Archiwum newsów - wrzesień 2005

Autor: Greg K1ler

Topnienie lodów niebezpiecznie przyspiesza

30 września 2005

TopnienieRządowi naukowcy USA poinformowali, że morski lód arktyczny osiągnął rekordowo niski poziom w tym roku, przyspieszając trend topnienia o 25 lat.

Obszar powłoki lodowej Morza Arktycznego osiąga minimum we wrześniu każdego roku. Pomiędzy 16 i 21 września roku 2005 było tylko 5.3 miliona kilometrów kwadratowych - 20% mniej niż w roku 1978.

"To najprawdopodobniej najmniej od co najmniej wieku", mówi Julienne Stroeve z Narodowego Centrum Danych na temat Śniegu i Lodu, która zestawiła dane z satelity od roku 1978.

Materiały odsłaniają problem. Szybkość znikania lodu zwiększyła się do średnio 8% na dekadę. To przypomina poprzednie prognozy, że prawdopodobne jest, iż do roku 2080 w lecie na Arktyce lodu nie będzie w ogóle.

Naukowcy mówią, że po 4 latach rekordowo niskiego poziomu, trend ten nie może być więcej traktowany jako krótkoterminowa fluktuacja. "Wiadomym jest, że arktyczne temperatury wzrosły w ostatnich dekadach", wypowiada się Ted Scambos, glacjolog z Uniwersytetu w Colorado.

Jak dotąd w tym roku, Arktyka była o 2 do 3 stopni cieplejsza ponad 50-letnią średnią. Wiosenne topnienie zaczęło się o 17 dni wcześniej niż zazwyczaj.

Pozostaje pytanie czy ocieplenie jest związane z jakimś cyklem naturalnym, jak na przykład Arktyczna Oscylacja, która przenosi cieplejsze powietrze wzdłuż większości Arktyki. Ponieważ jednak oscylacja jest właśnie w fazie wstępnej, nie zwiększyła temperatury w czasie ostatnich 4 lat. Podejrzenie pada na działania człowieka.

Modele klimatu przewidują, że globalne ocieplenie będzie zwielokrotnione na Arktyce. Stanie się tak dlatego, że biały lód zostanie zastąpiony przez ciemny ocean. Jego powierzchnia zaabsorbuje więcej promieniowania słonecznego, a mniej odbije w przestrzeń.

"Sprzężenia zwrotne w systemie zaczynają działać", mówi Scambos. Ubytek w lodzie może przyspieszyć jako reakcja.

Tu znajdziesz wideo (11MB mpeg) z obszarem lodu arktycznego od roku 1979 do 2005.

Greg K1ler za New Scientist

Olbrzymi kalmar nareszcie sfilmowany

29 września 2005

Kalmar #1Oto pierwsze zdjęcia wielkiej kałamarnicy w jej naturalnym środowisku. Japońscy badacze sfilmowali ośmiometrowego potwora, gdy w atramentowych ciemnościach, na głębokości kilometra atakował przynętę.

Kalmar olbrzymi, Architeuthis, jest największym na świecie bezkręgowcem. W ciągu czterech ostatnich wieków morze wyrzuciło na brzeg blisko 600 osobników tego gatunku, zwykle rannych lub małych, a czasami tylko fragmenty. Dzięki temu morscy biolodzy mają wyobrażenie o ich rozmiarze i trybie życia. Niektóre z nich miały długość 18 metrów i ważyły prawie tonę. Dorosłe, żywe okazy są nieuchwytne, gdyż jest ich niewiele i zamieszkują morza na bardzo dużych głębokościach.

Zdjęcia zrobili zoolog Tsunemi Kubodera z Narodowego Muzeum Nauki w Tokio i Kyoichi Mori ze Stowarzyszenia Obserwacji Waleni, także z Tokio. Użyli do tego długiej na kilometr rybackiej liny z przynętą oraz zdalnie sterowaną kamerą.

Kalmar #2Na filmie widać, jak na głębokości około 900 metrów kalmar agresywnie pochłania 'zdobycz'. W trakcie trwającego ponad 4 godziny spotkania zaplątał się on w linę i w końcu uciekł, pozostawiając 5,5 m swej macki. Gdy Kubodera i Mori wydobyli wszystko na pokład, okazało się, że przyssawki na oderwanym odnóżu ciągle zaciskały się.

Zdjęcia pokazują również, że olbrzymie kalmary są bardziej aktywnymi łowcami niż wcześniej sądzono. Obserwowany okaz owinął swoje macki wokół ofiary podobnie jak pyton pochwytuje zdobycz.

Więcej na stronie Nature
Więcej na stronie Live Science

Bool za Nature / Live Science

Strój wspomagający sportowców

29 września 2005

StrójJakby mało było wrzasków trenera, niedługo być może gwiazdy sportu będą w czasie treningu popychane przez własne ubrania. Stworzono stroje sportowe, które używają dotykowych sygnałów, by pobudzać swych 'nosicieli' do optymalizowania techniki lub do aktywowania właściwej grupy mięśni.

W tej chwili stroje są testowane na wioślarzach ćwiczących na przyrządach w laboratorium. W ostatecznej wersji będą mierzyć prędkość ich poruszania się oraz koordynację ruchów nóg i całego ciała. Jeśli czujnik wykryje odchylenia od optymalnej szybkości czy też rytmu, specjalne wkładki założone na kostki i pas zaczną wibrować w odpowiednich odstępach czasowych, czym pomogą odzyskać wioślarzowi najlepsze tempo i technikę.

"Taki sygnał dociera do człowieka znacznie szybciej niż krzyki instruktora," twierdzi Hendrik-Jan van Veen z Holenderskiej Organizacji Badań Nauk Stosowanych w Soesterberg, kierujący zespołem rozwijającym odzież.

Naukowcy zaprojektowali już także kamizelkę dla łyżwiarzy szybkich, z wibrującymi wkładkami na ramionach i biodrach. Wspomagają one ruchy sportowców pędzących po lodowym torze. Holenderski trener łyżwiarstwa, Jac Orie, testuje te stroje na swoich podpopiecznych.

Podobne ubrania mogłyby na przykład informować piłkarzy o problemach z ułożeniem ciała przy strzale. Szkoleniowiec PSV Eindhoven, Guus Hiddink, wyraził nimi zainteresowanie, tak więc naukowcy tworzą wygodne stroje piłkarskie, którymi będzie można sterować zdalnie.

Bool za New Scientist

Publicystyka - "Terroryzm totalny"

29 września 2005

Terroryzm totalnyI ty będziesz inwigilowany, obserwowany w najbardziej intymnych scenach, podsłuchiwany, a listy twoich zakupów będą przeglądane. Przy wsiadaniu do samochodu lidar umieszczony w parkomacie zbada ci promile alkoholu we krwi, zanalizuje DNA, przeszuka torby i skontroluje bagażnik. Po czym albo pozwoli jechać, albo zablokuje stacyjkę.

Terroryzm wkracza w zupełnie nowy wymiar. O zagrożeniach, społeczeństwie w ich dobie, przyczynach, celach i rozwiązaniach, a także naukowym podejściu do nurtującego teraz wszystkich tematu bezpieczeństwa. Serdecznie zapraszamy do lektury tekstu dr Andrzeja Zimniaka.

GNP

Zaćmienie Słońca już w poniedziałek

28 września 2005

ZaćmienieW poniedziałek 3 października (11:21) nad Polską dojdzie do 42% zaćmienia Słońca. W innych miejscach na naszej planecie będzie można podziwiać prawie 96% zaćmienie obrączkowe.
   
Faza obrączkowa będzie widoczna w pasie ciągnącym się poprzez centralną Hiszpanię (Madryt i Walencja), Algierię (Algier), Tunezję, Libię, Czad, Sudan, Etiopię, Kenię i Somalię. Faza maksymalna zaćmienia wyniesie 95.8% i wystąpi o godz. 12:31 w punkcie o szerokości północnej 13 stopni i długości wschodniej 29 stopni.
   
Fazy częściowe zaćmienia będą widoczne w całej Europie, w tym w Polsce. Na terenie naszego kraju zakryte zostanie do 50% tarczy Słońca. W Warszawie faza częściowa zaćmienia zacznie się o 10:13, a maksymalna faza wynosząca 42% wydarzy się o 11:21. Zaćmienie skończy się o 12:32. Na kolejnezaćmienie o tak dużej fazie przyjdzie nam poczekać aż do 2011 r..

Greg K1ler za Hot News

Coś dla kobiet

28 września 2005

Dla kobietKto wie, czy już wkrótce Rosanna Kilfidder, jedna ze studentek Uniwersytetu Brunel, nie zostanie projektantem mody kobiecej, a przynajmniej należy jej się jakaś nagroda od przedstawicielek własnej płci. Jest ona bowiem wynalazcą nietypowej torebki, która jest podświetlana od środka. To oznacza, że problem "czarnej dziury" pochłaniającej zawartość damskich torebek prawdopodobnie został wreszcie rozwiązany.

Torebka nazwana "Sun Trap" ma wbudowany w dno system podświetlający, zasilany z wewnętrznej baterii. Panie nie muszą się jednak obawiać zwiększonych rachunków za energię, bowiem ładowanie baterii zapewniają ogniwa słoneczne umieszczone po zewnętrznej stronie torebki. Aby jednak nie marnotrawić zasilania bez potrzeby, podświetlenie włącza się dopiero wraz z otwarciem torebki.

Ale rozjaśnianie wnętrza torebki to nie jedyne zastosowanie, jakie Rosanna Kilfidder przewidziała dla swojego wynalazku. Cchce ona także dostosować wewnętrzną baterię do awaryjnego zasilania telefonów komórkowych i innych urządzeń multimedialnych.

"Wpadłam na pomysł stworzenia torebki Sun Trap po tym jak zauważyłam, jak wiele moich przyjaciółek gorączkowo przeszukuje swoją torbę w poszukiwaniu kluczy czy innych drobnych przedmiotów" - wyjaśniła autorka wynalazku.

Podświetlana torebka zajęła pierwsze miejsce w konkursie zorganizowanym przez Uniwersytet Brunel, na najbardziej nowatorski gadżet nowej generacji.

Greg K1ler za 4Press

Dolna granica dla nanobotów odkryta

28 września 2005

Granica dla nanobotówLimity w rozmiarach przy nanotechnologii zostały w końcu zdeterminowane przez fizyków z Uniwersytetu w Arizonie. Udało im się bezpośrednio zmierzyć, jak blisko atom może się zbliżyć do powierzchni, zanim jego fala się zmieni. To pierwszy raz, gdy używa się teorii, że fala szybko poruszającego się atomu wydłuża się i skraca. Zaproponowano ją już w późnych latach dwudziestych.

Miara ta jest kluczowa dla nanotechnologów, gdyż mówi, jak małe może być urządzenie, zanim siły van der Waalsa pomiędzy atomami zaczną stanowić problem w działaniu takiej maszyny.

Doktorant UA John D. Perreault i asystent profesora fizyki UA Alexander D. Cronin użyli w pomiarach wymyślnego urządzenia zwanego atomowym interferometrem (zdjęcie). "Nasze badania dają pierwszy eksperymentalny dowód, że powierzchnia oddalona o 25 nanometrów powoduje zmianę fali stowarzyszonej z atomem" - mówi Perreault. "Pokazuje to, że oddziaływanie van der Waalsa może być słabą siłą, ale wielką dla atomów". Perreault i Cronin odkryli, iż atomy bliższe od powierzchni od 25 nanometrów są niezwykle silnie przyciągane. Tak mocno, że przyspieszenie liczy się w milionach g.

Te nowe wyniki powodują interesujący dylemat, nie tylko dla naukowców w nanotechnologii, ale także pisarzy science fiction. Stawia to granice dla wyobraźni. Gdy prace Einsteina na temat relatywizmu zostały ogólnie przyjęte, twórcy zostali odcięci od spójnej podróży międzygwiezdnej opartej na przyspieszaniu masy do prędkości bliskiej c.

Greg K1ler za Technovelgy

Sfera wirtualnej rzeczywistości

27 września 2005

WirtusferaWirtusfera stanowi mechaniczną podstawę prawdziwie głębokiej rzeczywistości wirtualnej. Umożliwia poruszanie się w fikcyjnej przestrzeni za pomocą zwyczajnego chodu.

Urządzenie składa się z dużej, pustej w środku kuli, zamocowanej na specjalnie zaprojektowanej platformie, która pozwala na dowolne obroty sfery, gdy człowiek chodzi sobie w niej w wybranym kierunku. Widoczny na zdjęciu otwór zamyka się wtedy. Użytkownik zakłada na głowę wizjer rzeczywistości wirtualnej, a sensory pod kulą odbierają kierunek i prędkość jego poruszania się. Do tych parametrów komputer dostosowuje symulację. Można również za pomocą specjalnego manipulatora bawić się przedmiotami stworzonymi w sztucznej przestrzeni.

Przewiduje się wiele zastosowań dla Wirtusfery:
- treningi i symulacje dla wojska, policji i niebezpiecznych zawodów
- gry komputerowe
- ćwiczenia zdrowotne, siłowe i fitness
- komunikacja biznesowa i osobista
- edukacja
- wirtualne podróże, wystawy, koncerty i inne imprezy

Więcej o Wirtusferze

Bool za Live Science

Roboty zamierzają się na łupy Wyspy Skarbów

27 września 2005

Wyspa skarbówRobotyczny łowca skarbów ma zamiar zdobyć sto punktów, dokładnie na tym archipelagu, który zainspirował powieść "Robinson Crusoe".

Robot nazwany "Arturito" lub "Little Arthur" jest uznawany za znalazcę 18-wiecznego skarbu zakopanego na wyspie Robinsona Crusoe, nazwanej tak od znanej wszystkim książki. Wyspa leży 660 kilometrów od wybrzeży Chile w Południowej Ameryce.

Szkocki żeglarz Alexander Selkirk został tam opuszczony w 1704 roku. Jego historia zainspirowała Daniela Defoe do napisania "Robinsona Crusoe" w 1729 roku.

Chilijska kompania odpowiedzialna za stworzenie Arturito - Wagner Technologies - oznajmiła w weekend, że robot znalazł łup przez sondowanie 15 metrów w głąb ziemi. Ma plan zacząć wykopaliska na dniach, gdy tylko otrzyma odpowiednie pozwolenia. Złoto czeka.

Zgodnie z legendą, bajeczny skarb został zakopany na wyspie w 1715 roku przez hiszpańskiego żeglarza Juana Estebana Ubilla-Echeverria. Zdobycz podobno była znaleziona już kilka lat później (przez Corneliusa Webba z Anglii), ale ponownie pochowano ją w innej części wyspy.

Niektóre szacunki mówią o 800 baryłkach ze złotymi precjozami, sztukami srebra, klejnotami i innymi bogactwami wartymi 10 mld. dolarów. Oczywiście obietnica tak wspaniałych zdobyczy przyciągała w przeszłości mnóstwo łowców skarbów.

"Największy skarb w historii został znaleziony" mówi Fernando Uribe-Etxeverria prawnik Wagner Technologies. Oświadczenie już wywołało dysputę na temat tego, kto powinien go zebrać (chilijski rząd sugeruje, że to właśnie on ma pełne prawa).

SkarbWagner Technologies nie komentuje, ale robot Arturio pomógł wcześniej policji odnaleźć zakopaną broń (używając penetrującego ziemię radaru). GPR, albo georadar, widzi podpowierzchniowe obiekty przez emitowanie mikrofal elektromagnetycznych i mierzenie odbitego sygnału. Potem przekształca to w dwu- lub trójwymiarowy obrazek.

Adam Booth, ekspert archeologii GPR na Uniwersytecie w Leeds, powiedział, że trzeba będzie użyć sygnałów o niskiej częstotliwości do szukania na głębokości 15 m. Zmniejszy to niestety rozdzielczość. "Będzie bardzo, bardzo trudno rozróżniać metale tak głęboko".

Następne detale mogą być zebrane poprzez użycie innych technik w kombinacji z GPR. Przykładem będzie magnetometria, mierząca zakłócenia ziemskiego pola magnetycznego.

Robert Richardson, ekspert od robotyki na Uniwersytecie w Manchester, wierzy, iż robot mógłby sam szukać skarbu, ale pomoc ludzi będzie kluczowa. "Trudno zinterpretować obrazy z GPR, wymaga to wytrenowanego operatora. Wygląda to więc bardziej na platformę z czujnikami, a nie robota."

Marvin Pitney z amerykańskiej kompanii Podziemnych Rozwiązań Radarowych zgadza się, że dokładna identyfikacja obiektów może być zawiła. "Tu trzeba lat praktyki. Ale gdy raz staniesz się naprawdę dobry, możesz wskazać różnicę między plastikiem a metalem".

Greg K1ler za New Scientist

Nie daj się promieniowaniu!

27 września 2005

PromieniowanieByć może to właśnie hasło przyświecało twórcom wyjątkowego zegarka GammaMaster, który w swoim wnętrzu skrywa licznik Geigera Millera. Jak zapewnia producent, GammaMaster to idealne urządzenia dla osób pracujących w niebezpiecznych zawodach, które mogą mieć styczność z materiałami radioaktywnymi.

GammaMaster się nie spóźnia, ani też zbytnio nie spieszy, co jest raczej wskazane dla dobrego zegarka. Niemniej najsilniejszym magnesem dla klientów ma być funkcja ciągłego badania promieniowania radioaktywnego oraz możliwość wyświetlania informacji o przyjętej skumulowanej dawce. Użytkownik tego nietypowego zegarka może określić graniczną dawkę, po przekroczeniu której zegarek alarmuje właściciela o grożącym mu niebezpieczeństwie.

Zegarek GammaMaster dostępny jest do kupienia na internetowej stronie producenta, w cenie 485 USD za sztukę. Biorąc pod uwagę, że czas realizacji zamówienia wynosi 5 dni, warto może zawczasu pomyśleć o ochronie antyradiacyjnej. Szczególnie, że Osama nie śpi...

Greg K1ler za 4Press

Wydmy potrafią śpiewać

27 września 2005

Wydma #1Fizycy odkryli tajemnicę związaną ze "śpiewającym" piaskiem wydmowym i nagrali jego "osiągnięcia" na płytę CD. Nowa teoria stworzona przez naukowców pozwala na dokładne przewidzenie fal, które będzie emitować poszczególna wydma.
   
Wydmy piaskowe w różnych miejscach na naszej planecie znane są z notorycznego hałasu, który powstaje podczas ich przemieszczania. Część emituje dźwięki podobne do uderzeń, inne przypominają bębny, galopującego konia, a jeszcze inne mogą tworzyć wrażenie grającej muzyki. Czas obserwacji tychże fal dźwiękowych zazwyczaj nie przekracza granicy 15 minut.
   
Stephane Douady z francuskiego labolatorium narodowego CNRS wraz z zespołem postanowił przeprowadzić labolatoryjne badania piasku z jednej z marokańskichpustyń, znanych ze śpiewających wydm. Szybko okazało się, że dźwięk powstawał już przy samym przesypywaniu piasku z ręki do ręki. To obaliło dotychczasową teorię, która głosiła, że dźwięk powstaje w skutek rezonansu wnętrza wydmy. 
   
Wydma #2Po miesiącu "śpiewania" piasek zaczął dawać oznaki braku zdolności "twórczych" - przestał "śpiewać". "Sprawdziliśmy rozmiary i kształty poszczególnych ziarenek piasku pod mikroskopem, żeby sprawdzić, co tak naprawdę jest tego powodem" - mówi Dauady.

Śpiewające ziarnka piasku były okrągłe z gładką otoczką składającą się z silikonu, żelaza i manganu, która utworzyła się na nich w starożytnym oceanie. W przypadku piasku, który nie emitował dźwięków, otoczka ta była zdarta, co wyjaśnia zasadę "śpiewających" wydm - twierdzi Douady.
   
Fizyk dodaje, że tak naprawdę nie jest jeszcze do końca pewny, jaką rolę ma otoczka na ziarenkach piasku w wytwarzaniu dźwięku. Jedno natomiast jest pewne - otoczka na ziarnkach piasku podczas uderzania w inne z inną częstowliwością wytwarza fale dźwiękowe, które łącząc się z pozostałymi docierają do naszych uszu.
   
Odkrycie Dauadyiego umożliwia dokładne przewidywanie fal dźwiękowych, które genują poszczególne wydmy, daje także możliwość ich manipulacji przez stosowanie innych ziarenek o innym kształcie. Czy wkrótce doczekamy się sprzedawanej w milionach płyt muzyki wydmowej?

Greg K1ler za Hot News

Dwa miliardy komórek na świecie

27 września 2005

KomórkiDwa miliardy komórek, z czego miliard wyprodukowali Finowie z Nokia. Od początku lat 80 zeszłego stulecia, fińskie przedsiębiorstwo wprowadziło mniej więcej 4 setki nowych modeli rozprowadzanych na masową skalę od lat 90 kiedy to powstały pierwsze sieci komórkowe.

W 1998 roku Nokia świętowała sprzedaż 100 milionowej komórki co utwierdziło ją na pozycji lidera wśród producentów. W zeszłym roku sprzedała 207 milionów telefonów.

"Tempo rozwoju tego rynku przerosło oczekiwania i szacunki branży. Od początku lat 90 głos jest przenoszony drogą zupełnie bezprzewodowa, a telefony ewoluują od urządzeń skoncentrowanych na opcjach głosowych w kierunku dodatkowych funkcji. Na początku lata Nokia sprzedała miliardowy telefon - Nokia 1100 [seria dedykowana na rynek afrykański] w Nigerii. Powstające właśnie rynki, takie jak Nigeria będą siłą napędową przemysłu, który już w 2010 roku będzie świętował 3 miliardy sprzedanych telefonów." Powiedział Kai Öistämö CEO Nokia.

Greg K1ler za Palmtop.pl

Satelita GPS nowej generacji wystrzelony

26 września 2005

GPSNajbardziej zaawansowany z wyprodukowanych satelitów został wysłany na orbitę w niedzielę 25 września. Jest to pierwszy obiekt z nowej floty GPS, zaprojektowanej dla zastosowań komercyjnych oraz dla wojska amerykańskiego, które będzie mogło teraz jeszcze dokładniej określać lokacje obiektów i celów.

Satelita kosztował 75 milionów dolarów. Wystartował z rakiety Boeing Delta 2 o 23:37 na Stacji Sił Powietrznych na Przylądku Canaveral, Floryda. W ciągu kilku najbliższych dni rozłoży swoje panele słoneczne i anteny, a także wystrzeli pokładową rakietę, by dotrzeć do swej orbity oddalonej o około 18.000 km od Ziemi.

Dołączy do istniejącej sieci 28 satelitów GPS, dzięki którym użytkownicy systemu mogą okreslić swoje położenie z dokładnością do kilku metrów. Jest pierwszym z grupy ośmiu GPS IIR, stworzonych przez Lockheed Martin z Bethesda, Maryland, mających zwiększyć precyzję systemu GPS. Posiada ulepszony układ anten, który wysyła silniejszy sygnał do odbiorców naziemnych oraz trzy całkowicie nowe sygnały.

Dwa z nich pomogą wojsku USA zapobiegać zagłuszaniu komunikacji pojazdów naziemnych, powietrznych i wodnych, a także poprawią celność sterowanych GPS-em "inteligentnych broni". Trzeci sygnał będzie drugą częstotliwością dla użytkowników cywilnych, zredukuje on błędy przesyłania powodowane przez warstwę naładowanych cząsteczek w górnej części atmosfery.

"To całkiem wielki krok," oznajmił Pułkownik Sił Powietrznych USA Allan Ballenger, szef biura programu GPS. "Wojsko używa dwu częstotliwości od pierwszego dnia działania GPS. Teraz po raz pierwszy cywile również otrzymają drugą częstotliwość."

Trzy kolejne GPS IIR mają zostać wysłane na orbitę w 2006 roku. Następnie w 2007 wystartuje pierwszy z dwunastu jeszcze bardziej zaawansowanych satelitów, zwanych GPS IIF. Zostaną one zbudowane przez Boeing i będą nadawać trzeci sygnał cywilny na użytek lotnictwa.

Europa planuje stworzyć niemilitarną sieć, konkurencyjną dla GPS. Pierwsze satelity Galileo rozpoczęły testy naziemne w sierpniu, a w grudniu  bieżącego roku mają zostać wystrzelone z Bajkonuru w Kazachstanie.

Bool za New Scientist

Plazmowy ołówek

24 września 2005

Plazmowy ołówekNaukowcy stworzyli plazmowy ołówek. Przypomina miniaturowy miecz świetlny. Urządzenie ma długość 12 cm i emituje cienką wiązkę naładowanego gazu, który zabija bakterie i jest w stanie usunąć raka bez naruszania okolicznych tkanek.

"Pozwala na bardzo precyzyjne leczenie," twierdzi Mounir Laroussi, fizyk z Uniwersytetu Old Dominion w Norfolk, Virginia. Wraz z Xinpei Lu są twórcami ołówka. "Jest bardzo mały, przenośny i może pracować bez przerwy przez co najmniej 8 godzin," dodaje Laroussi. "Wcześniej nasze urządzenia były rozmiaru sporego pudła."

Plazma jest 'zupą' naładowanych jonów i elektronów. Tworzy się wszędzie, gdzie atomy pozbawiane elektronów, np. w rozbłyskach słonecznych albo wokół błyskawic. Skutkiem gwałtownych narodzin plazmy, jony poruszają się w niej bardzo szybko, nadając jej temperaturę tysięcy stopni.

Ołówek Laroussi'ego wytwarza plazmę o temperaturze pokojowej, bezpieczną dla pacjentów. "Moja dłoń wielokrotnie znalazła się w wiązce i nic się nie stało," mówi naukowiec. Choć promień nie wpływa na skórę, wcześniejsze eksperymenty w laboratorium Laroussi'ego wykazały, że bakterie Escherichia coli giną, gdy plazma przedostaje się do ich komórek.

Obecnie zespół liczy na zastosowanie ołówka w usuwaniu zarazków produkujących kamień nazębny, znajdujących się w zakątkach naszych ust. "Projekt jest w bardzo wczesniej fazie," zauważa Wayne Hynes, biolog z Old Dominion, współpracujący z Laroussim. "Jednak nie ma powodu, dla którego ołówek plazmowy miałby nie zabijać bakterii gębowych."

Pięciocentymetrowa wiązka plazmy generowana jest, gdy strumień gazowego helu z domieszką tlenu przechodzi między dwiema miedzianymi elektrodami o wysokim napięciu. Bardzo trudno zjonizować hel, ale cząsteczki tlenu w wiązce rozbijają się na pojedyncze, silnie aktywne chemicznie atomy, które następnie atakują bakterie.

Poprzednie wiązki plazmy posiadały szereg wad: tylko kilka milemetrów długości, temperatura co najmniej o kilkadziesiąt stopni wyższa od pokojowej, czasem nawet ryzyko powstawania łuków elektrycznych.

Kluczem do utrzymywania stosunkowo niskiej temperatury ołówka plazmowego jest jego kilowoltowe pole elektryczne, które jest wyłączane i załączane tysiące razy na sekundę. Słabo wpływa to na ciężkie jony, natomiast lekkie elektrony rozpędza do wielkich prędkości. Z powodu tak małej masy oddają one mało ciepła materiałowi, w który uderzają. "Ta plazma powstaje, gdy elektrony są bardzo gorące, a gaz bardzo chłodny," wyjaśnia Bill Graham, fizyk plazmowy z Królewskiego Uniwersytetu w Belfaście.

W przeciwieństwie do konwencjonalnych kuracji chemicznych, po tej nie ma żadnych pozostałości, które później trzeba wymyć. "Zasadniczo jest to proces wytrawiania, w którym reagenty są tworzone ad hoc," mówi Graham. Dodaje też, że plazmowy ołówek może w przyszłości być używany przez lekarzy do zabijania zrakowaciałych komórek. Chirurgiczne ostrza nieraz uszkadzają sąsiednią tkankę, tymczasem ołówek da się dostosować do usuwania kilku warstw komórek z nowotworem na raz.

Laroussi obecnie stara się dowiedzieć się na poziomie biochemicznym, w jaki sposób plazma niszczy bakterię i jak zmodyfikować wiązkę, by atakowała konkretne rodzaje komórek.

Bool za Nature

E-nos wywęszy superbakterię

23 września 2005

Elektroniczny nos, potrafiący wykrywać infekcje, może pomóc szpitalom pokonać rozprzestrzenianie się odpornego na antybiotyki zarazka, MRSA.

Standardowe testy na wykrycie obecności MRSA (Staphylococcus aureus metycylinooporny) trwają dwa do trzech dni. Niezmiernie utrudnia to powstrzymanie roznoszenia się choroby, ponieważ pacjenci nie są przez ten czas leczeni i mogą zarażać innych.

Wprowadzane właśnie testy w oparciu o DNA mogą skrócić czas oczekiwania na wynik do 2 godzin. Jednakże naukowcy brytyjscy stworzyli test trwający nawet 15 minut. Inżynierowie z Uniwersytetu Warwick i lekarze ze Szpitala Serca Anglii w Birmingham twierdzą, że elektroniczny nos potrafi rozpoznać unikalną mieszankę lotnych związków, jakie wydalają szczepy aureusa.

E-nosy analizują próbki gazu, przepuszczając je przez szereg elektrod pokrytych różnie przewodzącymi polimerami. Każda z nich reaguje na konkretne substancje, zmieniając swoją oporność elektryczną w szczególny sposób. Połączenie sygnałów z wszystkich elektrod stanowi informację, na podstawie której sieć neuronowa wbudowana w elektroniczny nos rozpoznaje, jakie chemikalia zawarte są w mieszance.

Każdy e-nos jest wielkości dwóch pecetów, kosztuje około L60.000. W przemyśle spożywczym podobne maszyny stosowane są do wyodrębniania zepsutych składników.

David Morgan, chirurg pracujący w szpitalu, mówi, że idea wywęszania superzarazków nawiedziła go pewnego dnia na sali operacyjnej. "Operowałem wrzody na karku dwóch pacjentów i zauważyłem, że ich infekcje pachniały inaczej. Pomyślałem, że może maszyna potrafiłaby określić rodzaj zakażenia bakteryjnego po zapachu."

Morgan zwrócił się do inżyniera z Warwick, Ritabana Dutty, i jego współpracowników, by rozwinęli pomysł. Najpierw nauczyli e-nos rozpoznawać zapach MRSA i spokrewnionego z nim, choć prostszego w leczeniu MSSA (wrazliwy na metycylinę Staphylococcus aureus), dając mu do "wąchania" tampony nosowe od zarażonych osób. Następnie sprawdzili go, każąc zanalizować kolejne 150 tamponów od pacjentów, u których już znano stan infekcji. System poprawnie wykrył 96% przypadków zarażenia.

E-nos nie potrafi jeszcze odróżnić szczepów MRSA od MSSA. Jeśli nie nauczy się tego, będzie można go wykorzystać przynajmniej jako system szybkiego priorytetowania przydziału testów DNA, które podają dokładny wynik.

Morgan używa także e-nosa do wykrywania wczesnych objawów zapalenia płuc u pacjentów na intensywnej terapii.

Nim komisja badająca nowe sposoby przeciwdziałania infekcjom przestudiuje elektroniczny nos, Brytyjskie Ministerstwo Zdrowia liczy na powstrzymywanie MRSA wchodzącymi do użytku testami opartymi o DNA.

MRSA jest bakterią spotykaną na skórze i przenoszoną przez kontakt fizyczny. Najczęściej roznosi się w szpitalach. Dopóki znajduje na zewnątrz organizmu, jest niegroźne, jednak jeśli dostanie się pod skórę, wywołuje czyraki, a gdy dotrze do płuc, może doprowadzić ich do zapalenia.

Bool za New Scientist

Rodem z serialu "Viper"

23 września 2005

ViperIdea stworzenia potężnej broni falowej znana jest już w twórczości science-fiction od wielu lat. Broń, która strzela niewidzialną wiązką energii wkrótce może zastąpić tą tradycyjną - przynajmniej na to szykuje się amerykańska policja.
   
James Tatoian, szef instytutu Eureka Aerospace w Pasadenie w Kalifornii pracuje nad systemem broni mikfofalowej, której użycie miałoby mieć znaczący wpływ na mikrochipy znajdujące się w pojazdach samochodowych. Jeden strzał z takiego urządzenia mogłoby skutecznie uniemożliwić dalszą jazdę autem.

"Kiedy w okolicy panuje napięcie od 10 do 15 KV na każdy metr kwadratowy cel staje się bardzo szybko niezdolny do jazdy" - mówi Tatoian.
   
Większość aut w Stanach Zjednoczonych po roku 1982 była wyposażana w mikroprocesory. Obecnie ich nieobecność w pojazdach samochodowych jest raczej niemożliwa - kontrolują wszystko - od wtrysku paliwa po zaawansowane systemy nawigacji satelitarnej.
   
"Urządzenie jest ciągle w fazie udoskonalania, waży jak na razie 90 kg. Warto wspomnieć, że podczas testów dysponowało ono taką energią, że chipy we wszystkich samochodach, które znajdowały się nawet do 100 metrów od źródła strzału uległy destrukcji" - dodaje Tatoian.
   
Nową bronią poważnie zainteresowane jest biuro szeryfa w Los Angeles, które już zapisało się na listę pierwszych klientów.

Greg K1ler za Hot News

Huragan Rita szarżuje

23 września 2005

RitaPo tym jak huragan Rita dotrze do lądu, może ugrzęznąć i zrzucić bezprecedensowe ilości deszczu, mówią meteorolodzy. W niektórych lokacjach może to być nawet 25 cali na metr kwadratowy. Mogą z tego wyniknąć ogromne powodzie, a Dallas zdaje się być w najgorszej sytuacji. Istnieje realna możliwość, że burza skręci na północny zachód, gdyż wkrótce naturalne jej "prowadnice" znikną.

Greg K1ler za Live Science

Studencki satelita startuje, Polacy współtwórcami

23 września 2005

SatelitaMikrosatelita SSETI Express zbudowany głównie z podarowanych części z uniwersytetów europejskich ma już tylko tydzień do startu. To pierwszy z trzech tworzonych przez studentów, która ostatecznie osiągnie Księżyc.

Jego zaprojektowanie i zbudowanie zabrało tylko 18 miesięcy przez ponad 400 uczniów z 23 uniwersytetów z 12 krajów. Wystartuje z rosyjskiego kosmodromu w Plesiecku 30 września. Projekt jest częścią edukacyjnego wysiłku Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), by wzmóc zainteresowanie technologią kosmiczną i zaoferować doświadczenie.

"Pomysł jest dla studentów, którzy chcieliby się naprawdę sprawdzić w praktyce", mówi Philippe Willekens, administrator projektów edukacyjnych ESA. "Mogę powiedzieć, że ten satelita został w 99 procentach stworzony przez nich".

Grupy studenckie budowały SSETI Express podsystem po podsystemie, komunikowali głównie poprzez Internet. Cotygodniowe sesje czatów, warsztaty co dwa lata pomogły utrzymać właściwy kierunek i poziom.

"To wielka okazja nauczyć się tak wiele o zaawansowanej kosmicznej technologii", powiedział Marcin Jagoda, wywodzący się z Uniwersytetu Wrocławskiego, jego ekipa zaprojektowała system komunikacyjny. "Naprawdę nie mogę się doczekać".

More in ENG.

Greg K1ler za Space

Program odnajduje możliwe struktury krysztaliczne

22 września 2005

StrukturyNapisano program komputerowy, który rozwiązuje problemy, z jakimi borykają się kompanie farmaceutyczne podczas tworzenia nowych leków. Jego twórcami są Sally Price z Londyńskiego Koledżu Uniwersyteckiego oraz jej zespół. Program już w tej przyciągnął uwagę firm produkujących leki, chętnych do wdrożenia go.

Problem kompanii farmaceutycznych polega na tym, że często struktury skutecznych leków przyjmują kilka kształtów, tzw. polimorfów. Pomimo tego, że chemicznie są one identyczne, medykament o innym ukształtowaniu krystalicznym miewa odmienne właściwości, np. dłużej rozpuszcza się we krwiobiegu. Patentować i sprzedawać wolno zatwierdzone polimorfy, ponadto firmy muszą uważać, by w trakcie procesu produkcyjnego otrzymywać tylko wersję leku o właściwym kształcie.

Skutki mogą być niebagatelne. W 1998 r. Laboratoria Abbotta zmuszone były wycofać z rynku kapsułkową formę ritonaviru, lekarstwa przeciwko HIV, ponieważ w procesie wytwarzania powstała niewłaściwa struktura. Do tego bardzo trudno było im odkryć przyczynę błędu oraz odzyskać właściwy polimorf. W końcu udało się i firma uzyskała zgodę na nowy kształt, lecz cała sprawa kosztowała setki milionów dolarów.

Aby zapobiegać takim problemom, naukowcy starają się dowiedzieć więcej o polimorfach różnych leków, używając technik laboratoryjnych, takich jak kryształografia. Niestety wymaga ona olbrzymich ilości czasu, a szanse powodzenia są niezbyt duże. Celem programu pani Price jest skrócenie tego procesu i przewidywanie potencjalnych kształtów struktury leków.

Sprawdzianem dla dzieła zespołu było zadanie zlecone przez Colina Pulhama, chemika z Uniwersytetu w Edynburgu. Poprosił on o odnalezenie nowego polimorfu piracetamu, używanego przy leczeniu Alzheimera. Pulham krótko wcześniej odkrył już nowy kształt struktury tego leku i chciał przekonać się, czy program odgadnie go.

Zespół Price akurat zamierzał na przykładzie piracetamu testować swój produkt. Wprowadził do niego wszystkie niezbędne dane dotyczące powiązań między atomami w tym leku. Następnie program, działając na 30 komputerach, rozpatrzył 50.000 możliwych struktur krystalicznych związku. Każdą z nich generował i analizował przez jedną do dwu godzin. Po kilku miesiącach Price wręczyła Pulhamowi listę możliwych polimorfów, posortowaną od najbardziej do najmniej prawdopodobnych. Struktura na szczycie listy dokładnie zgadzała się z niedawno odkrytą przez Pulhama i jego współpracowników.

Więcej na stronie Nature

Bool za Nature

Para-nauka i obok

22 września 2005

FahrenheitW najnowszym numerze Fahrenheita można przeczytać kolejne felietony populanonaukowe z cyklu Para-nauka i obok. Tym razem głos zabierają Bartłomiej Czech, Dawid Juraszek, Jerzy Piątkowski i oczywiście Adam Cebula. Redakcja GNP zaprasza do lektury.

GNP

Zatrzymać światło

21 września 2005

Zatrzymać światłoZespół naukowców z Centrum Fizyki Laserowej (Laser Physics Centre) na australijskim uniwersytecie w Canberra pobił rekord w zatrzymywaniu światła uzyskując czas 1,000 sekundy.
  
Dr Mathew Sellars twierdzi, że zatrzymywanie światła może być przełomem jeśli chodzi o rozwój kwantowych komputerów.
  
"Zatrzymywanie światła nie jest niezwykłym, ekstra procesem, bazuje bowiem na podstawach teorii zachowana kwantów" - tłumaczy Sellars.
  
"Użyliśmy małego krzemowego kryształu dopełnionego rzadkim prazeodymem. To właśnie w jonach prazeodymu przetrzymaliśmy impuls świetlny. Laser został skierowany w kryształ, który zaabsorbował światło. Nie przeszło ono jednak przez niego, lecz w nim zostało. Puszczenie kolejnej wiązki lasera spowodowało uwolnienie światła - kryształ stał się przeźroczysty. Żeby przetrzymać światło w krysztale wyłączamy kolejną wiązkę lasera. Pierwsza wiązka promieniowania jest bowiem magazynowana wewnątrz kryształu. Obecnie możemy magazynować światło przez całe sekundy, a nawet teoretycznie o wiele dłużej." - Dr Matthew Sellars, Laser Psysics Centre.
     
W 1968 roku, Bob Shaw, pisarz science-fiction napisał książkę Light of Other Days, w której opisuje on możliwość magazynowania światła w szkle i jego późniejsze uwalnianie w miarę upływu czasu: "Największe wrażenie na oczach statystycznego człowieka zrobiło światło wydostające się przez długi czas ze szklanej tafli. Każdy jego nowy kawałek był zawsze czarny, albowiem nic przez niego jeszcze nigdy nie przeszło" - czytamy. W książce opisywane jest tajemnicze szkło, które pozostawione na pewien czas nad leśnym jeziorem mogło przez lata cieszyć swoim urokiem zainstalowane w niezbyt przyjaznym mieszkaniu w zupełnie innym miejscu. W tymże szkle było bowiem widać jezioro i otaczające go drzewa.

Greg K1ler za Hot News

Maleńki mikroskop umieszczony w mózgu myszy

20 września 2005

Mikroskop rozmiaru pudełka od zapałek umożliwił biologom obserwację wnętrza mózgu żyjących zwierząt. Urządzenie waży zaledwie 3,9 grama. Przy jego pomocy zobrazowano już w rozdzielczości 1mm naczynia krwionośne znajdujące się milimetr pod powierzchnią mózgów myszy będących w narkozie.

Naukowcy sądzą, że pewnego dnia możliwe będzie wyświetlanie obrazu komórek samego mózgu w taki sam sposób. Ten mały mikroskop można byłoby przymocować do głowy przytomnego zwierzęcia i otrzymać obraz neuronów w trakcie różnych czynności wykonywanych przez badany obiekt - twierdzą twórcy z zespołu pod kierownictwem Marka Schnitzera z Uniwersytetu Stanford.

"Ten mikroskop mieści się w dłoni," powiedział jeden ze współtwórców, Ben Flusberg. Urządzenie może też umożliwić proste i szybkie oglądanie mózgów ze schorzeniami, nawet rakiem. W tej chwili jest to możliwe, lecz tylko za pomocą rezonansu magnetycznego lub sprzętu o sporym rozmiarze, mówi Flusberg. Mini mikroskop ma również szansę przekształcić się w kieszonkowe narzędzie diagnostyczne.

Na spodzie mikroskopu znajduje się szpilkowaty próbnik o średnicy 1 mm, tzw. mikroendoskop. Wybija on niewielką dziurkę w głowie uśpionej myszy i osiada na wierzchu hipokampu, skąd obrazuje naczynia krwionośne znajdujące się dokładnie poniżej, już wewnątrz mózgu. Odbywa się to następująco: próbnik regularnie naświetla niewielkie fragmenty hipokampu czerwonym (prawie podczerwonym) światłem. Pod jego wpływem krew zwierzęcia, do której wcześniej wstrzyknięto fluorosceinę, emituje światło o określonej częstotliwości. Wyposażony w światłowody próbnik odbiera je i przesyła do urządzenia rejestrującego. Następnie na podłączonym monitorze można wyświetlić obraz.

Zespół Schnitzera jako pierwszy zdołał zebrać całą tą funkcjonalność w maszynkę wielkości pudełka od zapałek. Sekretem naukowców jest zastosowanie drobnego piezoelektrycznego silniczka do skupiania światła lasera na analizowanych partiach mózgu. Twierdzą oni, że dopiero teraz urządzenie jest na tyle małe, że można je podłączyć żywemu obiektowi. "Pragniemy zrozumieć, co robią komórki mózgu podczas wykonywania przez zwierzę różnych czynności," wyjaśnia Flusberg.

Ze względu na inwazyjny charakter mikroskopu nie wiadomo jeszcze, czy znajdzie on zastosowanie w obserwacji ludzi. "To przemyślny wynalazek, lecz nie wspomniano, czy da się przenieść jego użyteczność z myszy na człowieka," twierdzi Britton Chance, biofizyk z Uniwersytetu Pensylwanii, skupiający się na nieinwazyjnych metodach podglądu.

Bool za New Scientist

NASA ujawnia plany wyprawy na księżyc

19 września 2005

Wyprawa na Księżyc #1W 2018 roku czterech astronautów poleci na Księżyc w nowym statku kosmicznym. Następnie zejdą na powierzchnię satelity. Taki plan przedstawiła dziś NASA.

Przypomina on rozbudowany program lunarny Apollo z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Szef NASA, Michael Griffin, oznajmił, że "spora część planów jest taka sama, ponieważ fizyka wchodzenia w atmosferę nie zmieniła się" i takie założenia są najlepsze spośród wszystkich rozpatrywanych.

Wyprawa na Księżyc #2Załogowy Statek Badawczy (Crew Exploration Vehicle, CEV) waży o około połowę więcej niż Apollo. Misja ma trwać 13 lat, nie 8, a astronauci spędzą na powierzchni Księżyca 7 dni zamiast trzech, jak to miało miejsce w przypadku Apollo.

Wahadłowiec do misji zostanie poważnie zmodernizowany. Będzie miał usprawnione rakietowe silniki startowe i główne oraz zewnętrzne zbiorniki paliwa.

Wyprawa na Księżyc #3Koszt projektu szacowany jest obecnie na 104 miliardy dolarów.

 

Więcej na stronie BBC News
Więcej na stronie New Scientist

 

Bool za BBC News i New Scientist

Wstrząsy utwardzają metal

18 sierpnia 2005

UtwardzanieZespół badaczy ze Stanów Zjednoczonych i Szwajcarii odkrył, że nagłe wstrząsy czynią metal twardszym. Naukowcy mają nadzieję, że dzięki temu uda się stworzyć ultra-twarde metale do zastosowań w warunkach ekstremalnych, na przykład w reaktorach jądrowych.

Zespół pod kierownictwem Eduardo Bringa z Laboratorium Lawrence'a Livermore'a w Kalifornii, zasymulował atomową strukturę płytki miedzi. Jest to zbiór drobin o rozmiarze około 20 nanometrów. Badanie wykazało, że materiał staje się twardszy i silniejszy po przejściu przezeń fali wstrząsów, jaką może wywołać na przykład wybuch.

Normalnie pod wpływem nacisków następuje zburzenie porządku atomów w metalach, tzw. przemieszczenia, i ziarenka ulegają deformacji. Materiał jest tym twardszy, im mniejsze są te drobiny: jeśli mają rozmiar kilkudziesięciu nanometrów, przemieszczenia, a tym samym zmiany kształtu metalu, są niewielkie.

Wyjątkiem jest sytuacja, w której nacisk jest tak duży, że drobiny zaczynają się przeciskać między sobą, co powoduje duże deformacje. Bringa i jego współpracownicy poszukiwali sposobu na powstrzymanie tego efektu, badając wpływ silnych wstrząsów na metal o ziarnach rozmiaru nano. Odkryli, że jeśli obszar nacisku jest podobnej skali co same drobiny, ciśnienie nie jest w stanie zmusić ziaren do przesuwania się pomiędzy sobą. Właśnie fala wstrząsów wytwarza bardzo mocny nacisk na niewielkim obszarze, gdy wędruje przez materiał. Co więcej, deformacje występują tylko w ramach samych ziaren. Skutkuje to utwardzeniem metalu, ponieważ brzegi drobin wybrzuszają się, co spaja je i tym samym wzmacnia.

"Pod wpływem przemieszczeń granice ziaren stają się lekko haczykowate, co przeciwdziała ich przesuwaniu się między sobą," oznajmił członek zespołu, James McNaney. "Tym sposobem możemy utwardzać nanokrystaliczne metale nawet bardziej, niż do tej pory sądziliśmy." Naukowcy mają już dowód na to, że rzeczywistość zgadza się z symulacją: przeprowadzili udaną próbę poddania nanokryształu niklu działaniu eksplozji.

Ultra-twarde metale są potrzebne nie tylko wojsku do tworzenia pancerzy, ale także do reaktorów atomowych, gdzie naukowcy zamierzają inicjować syntezę laserem. Reakcje te muszą być przeprowadzane wewnątrz pojemników z bardzo silnych materiałów.

Więcej na stronie Nature

Bool za Nature

Najmniejszy robot na świecie

17 września 2005

Najmniejszy robotNaukowcy zbudowali gąsienicopodobnego robota tak małego, że nie da się go zobaczyć bez mikroskopu. Jest szeroki na 60 mikrometrów, czyli mniej więcej tyle, co ludzki włos, na długość zaś mierzy 250 mikrometrów, co czyni go najmniejszym samobieżnym, kontrolowalnym robotem. Około 200 sztuk ułożonych gęsiego mieści się na pastylce M&M.

"Jest dziesiątki razy krótszy i tysiące razy lżejszy niż poprzednie tego typu mikroroboty," powiedział Bruce Donald z Uniwersytetu Dartmouth. "Mówiąc 'kontrolowalny', mamy na myśli, że jest jak samochód: można nim sterować na płaskiej powierzchni i jeździć, gdzie tylko się zechce. Nie ma kół, lecz pełza jak gąsienica jedwabnika, wykonując dziesiątki tysięcy dziesięcionanometrowych kroczków na sekundę. Skręca poprzez wyciągnięcie krzemowej 'nogi' i obrót, niczym motocyklista na ostrym zakręcie."

Dzięki innowacyjnemu systemowi ruchu przez zginanie i samobieżności, może się swobodnie poruszać po powierzchni, nie wymagając żadnych kabli ani torów, które ograniczały mobilność jego poprzedników. Strategia gąsienicowa pozwoliła naukowcom uniknąć typowego w mikrorobotyce problemu. "Tak małe maszyny mają tendencje do przyczepiania się do wszystkiego, podobnie jak piasek przykleja się człowiekowi do stóp po dniu spędzonym na plaży," oznajmił Craig McGray z Narodowego Instytutu Standardów i Technologii. "Tak więc budujemy te mikroroboty bez kółek czy stawów zawiasowych, które muszą gładko ślizgać się po podłożu. Zamiast tego roboty poruszają się poprzez zginanie własnych ciał, podobnie jak gąsienice. W swojej maleńkiej skali ta maszynka jest wyjątkowo szybka."

Robot używa do poruszania się dwóch niezależnych mikroaktywatorów, "muskułów". Pierwszy umożliwia ruch do przodu, drugi zaś skręcanie. Nie ma zaprogramowanych kierunków. Zamiast tego reaguje odpowiednim ruchem na zmiany elektryczne w siatce elektrod, która jednocześnie dostarcza mu mocy do wykonania tych akcji.

Ten mikrorobot i jego wariacje mogą zostać wykorzystane do celów ochrony i bezpieczeństwa, kontroli i napraw układów scalonych, badania niebezpiecznych środowisk czy nawet do manipulowania ludzkimi komórkami i tkankami.

Bool za Live Science


Sztuczna grawitacja w kosmicznym rowerze

15 września 2005

Sztuczna grawitacja
            Wkrótce astronauci będą mieli nową broń w walce z utratą mięśni podczas przebywania w przestrzeni. Jest to zaskakująco prosta rzecz: zasilana pedałami wirówka, która wytwarza własną "grawitację".

Wynalazek nazwano Kosmicznym Rowerem. Obracając się, generuje on siłę imitującą przyciąganie grawitacyjne. Urządzenie składa się z ośrodkowego wrzeciona i pary uprzęży, z któch jedna zawiera pedały. Gdy "rowerzysta" mocno pedałuje, wprawia maszynę w ruch obrotowy, co z kolei powoduje wyrzucenie klatek i działanie na nie siłą odśrodkową. Osoba siedząca naprzeciw rowerzysty podlega obciążeniu i może wykonywać w tym czasie ćwiczenia, na przykład przysiady.

Może to być prostym rozwiązaniem problemu utrzymania masy mięśniowej astronautów podczas długich pobytów w kosmosie, takich jak misja na Mars albo przydział na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Obecnie kosmonauci przebywający w przestrzeni muszą wykonywać ćwiczenia, lecz w trakcie długich pobytów i tak tracą do 25% mięśni z powodu braku obciążenia.

Więcej na stronie Nature

Bool za Nature

Japońska sonda dotarła w pobliże asteroidy

14 września 2005

Japońska sonda #1W poniedziałek 12 września japoński pojazd kosmiczny Hayabusa zbliżył się na odległość 20 km do asteroidy Itokawa, do której podróżował od ponad dwu lat. Z jej powierzchni sonda pobierze próbkę i przywiezie ją na Ziemię do analizy. Naukowcy liczą, że badanie to rzuci nieco światła na kwestie powstawania i zmian tych niebieskich ciał w Systemie Słonecznym.

Hayabusa wystartowała 9 maja 2003 z japońskiej rakiety M-V-5. Używa wydajnego napędu z silnikiem jonowym. Teraz zatrzyma się i z odległości będzie badać Itokawę. Analizując spektra światła i jego odbić, określi ukształtowanie powierzchni. Końcem września zbliży się na 7 km do długiej na 630 metrów asteroidy, by wykonać jeszcze dokładniejszą mapę.

Następnie w listopadzie sonda wyląduje dwukrotnie na obiekcie. Za każdym razem wyprowadzi w kierunku powierzchni stożek, z którego wystrzeli kulę z prędkością 300 m/s, po czym zbierze pył wzniesiony siłą uderzenia. Dodatkowo podczas pierwszego zejścia wypuści na asteroidę małego skoczka "Minervę". Zadaniem tego bota o rozmiarze puszki z kawą jest wykonanie kilku skoków na wysokość 10 metrów i zrobienie zdjęć oraz odczytów temperatury.

Po wypełnieniu celów misji sonda ma wrócić na Ziemię. Spadochron z pojemnikiem zawierającym próbkę ma dotrzeć do Ziemi latem 2007 r.

Misję nadzorują naukowcy z Instytutu Nauk Kosmicznych i Astronautyki. Sądzą oni, że analiza właściwości powierzchni może być kluczem do zrozumienia, jak asteroida została uformowana. Wyniki obserwacji, w tym pomiary topograficzne, mają się ukazać w ciągu 2 miesięcy.

Uważa się, że asteroidy zbudowane są z materiału pozostałego po tworzeniu się Układu Słonecznego 4,6 miliarda lat temu. Większość z tych fragmentów, zwanych czasami pomniejszymi planetami, orbituje wokół Słońca w pasie pomiędzy Marsem a Jowiszem.

Japońska sonda #2Asteroida swoją nazwę otrzymała od nazwiska doktora Hideo Itokawy, uważanego za ojca japońskiego programu kosmicznego.

Zdjęcie zrobione 12 września przez aparat Hayabusy ukazuje różnicę między pagórkowatymi i płaskimi regionami asteroidy.

Bool za BBC News i New Scientist

Energia stacji kosmicznej dla wahadłowców

12 września 2005

ISSSystem, który przekazuje moc Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) do zadokowanego wahadłowca, pozwoli temu ostatniemu na dłuższe wyprawy w przestrzeń.

Obecnie wahadłowiec może przebywać w kosmosie do ośmiu dni ze względu na ograniczoną ilość ciekłego tlenu, jaką może zabrać ze sobą. Tlen ów jest źródłem energii dla generujących elektryczność ogniw paliwowych.

W tej chwili NASA modyfikuje swój kontrakt z Boeingiem, dotyczący ISS. Zmiana polega na przekazaniu energii ze słonecznych paneli stacji do wahadłowca. Wydłuży to jego możliwy czas przebywania w przestrzeni do 12 dni. Pozwoli to na wiekszą ilość spacerów kosmicznych, konserwację stacji, zaopatrzenie, sprawdzenie osłon termicznych statku i różne naprawy.

Obecnie ISS posiada tylko jeden zestaw amerykańskich baterii słonecznych oraz kilka paneli w segmentach rosyjskich.

Podczas misji Discovery w lipcu bieżącego roku, po ponownym wyznaczeniu ilości tlenu, jaka zostanie zużyta, NASA wydłużyła czas dokowania orbitera o jeden dzień, dzięki czemu załogi miały czas na wyładowanie dodatkowego zaopatrzenia.

Nowy system najprawdopodobniej nie zmniejszy ilości lotów potrzebnych do ukończenia Stacji, ponieważ wahadłowiec ma limit ładunku, jaki może jednorazowo zabrać. Mimo to NASA opracowuje plan zminimalizowania ilości startów, aby wahadłowce przestały latać do roku 2010.

System Transferu Mocy Stacja-Wahadłowiec będzie zapewniał dodatkowe 8 kilowatów prądu dla orbitera."To dość, żeby nie trzeba było zużywać zapasów ciekłego tlenu do ładowania ogniw," twierdzi Kylie Clem, rzecznik Centrum Kosmicznego Johnsona NASA.

Po raz pierwszy system ma zostać użyty podczas misji wahadłowca STS-119, który dowiezie ostatni segment podłużnego mocowania stacji i panel słoneczny. Jednakże jeszcze pięć innych lotów czeka wpierw STS-119, co oznacza, że system nieprędko zostanie ukończony. Będzie to wymagało także spaceru astronautów w przestrzeni, żeby zainstalować zewnętrzne przewody i przekierować zasilanie.

Tymczasem Stacja Kosmiczna otrzymała w sobotę 2,6 t zaopatrzenia od rosyjskiej bezzałogowej jednostki towarowej. Statek Progres dostarczył nowe ubrania, żywność, sprzęt oraz części dla urządzenia usuwającego dwutlenek węgla i dla notorycznie wadliwego generatora tlenu.

Bool za New Scientist

Plecak przetwarzający energię chodu w elektryczność

11 września 2005

Plecak #1Naukowcy stworzyli plecak, który przemienia energię kroków w zasilanie dla telefonu komórkowego. Co więcej, jest wygodniejszy niż standardowy plecak.

Ma on przydać się żołnierzom, ratownikom i naukowcom polowym - wszyscy oni używają urządzeń elektronicznych takich jak komórka czy GPS. Dzięki wynalazkowi nie będą musieli dźwigać ze sobą ciężkich baterii.

Twórcy tak zaprojektowali plecak, by wykorzystywał naturalny ruch w górę i w dół ludzkiego kroku do generowania elektryczności. Może ona zostać wykorzystana od razu lub zmagazynowana.

"Podczas chodu człowiek podskakuje na wyciągniętej nodze, przez co biodro podnosi się o 5 do 7 cm przy każdym kroku. Ponieważ plecak przymocowany jest właśnie do biodra, podlega temu samemu przemieszczeniu," powiedział Lawrence Rome z Uniwersytetu Pensylwanii. "Ten pionowy ruch jest generatorem elektryczności."

Plecak składa się z dwu głównych części: sztywnej ramy, przymocowanej do pleców osoby noszącej go, i obciążeniowej płyty, zawieszonej na sprężynach. Gdy człowiek chodzi, płyta porusza się w górę i w dół ramy. Połączona z nią jest ząbkowana sztabka, która obraca przekładnię generatora. Z każdym cyklem wytwarza się do 7,4 Wata energii, co wystarcza do równoczesnego zasilania odtwarzacza mp3, noktowizora, lokalizatora GPS, telefonu komórkowego i palmtopa.

Plecak #2"Urok systemu jest taki, że masa, jaką nosi się na plecach, służy do generowania mocy," oznajmił Rome. Typowy bagaż żołnierza waży 36kg, z czego jedna czwarta to baterie. Tymczasem w wynalezionym plecaku masa urządzeń zasilających to tylko 3kg i będzie mniejsza wg Rome'a.

"Np. polowi naukowcy muszą nosić zapasowe baterie do swego sprzętu, co waży i zajmuje całkiem sporo. Nasz plecak jest pomocny dla każdego, komu potrzeba energii w trasie, m.in. naukowcom, żołnierzom, wszelkiej maści ratownikom i każdemu, kto chce, żeby jego komórka nie rozładowała się w długiej podróży."

Rome i jego współpracownicy dopasowali plecaki o różnym obciążeniu do sześciu mężczyzn i zmierzyli ich tempo metabolizmu oraz chód w trakcie pchania kieratu. Plecak poprawiał wydajność chodu i powodował mniejsze spalanie energii u badanych. Ponadto sprężynowy system zmniejsza nacisk na ramiona, przez co jest wygodniejszy. To nieoczekiwane odkrycie może sprawić, że pewnego dnia omawiana technologia stanie się częścią każdego plecaka.

"Pracujemy równolegle nad ergonomicznymi plecakami dla wszystkich - od dzieci chodzących do szkoły z ciężkimi podręcznikami, przez torby na laptopy do plecaków dla wycieczkowiczów, wojska i odkrywców," oznajmił Rome.

Bool za Live Science

Wielki krok cieczy

10 września 2005

Naukowcy z Edynburga sprawili, że kropla cieczy zaczęła ruszać się w kierunku światła. Powierzchnię pod kroplą zajmowały "maszyny" wielkości jednej milionowej milimetra. To właśnie one ją napędzały.

Może się wydawać, że to niewiele, ale w inżynierii cząsteczkowej uznaje się to wydarzenie za poważny krok w kierunku rozwoju nanotechnologii.

Zespół widzi zastosowanie dla swego osiągnięcia w poruszaniu próbkami biologicznymi wokół czipa wykrywającego choroby. Naukowcy sądzą też, że ich praca może doprowadzić do stworzenia inteligentnych materiałów, które zmieniają kształt na komendę.

Profesor David Leigh z Uniwersytetu w Edynburgu stwierdził, że pokaz był jednym z pierwszych przykładów na udaną integrację nanomaszyn ze światem makroskopowym.

"Pojedyncze maszyny poruszają się o zaledwie milimetr, ale wszystkie przemieściły kroplę o cały milimetr. To o sześć rzędów wielkości więcej - porównać można to z tłokiem, który przesuwa się o milimetr, a podnosi obiekt dwa razy większy od CN Tower."

Pokrywające powierzchnię cieczy maszyny są strukturami przypominającymi pręt z pierścieniem. W normalnym stanie okrąg gwałtownie poruszą się w górę i w dół pręta z powodu ruchu Browniana (chaotyczny ruch cząstek wynikający z kolizji z sąsiednimi cząstkami). Jednakże pod wpływem światła nadfioletowego zachodzi w nich reakcja chemiczna i wszystkie pierścienie przechodzą na jeden koniec, czym zmieniają naturę powierzchni pod kroplą z odpychającej na przyciągającą. To z kolei silnie zmienia napięcie powierzchniowe cieczy, która zaczyna się poruszać, nawet w górę pochyłości o niewielkim kącie.

Profesor Leigh jest podbudowany wiedzą, że w naturze wszystko odbywa się za sprawą takich molekularnych maszyn. Wierzy, że poznanie tych mechanizmów to tylko kwestia czasu. "Pomimo całej naszej technologii w XXI wieku nie stosujemy maszyn cząsteczkowych w żadnej sferze," powiedział. "Tymczasem działanie każdego leku, polimeru czy katalizatora opiera się na tym. Kiedy nauczymy się z tego korzystać, stworzymy materiały, które dziś istnieją tylko w fantastyce."

Ciecze

1. Kropla znajduje się na powierzchni pokrytej niezwykle cienką warstwą nanomaszyn. Każda z nich wygląda jak pręt z pierścieniem.

 

 

2. Po włączeniu światła reakcja chemiczna pcha wszystkie pierścienie na jeden koniec. Powierzchnia zmienia się, przestaje odpychać, a zaczyna przyciągać ciecz, w której zmianie ulega napięcie powierzchniowe. Kropla zaczyna ruszać się.


Bool za BBC News

Kompaktowe projektory

8 września 2005

Projektor #1Wyświetlanie filmów czy prezentacji będzie wkrótce można przeprowadzać ad hoc dzięki kieszonkowemu, przenośnemu projektorowi stworzonemu przez Toshibę. Urządzenie działa na baterie i jest tak małe, że można je zmieścić w torebce, a także podłączyć do laptopa czy komórki.

Obecne projektory używają lampy na białe światło i obrotowego koła z czerwonym, niebieskim i zielonym filtrem, w ten sposób generują obraz. W nowym pomyśle Toshiby zastosowano zamiast tego diody LED w tych kolorach. A ponieważ diody wydzielają mało ciepła, nie potrzeba wielkiego wentylatora, dzięki czemu urządzenie może być małe i lekkie - ma wymiary zaledwie 136 mm x 39 mm x 100 mm. Ponadto LED działa bez przerwy przez tysiące godzin i może zostać błyskawicznie wyłączona, podczas gdy konwencjonalne lampy potrzebują kilku chwil na rozgrzanie i schłodzenie.

Projektor #2Toshiba zaprezentowała swój nowy projektor w tym tygodniu na targach elektronicznych IFA w Berlinie. Również na nich prototyp podobnego urządzenia opartego na diodach pokazały Epson iMitsubishi. Jednakże model Toshiby najszybciej wejdzie do sprzedaży, jeszcze w 2005 roku, i będzie kosztował około 1000 euro.

Te projektory mogą rozpocząć nowy trend w przenośnym wyświetlaniu obrazu, twierdzi James Stewart z Uniwersytetu w Edynburgu. "Według mnie mają one przyszłość." Stewart uważa, że urządzenie spodoba się każdemu, kto potrzebuje kieszonkowego powiększenia obrazu z ekranu telefonu komórkowego lub laptopa. Zwraca też uwagę na fakt, że diody LED są słabsze od zwykłych lamp, ale to problem do rozwiązania. "A do użytku domowego i na małą odległość, jasność nie ma takiego wielkiego znaczenia."

Bool za New Scientist

Sposób na ratowanie starych pism

7 września 2005

Ratowanie pismNaukowcy odkryli metodę spowolnienia niszczenia wiekowych manuskryptów. Technika polega na kąpaniu dokumentów w organicznym roztworze z dodatkiem zasad i antyutleniaczy. Pomagają one związać atomy miedzi oraz innych metali zawartych w atramencie i żrących papier.

To pierwsza skuteczna metoda nie oparta na wodzie. Oznacza to, że można ją stosować bez obaw, że dopiski zmyją się, książki napęcznieją lub zniszczeniu ulegną skórzane oprawy. Naukowcy, którzy wystąpili już o patent, twierdzą, że ich kąpiel może na wiele lat ochronić kilometry starożytnych dokumentów w bibliotekach całego świata. Sądzą, że do komercyjnego użytku wejdzie w ciągu kilku lat.

Konserwatorzy od dawna wiedzieli, że jest coś żrącego w atramentach używanych w średniowieczu. Wiele pism rozpadło się na przestrzeni wieków, w miejscach atramentu powstały dziury. Aby rozwiązać ten problem, Jana Kolar i jej współpracwonicy w Narodowej i Uniwersyteckiej Bibliotece Słowenii w Ljubljanie stworzyli projekt InkCor, którego celem było dokładne określenie składników dawnego inkaustu.

Wcześniejsze analizy wykazały, że średniowieczne atramenty były często nasycone żelazem. Wolne atomy tego pierwiastka reagują z powietrzem, tworząc tlenki, które niszczą celulozę, nadają papierowi żółty kolor i czynią go kruchym. Kolar i jej zespół zauważyli, że niektóre z dawnych przepisów mówiły, że atrament powinien mieć kolor "niebiańskiego błękitu", a nie czarny. Podejrzewali więc, że jego głównym składnikiem mogła być miedź, a nie żelazo, ponieważ uwodniony siarczan miedzi jest niebieski. Sprawdzili więc stare inkausty, bombardując je protonami i analizując promienie X emitowane z próbek. Upewnili się tym sposobem, że zawierały one miedź, chrom i mangan, które wspólnie są bardziej żrące niż żelazo. "To było ważne odkrycie," mówi Kolar. Następnie skupili się na uwalnianiu antyutleniaczy i pierwiastkowych pożeraczy resztek, tych samych, które, poprzez łączenie określonych atomów, powstrzymują niszczenie komórek ludzkich.

Proces InkCor łączy antyutleniacze i haloidki, które powstrzymać mają degradację papieru, z zasadami, które uczynią go mniej kwaśnym. Wszystkie te związki rozpuszczone są w organicznym roztworze etanolu i heptanu. Obydwie te substancje można potem łatwo usunąć z papieru przez odparowanie. Kolar nie zgodziła się na spotkanie, podczas którego podałaby wszystkie szczegóły swego przepisu. Twierdzi jednak, że może on przedłużyć życie starożytnych dokumentów nawet dziesięciokrotnie.

Zespół oświadczył, że teraz postara się zastosować swą metodę do ratowania innych materiałów, jak skóra czy jedwab. One także zawierają łatwo niszczejące pigmenty, które rozkładają się z czasem.

Bool za Nature

Mutacje komórek macierzystych

6 września 2005

Mutacje komórekHodowane w laboratoriach komórki macierzyste embrionów gromadzą z czasem niepokojącą ilość zmian genetycznych. Część z tych mutacji ma powiązania z rakiem.

Aravinda Chakravarti i jej współpracownicy z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore przebadali dziewięć linii komórek macierzystych, zatwierdzonych przez amerykański rząd. W ośmiu z nich odkryli mutacje DNA typowe dla ludzkiego nowotworu.

Hodowane w laboratorium komórki macierzyste nieustannie dzielą się. Z każdym kolejnym "pokoleniem" występują coraz większe zmiany. Wiele z przeanalizowanych komórek było normalnych, mimo nawet dziesięciokrotnego podziału. Jednakże w kolejnych fazach zaczęły się pojawiać błędy.

Wynik badania sugeruje, że należy do leczenia używać albo komórek relatywnie młodych, albo też dodatkowo przebadanych na obecność mutacji przed samym zabiegiem.

Więcej na stronie New Scientist
Więcej na stronie Nature

Bool za New Scientist i Nature

Publicystyka - "Poszukując wieczności"

5 września 2005

Poszukując wiecznościKtóre z odkryć w historii nauki jest największe? Ponieważ rankingi są jedną z najchętniej czytanych pozycji w prasie, podobnych zestawień mieliśmy i mieć będziemy bez liku. Jaki wytwór myśli ludzkiej postawić należy wówczas na piedestał? Zdania są podzielone: niektórzy palmę pierwszeństwa przyznają kołu, inni chętniej widzą w tym miejscu komputer lub bombę atomową. Kto bardziej oblatany, wskaże w tym miejscu trzy prawa dynamiki Newtona, teorię względności lub mechanikę kwantową. Idę o zakład, iż tylko niewielu wskaże liczbę.

Artykuł Michała Protasiuka o matematyce przeczytasz tutaj.

Bool

Krowie odchody źródłem prądu

4 września 2005

Krowie odchodyNaukowcy stworzyli odnawialną elektryczność z tanich i powszechnych materiałów - krowiego nawozu i soków żołądkowych.

Mikroby żyjące w żwaczu, czyli pierwszej komorze żołądka krowy, rozkładają celulozę, znajdującą się m.in. w trawie. Proces ten nie tylko pomaga przeżuwaczom przetrawić pokarm, ale także uwalnia elektrony, które naukowcy mogą wykorzystać w bateriach. Mając litr bogatego w mikroby płynu żołądkowego wytworzyli 600 mV energii elektrycznej.

"Choć to bardzo mały woltaż, wyniki pokazują, że da się uzyskać elektryczność z krowich odpadków," oznajmiła współtwórczyni badania, Ann Christy ze Stanowego Uniwersytetu w Ohio.

Żwacz jest pełnym bakterii i pierwotniaków zbiornikiem, w którym jedzenie jest tymczasowo przechowywane i rozdrabniane, aż będzie mogło zostać całkowicie strawione.

Naukowcy pobrali pełen mikrobów i celulozy płyn ze żwacza żywej krowy. Uczynili to za pomocą rury, którą doprowadzili do samego żołądka. Następnie zbudowali ogniwa paliwowe poprzez przelanie płynu do jednej z dwóch komór szklanego zbiornika. Każda z nich miała rozmiar mniej więcej dwulitrowej butelki. Drugą komorę wypełnili żelazocyjankiem, substancją niezbędną dla zamknięcia obwodu elektrycznego.

Obie części oddzielono od siebie specjalnym materiałem umożliwiającym przepływ protonów z komory o ujemnym potencjale do tej z dodatnim. Ruch protonów i elektronów w przewodzie łączacym komory wytwarza prąd elektryczny.

Uzyskane napięcie ogniwa zasilanego drobnoustrojami osiągnęło wartość maksymalnie 600 miliwoltów. Po czterech dniach spadło do 200, lecz naukowcom udało się znów podnieść je, gdy dodali więcej celulozy.

Ann Christy i jej współpracownicy zbudowali również podobne baterie, w których źródłem energii jest krowi nawóz. Wytwarzają one napięcie od 300 do 400 mV.

"Niektóre z testowanych ogniw działały przez ponad 30 dni bez spadku dostarczanego napięcia," powiedziała Christy. "Obydwa eksperymenty sugerują, że krowie odpadki są obiecującym paliwem, tanim i obfitym. Pewnego dnia mogą stać się użytecznym źródłem odnawialnej energii dla rozwijających się części świata."

W czasach, gdy kurczą się zapasy paliw mineralnych, a ceny energii rosną, to nowe odkrycie stwarza kolejny niezły punkt wyjścia dla przyszłych alternatywnych źródeł energii.

"Choć jest jeszcze zbyt wcześnie, by ocenić, czy ten rodzaj paliwa będzie w stanie dostarczyć dużo większych ilości elektryczności, sam fakt udanego zastosowania soków ze żwacza mówi nam, że istnieją z pewnością i inne mikroby, które potrafią produkować prąd, tylko jeszcze o tym nie wiemy," dodała Christy.

Bool za Live Science

4G - czwarta generacja sieci komórkowych

3 września 2005

4GNTT DoCoMo zaprezentowało w Japonii telefony komórkowe zdolne przesyłać dane z wielką prędkością.

Podczas eksperymentów użyto prototypowych aparatów do oglądania 32 filmów w wysokiej rozdzielczości. Miało to miejsce w trakcie jazdy samochodem z prędkością 20km/h. NTT DoCoMo twierdzi, że telefony te podczas ruchu pobierają dane z szybkością 100 Mbps, a przy bezruchu nawet do 1 Gbps. W tym tempie są w stanie wczytać całe DVD w ciągu minuty. Obecna sieć DoCoMo trzeciej generacji (3G) oferuje prędkość 384 kbps dla pobierania danych i 129 kbps dla wysyłania.

Technologia tej niezwykle szybkiej sieci telefonicznej NTT DoCoMo jest ciągle eksperymentalna. Używa tzw. metody Variable-Spreading-Factor Spread Orthogonal Frequency Division Multiplexing (VSF-Spread OFDM), polegającej na zwiększaniu prędkości transferu poprzez wykorzystywanie wielu częstotliwości radiowych do przesyłania jednego strumienia danych.

Innej sprytnej metody w bezprzewodowych sieciach, tzw. multipleksingu MIMO (wiele-wejść-wiele-wyjść), użyto do przesłania danych rożnymi drogami w sieci, co dodatkowo zwiększyło szybkość ich przepływu. Dla przykładu, dzięki MIMO telefon komórkowy może otrzymywać dane z więcej niż jednego, będącego w zasięgu, nadajnika.

Przedstawiona sieć 4G "technicznie robi wrażenie," oznajmił Lajos Hanzo, specjalista ds. komunikacji na Uniwersytecie w Southampton. Jednak twierdzi on również, że NTT DoCoMo będzie potrzebować pomocy innych kompanii telefonicznych, jeśli zamierza mocno wystartować z 4G. "W dzisiejszym świecie nikt nie da rady zrobić tego samemu," mówi Hanzo, "Ponadto każda propozycja nowego standardu musi zostać zatwierdzona na forum międzynarodowym, a to jeszcze nie nastąpiło."

Pewne kraje już zaczęły prace nad nowym standardem. Japonia i Chiny podpisały 24 sierpnia memorandum o współpracy nad 4G. NTT DoCoMo liczy, że ta sieć wejdzie do powszechnego użytku w okolicy roku 2010.

Bool za New Scientist

Prelekcje naukowe na III ZSzF

1 września 2005

Już niedługo, 10 września na III Zamojskich Spotkaniach z Fantastyką, będzie można wysłuchać dwóch naukowych prelekcji prowadzonych przez przedstawicieli Gildii Nauki Popularnej. Tematem wykładów będą napędy międzygwiezdne (godz. 12.00) oraz prezentacja NRG Robotics (godz. 16.00). Zapraszamy wszystkich zainteresowanych! Prezentacje wysoce multimedialne! Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

GNP

Recenzja - "Współczesna nauka bez tajemnic"

1 września 2005

Współczesna nauka bez tajemnicTytuł książki dosyć przewrotny i na wyrost, bo całkowite odtajemniczenie zagadek nauki oznaczałoby brak sensu jej istnienia. Sformułowanie takie jest jednakże często stosowane. Ma na celu przyciągnięcie rzeszy laików do spraw trudnych i skomplikowanych, ale jednocześnie ciekawych.

Zbiór artykułów z czasopisma New Scientist pod redakcją Richarda Fifielda recenzuje niżej podpisany. Czytaj tutaj.

Greg K1ler



blog comments powered by Disqus