. To samo narzędzie służyło jako mostek nad błotnymi obszarami ziemi.

Wcześniej, większość zaobserwowanych użyć narzędzi przez wielkie małpy odwoływało się bezpośrednio do zbierania jedzenia, albo poprzez rozbijanie orzechów skałą, albo przez wykorzystanie gałązek do jedzenia termitów. Te badania pokazują inne czynniki, na przykład środowisko zamieszkania, które inspirują takie zachowania.

Obserwacji dokonano na dwóch różnych seansach w Mbeli Bai, polanie wśród bagien narodowego parku Nouabalé-Ndoki w północnych lasach deszczowych Republiki Kongo.

Greg K1ler za Live Science

Mit grząskich piasków zdemaskowany: da się uciec!

1 października 2005

PiaskiWpadnięcie w grząskie piaski nie jest aż tak złe, jak pokazują to niektóre filmy. Zamiast wchłonięcia na samo dno, ofiary mogą wypłynąć, będąc zanurzonemu po pas - mówią nowe badania.

Gdy ryzyko zniknięcia najwyraźniej przestało istnieć, ucieczka z breji nadal jest ciężkim orzechem do zgryzienia: aby uwolnić jedną nogę, trzeba siły do podniesienia małego samochodu. Jednakże istnieją pewne sztuczki...

Jak to działa? Grząski piasek jest mieszaniną zwykłego piasku, błota i słonej wody. Zamieszana, mikstura zmienia się z rzadkiej warstwy piasku na wodzie w gęstą, ciekłą zupę. Wszelki ruch tylko pogarsza sytuację.

"Im większy stres, tym bardziej ciekły jest grząski piasek - ruch uwięzionego ciała powoduje głębokie zapadanie", napisał Daniel Bonn, kierownik badań z Uniwersytetu w Amsterdamie.

Po tym, gdy mieszanka się "stopi", grząski piasek rozdziela się na dwie części: bogatą w wodę i piasek. Osad z mokrego piachu staje się tak gęsto upakowany, że trudniej go przesunąć niż zimną melasę. W chwili, kiedy ugrzęźnie stopa ofiary, sytuacja jest dramatyczna.

"Gdy wpadasz do piasków, rzadka warstwa się zapada. Wtedy mamy gęsto upakowany piasek na dnie i wodę nad nim. Trudnością jest dostawanie się wody na sam dół, do tego gęstego piasku, nie można wtedy wyciągnąć stopy", mówi Bonn.

Grunt to zachować spokój. Ekipa znalazła sposób. Jeśli nie dasz się stresowi, możesz wypłynąć bezpiecznie.

Naukowcy zasymulowali dziurę z grząskim piaskiem w laboratorium. Położyli aluminiową piłkę na jej szczycie, o gęstości większej niż pułapki. Nie zatonęła, dopóki badacze nie zaczęli wstrząsów, symulując ruch, zmieniając miksturę wody i piasku w bardziej ciekłą. Po tym piłka poszła prosto na dno.

Jednakże, gdy użyli kuli o gęstości równej ludzkiemu ciału, czyli mniejszej niż grząskiego piasku, zorientowali się, że zatopienie jej jest niemożliwe. Niezależnie od tego, jak mocne były wstrząsy.

Średnio ludzkie ciało waży 62 funty na stopę sześcienną, a grząskie piaski poniżej 125.

Rada: stój spokojnie i w końcu wypłyniesz. Rozciągnij plecy, by zwiększyć powierzchnię i czekaj aż nogi się uwolnią. Bonn sugeruje też, by ruszać nogami wokół osi, w celu zmącenia wody. To pomaga wypłynąć.

"Musisz wprowadzić wodę do piasku. Najprostszą drogą do tego jest danie jej przeciec wzdłuż nogi, przez kołowe ruchy".

Greg K1ler za Live Science



blog comments powered by Disqus