Archiwum newsów - sierpień 2005

Autor: Greg K1ler

Problemy projektu "Prometeusz"

31 sierpnia 2005

Statki kosmiczne napędzane reaktorami, w których następuje rozszczepienie jąder atomowych, mają ograniczoną użyteczność dla astronomów - stwierdziła amerykańska Narodowa Komisja Badań. Kwestionuje tym samym wielomiliardowy projekt NASA "Prometeusz", który ma rozwinąć ten typ floty kosmicznej dla przyszłych wypraw na Księżyc, Mars i zewnętrzną część Układu Słonecznego.

Napęd jądrowy w lotach przestrzennych Amerykanie zastosowali w 1965 roku, a Rosjanie kilkadziesiąt razy między 1967 a 1988 rokiem. Teraz NASA liczy na to, że uda się ulepszyć technologię uzyskiwania energii z rozbicia uranu.

"Nuklearny napęd elektryczny", nad którym pracuje NASA, mógłby dostarczać do miliona watów energii elektrycznej do zasilania urządzeń i przyspieszania statku dzięki strumieniowi jonów. Stwarzałoby to możliwość zainstalowania większej ilości naukowych instrumentów, przesyłania większej ilości danych i odwiedzenia większej liczby miejsc niż obecnie.

Jednakże w swoim raporcie Komisja uznaje reaktory za bezużyteczne, a nawet za przeszkodę z punktu widzenia obserwacji astrofizycznych fenomenów poza Układem Słonecznym. "Reaktory generują olbrzymie promieniowanie," mówi Gary Bernstein, astronom z Uniwersytetu Pensylwanii w Filadelfii. Twierdzi on, że produkty uboczne rozszczepienia atomów skutecznie oślepiają kosmiczne teleskopy, takie jak Hubble, Spitzer i Swift, jeśli reaktory pracują w pobliżu Ziemi, jak to miało miejsce w przeszłości.

Z drugiej strony Komisja zgodziła się, że reaktory opracowywane w programie NASA będą przydatne do podróży kosmicznych i długoterminowych baz ludzkich na Marsie czy Księżycu. Jednakże orzekła, że nie jest jasne, czy nuklearny napęd elektryczny jest odpowiedni dla obydwu zastosowań. Komisja wskazała kilka misji, w których byłby użyteczny, między innymi wysłanie sond i lądowników na Neptun i największy z jego księżyców, Tryton.

Zanim to jednak nastąpi, trzeba rozwiązać kilka problemów, by omawiana technologia stała się praktyczna. Między innymi chodzi o bezawaryjne działanie przez minimum dziesięć lat, by dało się na tym napędzie dolecieć do Neptuna.

Jest jeszcze inna technologia, wykorzystująca rozszczepienie jąder atomowych do podgrzewania wodoru. Jest on następnie z wielką siłą wyrzucany, nadając rakiecie przyspieszenie większe niż obecnie osiągalne.

Więcej na stronie New Scientist

Bool za New Scientist

Nanomateriał twardszy niż diament

30 sierpnia 2005

W laboratorium, poprzez upakowanie wielu maleńkich nanoprętów węglowych, stworzono materiał twardszy od diamentu.

Nazwano go Zagregowanymi Nanoprętami Węglowymi (aggregated carbon nanorods, ACNR). Uzyskano go dzięki poddawaniu silnych cząsteczek węgla-60 ciśnieniu 200 atmosfer i temperaturze 2226°C. Molekuły te składają się z sześćdzieśięciu atomów ułożonych w sześciokąty lub pięciokąty, czym przypominają maleńkie piłki nożne.

Następnie zmierzono właściwości otrzymanego materiału przy użyciu diamentowego kowadła w European Synchrotron Radiation Facility we Francji. Narzędzie to ściska przedmiot dwoma diamentami, umożliwiając naukowcom badanie go w wysokim ciśnieniu za pomocą promieniowania synchrotronicznego, czyli niezwykle intensywnych promieni X, które odkrywają strukturę materiału.

Badacze stwierdzili, że ACNR jest o 0,3% gęstszy od zwyczajnego diamentu oraz wytrzymalszy na nacisk od każdego ze znanych materiałów.

"Nasz materiał rysuje zwykłe diamenty," mówi Natalia Dubrovinskaia z Uniwersytetu Bayreuth w Niemczech, która prowadziła badanie. "Jesteśmy bardzo zadowoleni i podekscytowani."

Podczas gdy źródłem twardości diamentu są mocne więzy molekularne pomiędzy poszczególnymi atomami, ACNR czerpie siłę z tego, że jest wykonany ze zbitych nanoprętów, mówią naukowcy.

Dubrovinskaia oznajmiła, że materiał ma szeroki zakres potencjalnych zastosowań przemysłowych. Jest wyjątkowo stabilny w wysokich temperaturach, więc może lepiej od zwykłego diamentu wiercić i szlifować. Dubrovinskaia uważa także, że masowa produkcja tego super twardego materiału nie będzie niczym trudnym.

Bool za New Scientist

Jądro Ziemi obraca się szybciej

30 sierpnia 2005

JądroAmerykańscy naukowcy twierdzą, że potwierdzili hipotezę dotyczącą szybszego obracania się jądra wewnętrznego naszej planety względem jej zewnętrznych warstw.

Grupa naukowców porównała fale sejsmiczne stworzone przez trzęsienia ziemi, do których doszło w tych samych miejscach Ziemi, lecz w różnym czasie.

Fale z identycznych wstrząsów przeszły przez jądro Ziemi - wyjaśniają w magazynie Science.

W rezultacie udowodniono, że wnętrze naszej planety obraca sie szybciej niż wszystkie pozostałe warstwy, co daje różnicę w obrocie o około 0,009 sekundy na rok.

Jądro wewnętrzne składające się z żelaza i niklu ma około 2400 kilometrów średnicy, natomiast zewnętrzna jego warstwa ciekła ma 7000 km średnicy.

Xiaodong Song z Uniwersytetu w Illinois i Paul Richards z Columbia University odkryli już to zachowanie w 1996 roku, wykłócając się z innymi naukowcami. Wtedy jednak ich odkrycia zostały przyjęte sceptycznie.

Badania przeprowadzono ponownie.

Song i Richards z grupą badaczy przeanalizowali fale wygenerowane przez małe wstrząsy sejsmiczne w południowej części Oceanu Atlantyckiego, które przeszły przez jądro Ziemi do sejsmografów na Alasce, gdzie prowadzili pomiary.

Badacze odkryli, że wstrząsy sejsmiczne, które obserwowali wiele lat wcześniej, dochodzą teraz na Alaskę znacznie szybciej.

Wytłumaczeniem tego jest szybszy obrót jądra wewnętrznego naszej planety, które porusza się szybciej niż pozostałe jej warstwy.

Tak zwana "superrotacja" jądra wewnętrznego waha się pomiędzy 0,3 do 0,5 stopnia każdego roku. To oznacza, że w ciągu 900 lat jądro wewnętrzne obraca się o 360 stopni.

Prowadzone badania mają na celu dokładne wyjaśnienie, w jaki sposób Ziemia wytwarza pole magnetyczne, chroniąc nas przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym.

Bool za Hot News

Zwrot o 180° w leczeniu raka?

23 sierpnia 2005

Leczenie rakaNaukowcy być może odkryli skuteczniejszy sposób niszczenia raka: dołączają lekarstwo do hormonów. Technika ta jest przeciwieństwem metod stosowanych do tej pory, polegających bowiem na powstrzymywaniu rozwijania się nowotworu poprzez blokowanie tych hormonów.

Jedną z głownych trudności w leczeniu raka jest dostarczenie leku do chorych i tylko chorych kómórek. Lekarstwa stosowane w wielu metodach chemoterapii niszczą również zwykłe komórki, co ma efekty uboczne od utraty włosów aż po niepłodność.

Dlatego właśnie Tamara Minko z Rutgers w Piscataway, New Jersey, oraz jej współpracownicy postanowili wykorzystać fakt, że wiele rakowych komórek wytwarza liczne receptory tzw. czynnika uwalniającego hormon luteinizujący. Komórki nowotworu, zwłaszcza piersi, jajników i prostaty, zawierają ich więcej niż normalne.

Do tej pory starano się zablokować działanie czynnika. Zespół Minko zrobił coś przeciwnego. Przyłączył do czynnika uwalniającego hormon luteinizujący lek o nazwie kamptotecyna, który zabija komórki poprzez uniemożliwienie im odtwarzania się DNA.

U myszy skuteczność tej nowatorskiej metody okazała się 20 razy większa niż innych, donoszą badacze. Co więcej, większość kamptotecyny dotarła do komórek nowotworowych, prawie wcale nie szkodząc zdrowym organom, jak serce, płuca czy wątroba. Samice, którym podano lek, miały nie mniej potomstwa niż pozostałe.

Bool za Nature

Płuca do transplantacji

23 sierpnia 2005

Płuca do transplantacjiNaukowcy z Cesarskiego Koledżu w Londynie wykonali poważny krok na drodze do stworzenia ludzkich płuc. Udało im się sprawić, że komórki macierzyste pobrane z embrionu przemieniły się w dorosłe komórki tego organu.

Dokładnie otrzymali typ komórek stanowiący drobny nabłonek dróg oddechowych, pokrywający część płuc, w której pobierany jest z krwi tlen i oddawany do niej dwutlenek węgla. Profesor Stephen Spiro twierdzi, że do zbudowania płuc potrzeba jeszcze wielu innych rodzajów komórek, jednakże właśnie te są najważniejszym składnikiem narządu.

W przyszłości będzie zapewne możliwe stworzenie całych płuc za pomocą komórek macierzystych pobranych ze źródeł innych niż płód, jak np. szpik kostny. Pozwoli to uniknąć problemów etycznych. Takie organy będzie można wykorzystywać do ratujących życie transplantacji, będzie również możliwość leczenia zniszczonych fragmentów płuc przy pomocy sztucznie wyhodowanych komórek.

Więcej na stronie BBC News
Więcej na stronie Live Science

Bool za BBC News i Live Science

Hybrydowe komórki macierzyste

22 sierpnia 2005

Hybrydowe komórki macierzysteNaukowcy z Harvardu ogłosili, że udało im się połączyć laboratoryjnie wyhodowane komórki macierzyste ludzkiego embrionu z dorosłymi komórkami skóry, uzyskując nowe, hybrydowe komórki macierzyste. Uważają, że jest to sposób otrzymywania tych użytecznych komórek bez potrzeby tworzenia i niszczenia płodu specjalnie w tym celu.

Nauka zamierza wykorzystywać komórki macierzyste do leczenia chorób i obrażeń, ponieważ potrafią one stać się dowolnym rodzajem tkanki.

Naukowcy sądzą, że komórki macierzyste umieją przeprogramowywać chromosomy dorosłych komórek, z którymi się połączyły. Zamieniły bowiem komórki skóry w nowe macierzyste. Niestety w tej chwili otrzymane komórki hybrydowe mają podwójną ilość chromosomów, 92 zamiast 46, i póki co nie nadają się do zastosowań naukowo-medycznych. W tej chwili nie jest też znana metoda usunięcia niepożądanych chromosomów.

"Hybrydowe komórki mają tempo rozrostu, wygląd i kilka kluczowych właściwości genetycznych komórek embrionu ludzkiego ," mówią autorzy badania. "Ponadto zachowują się jak one - potrafią się zmieniać w trzy podstawowe rodzaje tkanek, jakie tworzą się w rozwijającym się embrionie."

Co najważniejsze, nowa metoda pozwoli ominąć etyczne kwestie związane z hodowaniem ludzkich płodów wyłącznie w celu pobierania z nich komórek. Niestety, z powodu znanych trudności miną lata, nim stosowanie tej techniki wejdzie w życie.

Więcej na stronie BBC News
Więcej na stronie Live Science

Bool za BBC News i Live Science

Komórki skórne płodu leczą ciężkie oparzenia

20 sierpnia 2005

OparzeniaNiewielka ilość komórek płodowych jest w stanie wyleczyć rany u młodych ofiar poparzeń - donoszą naukowcy szwajcarscy. Twierdzą, że ich nowa metoda może daje szybsze i pełniejsze wyzdrowienie niż tradycyjne przeszczepy skóry.

Źródło leczniczych komórek jest kontrowersyjne, ponieważ pobiera się je z usuwanych płodów.

Normalnie lekarze stosują przeszczep skóry w przypadkach oparzeń drugiego i trzeciego stopnia. W tej dwuczęściowej procedurze najpierw pobiera się fragment skóry z jednej części ciała, by następnie wszczepić go w miejsce rany. Nieraz udaje się to całkiem dobrze, lecz często zostaje blizna, a ponadto potrzeba miesięcy na wyleczenie oparzenia.

Wyjątkowe zdolności regeneracyjne płodów są już znane od dawna. Patrick Hohlfeld ze Szpitala Uniwersyteckiego w Lozannie, w Szwajcarii razem ze swym zespołem zbadał skuteczność komórek skórnych embrionów przy transplantacjach.

Hohlfeld oczekiwał, że pobrane z płodu komórki będą się nadawać do przeszczepienia. Wyglądało jednak na to, że przekazały one swoje zdolności regeneracyjne zniszczonej tkance, dzięki czemu potrafiła się ona sama wyleczyć. Zespół nie wie dokładnie, jak to się dzieje, ale Hohlfeld uważa, że podobnie byłoby u dorosłych, a także z innymi rodzajami ran. "Jeszcze tego nie testowaliśmy, ale nic nie wyklucza takiej możliwości," oznajmił.

Naukowcy pobrali komórki z płodu kobiety, która usunęła ciążę w czternastym tygodniu. Pozwolili im podzielić się w laboratorium, po czym zasadzili je na łożu kolagenowym (jest to proteina ważna dla elastyczności skóry), gdzie rosły jeszcze dwa dni. Tą techniką można z jednej biopsji uzyskać kilka milionów kawałków skóry o rozmiarze 100 cm kwadratowych do transplantacji.

Leczonych było osiem poparzonych osób w wieku od 14 miesięcy do 9 lat. Hohlfeld i jego współpracownicy umieścili maleńkie paski komórek na oparzelinach i całość pokryli gazą. Średnio ranz leczyły się przez 15 dni. "Pielęgniarki nie mogły się nadziwić, jak bardzo szybko to nastąpiło," powiedział Hohlfeld.

Inne metody kuracji podobnych oparzeń wymagają nawet do 6 miesięcy. Autorzy zaznaczają, że ich sposób jest nie tylko szybszy, ale i skuteczniejszy, bo przywraca pełną zdolność ruchową palcom czy dłoniom. Hohlfeld dodaje też, że pacjenci, oprócz posiadania z powrotem niemal idealnej skóry, nie musieli mieć jej przeszczepionej, czyli częściowo usuniętej, z innej części ciała.

Bool za Nature

Naukowcy stworzyli komórki nerwowe

20 sierpnia 2005

Komórki nerwoweNaukowcy z Uniwersytetów w Edynburgu i Mediolanie stworzyli pierwsze na świecie czyste macierzyste komórki nerwowe z komórek macierzystych ludzkiego embrionu. Mają nadzieję, że to odkrycie pomoże znaleźć sposób na leczenie chorób takich jak Parkinson i Alzheimer.

Celem badań jest właśnie stworzenie komórek, które będą mogły zostać użyte do budowy zastępczej tkanki dla cierpiących na te choroby.

Prawdopodobnie te sztucznie stworzone komórki umożliwią też badaczom testowanie skuteczności nowych rodzajów leków. Do tego zastosowania można zacząć wykorzystywać je dużo wcześniej.

Dr Steven Pollard powiedział: "To niezwykle ekscytujące z punktu widzenia leczenia chorób. Być może uda nam się stworzyć chorobę w zamknięciu. Jeśli to się powiedzie, będziemy w stanie lepiej ją poznać, a także testować leki."

Z kolei prof. Austin Smith, prowadzący badanie w Edynburgu, stwierdził: "Już w tej chwili rozmawiamy z firmami biotechnologicznymi i biofarmaceutycznymi na temat wzięcia tych komórek do systemów badania nowych leków. Być może stanie się to za 2 - 3 lata. Natomiast w kwestii użycia komórek do transplantacji sądzę, że mówimy o 5 - 10 latach, ponieważ to znacznie trudniejsze i wymaga więcej czasu."

Robert Meadowcroft ze Stowarzyszenia Choroby Parkinsona ucieszył się z nowin: "Czystość tych komórek z pewnością okaże się szczególnie przydatna w badaniu możliwości przeszczepiania i zastępowania zniszczonej tkanki." Chodzi o to, że już wcześniej otrzymywano komórki nerwowe, jednak były one zanieczyszczone i dla nauki bezużyteczne.

Natomiast Stowarzyszenie Alzheimera w odpowiedzi na wiadomość podkreśliło, jak dużym do tej pory problemem w walce z tym schorzeniem był brak umiejętności wyhodowania komórek nerwowych z macierzystych komórek ludzkich embrionów.

Jednakże są i krytycy mowiący, że używanie embrionów do naukowych badań jest nieetyczne.

Wcześniejszy artykuł o komórkach macierzystych

Bool za BBC News

Skóra dla robota - kolejne zmysły

17 sierpnia 2005

Skóra robotaJapońscy naukowcy stworzyli sztuczną skórę, dzięki której roboty będą mogły czuć podobnie jak ludzie. Jeden rodzaj potrafi odbierać ciśnienie, a inny temperaturę. Obydwie skóry są stosunkowo tanie, a w dodatku na tyle elastyczne, że można nimi pokryć palce robotów.

Co najciekawsze, zespół kierowany przez Takao Someya zdołał połączyć sieci sztucznych zmysłów temperatury i nacisku, tworząc skórę posiadającą równocześnie obie te właściwości.

Someya i jego współpracownicy z Uniwersytetu w Tokio użyli obwodów elektronicznych w roli sensorów ciśnienia, a jako receptory ciepła wykorzystali półprzewodniki. Umieścili te sensory w cienkiej plastikowej błonie, tworząc układ podobny do sieci.

Tranzystory używane i w obwodach, i w półprzewodnikach zawierają substancje organiczne na bazie łańcuchów atomów węgla. Dzięki temu są mechanicznie elastyczne i relatywnie niedrogie w produkcji.

"Obydwie te cechy są ważne. Materiał sprawia wrażenie potencjalnie wielofunkcyjnego," oznajmił dr Douglas Weibel z wydziału chemii i biologii chemicznej na Harvardzie. "Wprawdzie użyte materiały nie są całkowitym novum, ale ich połączenie wygląda na odkrycie."

Naukowcy tokijscy uważają, że efekt ich prac ma szansę poprawić skuteczność fukcjonowania robotów w realnym świecie. Dodają również, że imitowanie właściwości skóry to nie koniec: "W niedalekiej przyszłości będzie możliwe stworzenie sztucznej, elektronicznej skóry posiadającej funkcje, jakich ludzka nie ma." Będzie mogła być wyposażona w sensory światła, wilgotności, naprężenia, dźwięku.

Poprzedni artykuł o sztucznej skórze

Bool za BBC News

Nanorurki w kształcie Y - małe tranzystory

15 sierpnia 2005

NanorurkiMaleńkie rurki węglowe, uformowane w kształt litery Y, mają szansę zrewolucjonizować przemysł komputerowy.

Nowe badanie pokazało, że nanorurki o kształcie Y można łatwo wyprodukować i są one wyjątkowo wydajnymi elektronicznymi tranzystorami, czyli przełącznikami używanymi do kontrolowania przepływu elektronów przez obwody komputera.

Tranzystory te mają rozmiar kilkuset nanometrów, są więc około 100 razy mniejsze niż ich odpowiedniki w mikroprocesorach dzisiejszych komputerów. Dzięki temu będzie można stworzyć mikrochipy o kilka rzędów wielkości szybsze i jednocześnie nie większe niż obecnie używane.

Więcej na stronie New Scientist
Więcej na stronie Nature

Bool za New Scientist

Przełom w poszukiwaniach leku na HIV

14 sierpnia 2005

Tani lek okazał się obiecująco skuteczny w niszczeniu ukrytych zarazków HIV u trzech osób od dawna zarażonych wirusem.

Wprawdzie istnieje już tzw. 'wysoce aktywna terapia antyretrowirusowa' (HAART), metoda powstrzymywania HIV przy pomocy kombinacji leków, jednak powoduje ona jedynie przejście wirusa do stanu utajenia.

Nowy sposób, opracowany przez Davida Margolisa i jego współpracowników z Uniwersytetu Północnej Karoliny w Chapel Hill, zabija wirusa w miejscach jego ukrycia.

Czterem pacjentom, leczonym od długiego czasu metodą HAART, podawano przez 4 do 6 tygodni lek o nazwie enfurvitide w celu zwiększenia skuteczności terapii. Następnie zaaplikowano im dwa razy dziennie przez 3 miesiące kwas walproinowy, zwykle stosowany w przypadkach epilepsji. Lek ten hamuje enzym, który pomaga HIV trwać w uśpieniu.

U trzech spośród czterech badanych osób poziom utajonego wirusa spadł o 75%.

"Nasze odkrycie sugeruje, że da się wytępić HIV," mówi Margolis. "Wyniki, choć nie ostateczne, wkazują na możliwość całkowitego wyleczenia w przyszłości."

Jean-Pierre Routy z Centrum Zdrowia na Uniwersytecie McGill w Montrealu twierdzi, że wprawdzie to badanie jest zaledwie wstępem do zagadnienia, ale wyniki zasługują na dalsze studiowanie: "To pierwszy przebłysk nowego podejścia do problemu terapii HIV. Być może dzięki niemu zarażenie tym wirusem przestanie być nieuleczalną chorobą."

Bool za New Scientist

Co 25. tatuś nie jest prawdziwym ojcem

13 sierpnia 2005

TatuśOkoło 4% mężczyzn, nic o tym nie wiedząc, może wychowywać nieswoje dziecko - przypuszczają naukowcy po ostatnich badaniach. Dzięki nowoczesnym metodom prawda będzie coraz częściej wychodzić na jaw.

Badacze przekopali się przez naukowe artykuły z całego świata od roku 1950 do 2004. Zauważyli, że tzw. "stopień niezgodności ojcostwa" waha się od 1 do 30% w różnych opracowaniach. Większość sądzi, że nie przekracza on 10%. Autorzy badania i artykułu w Journal of Epidemiology and Community Health zakładają, że wartość tego wskaźnika wynosi 4%.

Rzeczywisty odsetek poznamy dokładniej, gdy ludzie będą wykonywać badania DNA i genetyczne, mówią naukowcy. Zauważają bowiem, że w Stanach Zjednoczonych ilość przeprowadzonych testów na ojcostwo wzrosła ponad dwukrotnie między rokiem 1991 a 2001.

Jednocześnie są i inne badania, które mogą przy okazji odkryć, czy dziecko jest biologicznym potomkiem swego taty. Testy DNA są coraz częstsze w sądach, szpitalach i klinikach. Prawdopodobnie najwięcej będzie się ich wykonywać w celach określenia szansy na wystąpienie chorób dziedzicznych.

Według naukowców zapotrzebowanie na usługi związane ze zmniejszeniem niezgodności ojcostwa będzie rosnąć. Autorzy napisali: "W społeczeństwie, w którym genetyka ma coraz większy wpływ na decyzje związane z życiem i zdrowiem, nie można zignorować tego problemu."

Bool za New Scientist

Erotyka i przemoc mącą uwagę

13 sierpnia 2005

ErotykaLudzie nie dostrzegają tego, co widzą bezpośrednio po obrazach erotycznych lub brutalnych, mowią wyniki nowego badania. Naukowcy nazwali ten efekt "zagapieniem percepcji".

"Zaobserwowaliśmy, że ludzie nie rejestrują wrażeń wzrokowych odbieranych w ciągu 0,2 sekundy od obrazów silnie wpływających na emocje. Tymczasem po obrazach neutralnych udaje się to bez większego problemu," powiedział David Zald, psycholog z Uniwersytetu Vanderbilta.

Efekt, wg Zalda i jego współpracowników, jest podobny do zagapienia się na autostradzie. Mózg każe obserwować drogę przed sobą, ale emocje zmuszają do patrzenia na wypadek mający miejsce na poboczu.

Badani otrzymali kupkę zdjęć z przyjemnymi widokami: krajobrazami, architekturą. Polecono im odnaleźć wśród nich konkretną fotografię. Kilka pozycji przed celem zawsze umieszczano obraz o przeciwnej, negatywnej treści. Im bliżej znajdował się on szukanej fotografii, tym trudniej badanym było ją odnaleźć. W kolejnej próbie zastąpiono obrazy przemocy fotkami erotycznymi. Skutek był ten sam.

"To oznacza, że obrazy silnie działające na emocje zakłócają uwagę w podobny sposób, niezależnie od tego, czy mają na odbiorcę pozytywny, czy też negatywny wpływ," oznajmił Steven Most z Yale.

Naukowcy sądzą, że nie da się tego opanować. "Uważamy, że istnieje wąskie gardło przetwarzania informacji. W przypadku, gdy określone bodźce pochłaniają uwagę, blokują to gardło i najbliższe dane się nie przedostają do mózgu," stwierdził Zald.

Zald przestrzega, że tak samo jak z zagapieniem się na drodze: "Jeśli prowadzisz auto i widzisz na billboardzie coś o wyraźnie seksualnej treści, przyciągnie to twą uwagę i przez ułamek sekundy będziesz mieć trudności z percepcją tego, co dzieje się dookoła."

Bool za Live Science

Start marsjańskiej sondy opóźniony

10 sierpnia 2005

SondaProblemy z rakietą nośną zmusiły NASA do odłożenia momentu wysłania sondy na Mars o co najmniej jeden dzień. Po odkryciu problemu z rakietą Atlas V przesunięto datę startu Marsjańskiego Orbitującego Zwiadowcy na czwartek.

Sonda poszuka dogodnych miejsc lądowania dla przyszłych misji i zbada historię wody na czerwonej planecie. Celem naukowców jest określenie, czy na Marsie istniało kiedyś życie. Uważa się, że nie może ono powstać bez wody, dlatego Zwiadowca będzie kamerami i spektrometrami szukał związanych z nią charakterystycznych kształtów na powierzchni, a radarem - podziemnych zbiorników wodnych.

Ten nowy marsjański orbiter kosztował 500 mln dolarów. Wg zapowiedzi NASA wyleci z centrum kosmicznego na przylądku Canaveral w czwartek pomiędzy 7:35 i 9:50 czasu lokalnego. Na orbitę planety ma wejść w marcu 2006r.

Więcej na stronie BBC News

Bool za BBC News

Robot ratuje okręt podwodny

10 sierpnia 2005

Siedmiu rosyjskich marynarzy z okrętu podwodnego zostało cudem uratowanych przez małego robota. Spędzili pod wodą 76 godzin, uwięzieni w mroźnej pułapce, z szybko kończącym się zapasem tlenu.

Łódź podwodna Priz AS-28, która sama jest jednostką ratunkową, zaplątała się w podmorskie przewody oraz rybackie sieci na głębokości 190m, w odległości 100km od wybrzeża Kamczatki.

Przed przybyciem brytyjskiego robota ratunkowego rosyjskie statki nadaremnie próbowały uwolnić okręt, wiążąc kable pod nim. W celu zaoszczędzenia energii oraz tlenu załoga Priza wyłączyła moc, założyła skafandry izolacyjne i zebrała się w jednym pomieszczeniu, oddychając tak lekko, jak to tylko mozliwe.

W niedzielę, około 3:26 czasu Greenwich, kiedy marynarzom zostało powietrza już tylko na godzinę, podwodny robot zdołał rozciąć tyle sieci, że łódż nareszcie wydostała się z pułapki. Dotarła na powierzchnię w ciągu 3 minut. Załoga wyszła z tarapatów zszokowana, lecz bez szwanku.

"Najtrudniejszą sprawą była nieustanna świadomość upływającego czasu," powiedział po misji Peter Nuttall, członek obsługi robota. "Gdyby coś nam się zepsuło z jakiegokolwiek powodu, byłoby po wszystkim."

Zdalnie sterowana podwodna jednostka należy do brytyjskiego ministerstwa obrony, lecz jej operatorzy pracują dla Rumic Ltd. To właśnie oni najszybciej dotarli na miejsce wypadku po tym, jak rosyjski rząd w czwartek wysłał międzynarodowy apel o pomoc.

Rosyjski minister obrony, Siergiej Iwanow, który witał uratowanych marynarzy w porcie w Pietropawłowsku, pochwalił zespół robota. "Widzieliśmy w czynach, nie słowach, czym jest i co znaczy morska brać," powiedział dziennikarzom.

"Super Skorpion" jest jednostką sterowaną przez kabel, którymłączy się ze statkiem na powierzchni. Robot ma długość 2,7m, szerokość 1,7m, może się zanurzać na głębokość maksymalnie 900m. Z przodu ma parę ruchomych ramion z mechanicznymi nożycami zdolnymi przeciąć stalowe przewody o grubości do 7cm.

Bool za New Scientist

...i szczęśliwie wylądował!

9 sierpnia 2005

Discovery #1Kosmiczny wahadłowiec Discovery wylądował w Bazie Sił Powietrznych Edwards w Kalifornii o 8:12 czasu amerykańskiego. Tym samym zakończył swą czternastodniową misję usługową na rzecz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Discovery osiadł na ziemi w bazie kalifornijskiej, ponieważ pogoda na Florydzie, pomimo 24 godzin oczekiwania, nadal była zła. Stamtąd zostanie przewieziony na Florydę przez Boeinga 747. Kierownik startów NASA, Mike Leinbach, mówi, że nie opóźni to startu Atlantis, dla którego Discovery będzie statkiem ratunkowym.

Discovery #2Udane lądowanie było olbrzymią ulgą dla wszystkich. "Dziś uczciliśmy pamięć załogi Kolumbii. Doprowadziliśmy Discovery bezpiecznie do domu. To wielki dzień," oznajmił Bill Parsons, kierownik programu lotów kosmicznych.

W trakcie tych 14 dni wahadłowiec przeleciał 9,3 mln km, przekazał zaopatrzenie ISS, a astronauci wykonali wpierw próbną, a następnie właściwą naprawę osłony termicznej w otwartej przestrzeni. W sumie odbyli trzy kosmiczne spacery.

Powołano też zespół badawczy dla odnalezienia przyczyny i rozwiązania problemu odpadających fragmentów pianki izolującej, co doprowadziło do katastrofy Kolumbii i miało miejsce również podczas startu Discovery. Naukowcy jeszcze w tym tygodniu mają przedstawić pierwsze wyniki.

Bool za New Scientist

Lądowanie Discovery przesunięte o dzień

8 sierpnia 2005

LądowanieWahadłowiec Discovery nie podejdzie do lądowania dzisiaj, w poniedziałek, z powodu warstwy chmur, z których może spaść deszcz. Termin został przeniesiony o jeden dzień, na wtorek, godzinę 5:07 czasu US. Lądowanie odbędzie się prawdopodobnie w Centrum Kosmicznym Kennedy'ego na Florydzie.

W sobotę 6 sierpnia Discovery odłączył się od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, do której był zadokowany przez 9 dni.

W poniedziałek miał wejść w atmosferę i wylądować, zależnie od warunków, na florydzkim lotnisku Centrum Kennedy'ego lub w Bazie Sił Powietrznych Edwards w Kalifornii. Jednakże ze względu na złe warunki pogodowe, dowództwo podjęło decyzję o przełożeniu lądowania o 24 godziny.

W trakcie prób dokonywanych w poniedziałek w Bazie na Florydzie zauważono kłąb chmur na wysokości 300m ponad pasem startowym, wyznaczono też, jaka będzie pogoda w chwili podejścia wahadłowca do lądowania. Dlatego dyrektor lotów, Leroy Cain, zdecydował, że należy je przełożyć.
Przez całą noc było wilgotno.

Deszcz przeszkadza w lądowaniu, ponieważ wilgoć uszkadza płytki osłony termicznej. Nie zagraża to naturalnie statkowi, który miałby już za sobą wejście w atmosferę, jednakże wymagałby napraw przed kolejną misją.

Prognoza pogody na wtorek na Florydzie także przewiduje możliwość deszczu. Jeśli się to sprawdzi, Discovery będzie zmuszony lądować w Edwards lub nawet w Nowym Meksyku. NASA woli jednak tego uniknąć ze względu na koszty - transport pochłonąłby miliony dolarów.

Teoretycznie wahadłowiec może pozostać w przestrzeni do środy, jednakże to skrajny przypadek, ponieważ wtedy Discovery musiałby lądować nie zważając na warunki. Dlatego też jest raczej pewne, że osiądzie jutro.

W atmosferze będą asystować mu dwa samoloty WB-57. Discovery nie będzie przelatywał nad obszarami o dużej gęstości zaludnienia, by nie stwarzać niepotrzebnego zagrożenia przez odpadające od statku fragmenty. Jeśli wyląduje w bazie na Florydzie, przeleci wpierw nad Ameryką Środkową, Zatoką Meksykańską i Kubą. Natomiast w przypadku lądowania w Kalifornii przelatywałby w prostej linii nad Los Angeles, więc kontrola naziemna wyznaczyła nieco inny kurs.

W piątek 5 sierpnia szef NASA, Mike Griffin, ogłosił, że kolejny kosmiczny wahadłowiec, Atlantis, wystartuje najwcześniej 22 września, nie dziewiątego, jak wcześniej planowano. Odbędzie się to tylko pod warunkiem, że NASA odkryje, co spowodowało odpadanie fragmentów pianki izolującej z zewnętrznego zbiornika paliwa Discovery podczas jego startu. To samo doprowadziło do zniszczenia Kolumbii i śmierci jej załogi. Podjęto po tym zdarzeniu poważne prace nad rozwiązaniem problemu, aby nie groził już Discovery. Jak widać, nie do końca skuteczne...

Bool za New Scientist

Recenzja - "Nonzero. Logika ludzkiego przeznaczenia"

8 sierpnia 2005

NonzeroTemat ludzkiego przeznaczenia. Można go podjąć w taki czy inny sposób, patrząc na zagadnienie przez pryzmat naszego miejsca w kosmosie albo tego, co człowiek wyprawia na swojej rodzimej planecie. Da się to wreszcie zrobić dobrze i źle.

W przypadku tej pozycji wyszło chyba to drugie, ale gusta są różne. Zapraszam do lektury książki Roberta Wrighta. Znajdziesz ją tutaj.

Greg K1ler

Ponad głowami - "W cztery strony świata"

8 sierpnia 2005

World WindCóż lepiej pasuje do działu "Ponad głowami" niż artykuł na temat Amerykańskiej Agencji Kosmicznej? A gdy dodam do tego jeszcze słowa kluczowe: program, mapa, satelita, Ziemia? Szanowni Państwo. Przedstawiam program komputerowy "NASA World Wind" - darmowy graficzny interfejs pozwalający na oglądanie zdjęć satelitarnych Ziemi pobieranych wprost z serwerów NASA.

Do interesującej zabawy zaprasza Dawid "rumcajss" Żyliński. Czytaj tutaj.

GNP

Moc całej Ziemi do zniszczenia puszki

5 sierpnia 2005

Na rządowym Terenie Testów w Nevadzie w zeszłym tygodniu naukowcy wygenerowali impuls elektryczny o mocy czterokrotnie większej od elektryczności całej Ziemi. Trwał on kilka milionowych sekundy.

Żałujcie, że nie widzieliście tej aluminiowej puszki.

650-tonowy Generator Impulsów Atlas wyładował prawie 19 milionów amperów przez aluminiowy przedmiot przypominający puszkę na śledzie. Oficjalnie podano, że "prąd spowodował implozję z olbrzymią prędkością i o niezrównanej symetrii, dokładności oraz powtarzalności."

Oznacza to, że wszystko poszło zgodnie z planem. Jest to o tyle ważne, że urządzenie ma pomagać naukowcom w zrozumieniu tego, co zachodzi podczas wybuchu nuklearnego.

"Tak dokładne dane są potrzebne do weryfikacji skomplikowanych kodów komputerowych, używanych przez naukowców do certyfikowania amerykańskich broni atomowych w sytuacji, gdy nie przeprowadza się podziemnych testów," podali w oficjalnym oświadczeniu członkowie Administracji Narodowego Bezpieczeństwa Nuklearnego.

Podczas testu puszka została rozpędzona do 43.000km/h. Ciśnienie było takiego rzędu jak w jądrze Ziemi, gdzie topi się żelazo.

Atlas to śpiący olbrzym. Powoli gromadzi energię, by następnie uwolnić ją w oka mgnieniu. Projekt Atlas rozpoczęto w 1993r. Maszynę zbudowano w Narodowym Laboratorium w Los Alamos, a następnie przeniesiono ją na Teren Testów w Nevadzie. Produkcja kosztowała 48 milionów dolarów, a transport 20,4 miliona. Rocznie użytkowanie Atlasa pochłania 6 milionów dolarów, a każdy eksperyment, jak np. zniszczenie puszki, dodatkowy milion.

Bool za Live Science

Discovery może bezpiecznie wracać, nie będzie czwartego spaceru kosmicznego

5 sierpnia 2005

PowrótAstronauci nie wyjdą po raz czwarty na przestrzenny spacer. Mieliby naprawić rozerwaną pokrywę termiczną wahadłowca, jednakże zarząd NASA zdecydował wczoraj, że nie będzie to konieczne. Uszkodzenie zostało uznane za nie stanowiące zagrożenia podczas wejścia Discovery w atmosferę.

Inżynierowie martwili się, że element może się całkiem oderwać, a jego fragmenty uderzyć w wahadłowiec, czyniąc niebezpieczne zniszczenia. Jednakże łącznościowiec Julie Payette przekazała 4 sierpnia załodze: "Ostatnia analiza wykazała, że odłamki nie będą stanowić problemu. Do tego samego wniosku doszliśmy po teście w tunelu aerodynamicznym."

Zgodnie z wynikami analiz, nawet jeśli pokrywa oderwie się w najbardziej krytycznym momencie wchodzenia w atmosferę, szansa na uderzenie w tylne części statku wynosi 1,5%. A jeśli już trafiłaby i wybiła dziurę wielkości 2 metrów, Discovery i tak będzie w stanie wykonać kontrolowane lądowanie.

Natomiast w Centrum Badawczym NASA Ames w Mountain View, Kalifornia, naukowcy umieścili testową uszkodzoną pokrywę w tunelu aerodynamicznym, by zobaczyć, jak się zachowa. Podczas symulacji małe kawałki poodrywały się, lecz większość pozostała na miejscu. Wyniki potwierdziły więc wnioski NASA z wcześniejszej analizy.

Bool za New Scientist

Załoga Discovery trzykrotnie w otwartej przestrzeni

4 sierpnia 2005

Spacer #1W poniedziałek 1 sierpnia astronauci Steve Robinson i Soichi Noguchi wymienili zepsuty żyroskop na Stacji Kosmicznej. W środę 3 sierpnia zaś Robinson przeszedł po raz pierwszy pod Discovery i naprawił osłonę termiczną wahadłowca. Było to drugie i trzecie wyjście załogi Discovery w otwartą przestrzeń, po wcześniejszej próbnej reperacji osłony.

Cztery żyroskopy kręcą się z szybkością 6600 obrotów na minutę i utrzymują stację w odpowiednim położeniu. Przynajmniej dwa muszą w tym celu działać. Obecnie na Stacji sprawne są trzy. Jeden z nich zepsuł się już ponad 3 lata temu i właśnie został naprawiony.

Spacer #2Niektóre z żyroskopów miały problemy z dopływem prądu i podczas pierwszego spaceru kosmicznego Noguchi i Robinson przepięli zasilanie w drugim z nie działających urządzeń. Natomiast trzecie miało za duże wibracje od czasu zadokowania Discovery. Ponieważ prowadziły one sporadycznie do kompletnego chaosu w działaniu układu, NASA zdecydowała o wyłączeniu żyroskopu. W poniedziałek Astronauci zastąpili go nowym urządzeniem, a zepsute wezmą na Ziemię do analizy.

Operacja wymiany zabrała większość z 7 godzin 14 minut zaplanowanych dla tego pobytu w przestrzeni. W tym czasie Noguchi, przymocowany do ramienia-robota stacji, zaciągnął 270-kilogramowy żyroskop do miejsca instalacji, w które także 'przypełzł' Robinson. Następnie każde z urządzeń zostało odkręcone od podstawy i ostrożnie przeniesione w nowe miejsce.

Spacer #3Dwa dni później, przy pomocy tego samego ramienia z ISS, którym sterowali Wendy Lawrence i Jim Kelly ze stacji, Steve Robinson jako pierwszy człowiek w historii znalazł się w próżni pod statkiem kosmicznym. Jego celem było naprawienie osłon termicznych wahadłowca. Bez problemu wyciągnął dwa wypełniacze przerw wystające spomiędzy płytek osłony.

Następnie, ciągle będąc pod Discovery, wykonał kilka zdjęć płytek. Miał przy sobie także kleszcze, piłkę do metalu i nożyce na wypadek gdyby wypełniacze nie dawały się wyciągnąć dłońmi. Elementy te najprawdopodobniej poluzowały się podczas startu wahadłowca. Służą one do zapobiegania uderzaniu o siebie i niszczeniu płytek osłony.

Zdjęcia były potrzebne NASA do sprawdzenia, czy w trakcie wejścia w atmosferę nie będzie żadnych wypukłości, które wpłynęłyby negatywnie na ruch powietrza wokół statku. Mogłoby to doprowadzić do turbulencji zwiększających temperaturę nawet do wartości powyżej dopuszczalnej normy, czego osłony już nie wytrzymałyby.

Spacer #4Dzięki zdjęciom dostrzeżono uszkodzenie pokrywy termicznej Discovery w pobliżu lewego okna. Na czwartek NASA zaplanowała podjęcie decyzji, czy rozerwany fragment nie będzie stanowić zagrożenia podczas wchodzenia w atmosferę. Być może będzie wymagać naprawy, czyli kolejnego spaceru w przestrzeni.

Spodnia część wahadłowca pokryta jest płytkami ceramicznymi i wzmocnionymi panelami węglowo-węglowymi dla ochrony przed ekstremalnymi temperaturami, natomiast górę częściowo osłaniają pokrywy termiczne, mogące wytrzymać do 370°C.

Uszkodzona pokrywa jest ostatnim elementem osłon cieplnych, który wymaga sprawdzenia, wszystkie inne przeszły już kontrolę. Podobna szkoda stała się przyczyną tragedii Kolumbii. Inżynierowie martwią się, że element może się całkiem oderwać. Nie groziłoby to raczej osłabieniem osłon skutkującym przegrzaniem statku, lecz groźnymi zniszczeniami spowodowanymi uderzeniem fragmentu w ogon lub System Manewrowania Orbitalnego umieszczony w tyle.

Pokrywy termiczne ulegały postrzępieniu w pierwszych lotach wahadłowców, więc NASA dołożyła im ceramiczne okrycie, które zdawało się wystarczające. Same pokrywy są wypełnione watą z krzemionki i powlekane też krzemionką.

Więcej o drugim 1 2 3,
trzecim 1 2
i możliwym czwartym spacerze kosmicznym

Bool za New Scientist

Recenzja - "Pan Tompkins w Krainie Czarów"

4 sierpnia 2005

TompkinsPrzyjęło się już powszechnie, iż najważniejsze są celne porównania. A dlaczegóż by nie zestawić nudnego skądinąd materiału z przedziwnymi sytuacjami, postaciami, które na długo wbiją się czytelnikowi do głowy? Tą właśnie ścieżką poszedł George Gamow - autor niepokorny, samokrytyczny i niezwykle w tej materii utalentowany.

O przedziwnej książce George'a Gamowa opowiada niżej podpisany. Recenzję znajdziesz tutaj.

Greg K1ler

Metan na Marsie

2 sierpnia 2005

Metan na MarsieByć może marsjański metan jest wytwarzany 3000 razy szybciej niż do tej pory sądzono. Zaskakujące wyniki nowej obserwacji sugerują możliwość niszczenia go w pyłowych burzach.

Badanie to z pewnością wskrzesi dyskusję na temat biologicznego żródła gazu. Jednocześnie inny zespół donosi, że odpowiedzialne zań jest nie życie, a zjawiska wulkaniczne zachodzące pod powierzchnią planety.

Uważa się, że światło słoneczne niszczy metan w marsjańskiej atmosferze od 300 lat. Ilość gazu ostatnio zanotowana przez urządzenia umieszczone w przestrzeni i na powierzchni Marsa wskazuje, że jest on aktywnie odtwarzany przez procesy geologiczne i być może żyjące mikroby.

Zagadka pogłębiła się, gdy badacze odkryli metan skupiony w pewnych obszarach Marsa. Jest to ciekawe, ponieważ tamtejsze prądy atmosferyczne powinny w ciągu tygodni lub miesięcy rozprowadzić go równomiernie po całej planecie. Obecnie zespół pod kierownictwem Michaela Mumma z Centrum Lotów Kosmicznych NASA im. Goddarda w Greenbelt, Maryland, odkrył kolejny dowód fenomenu. Przy pomocy podczerownych teleskopów dostrzegli na Marsie duże koncentracje metanu, wahające się od zera do ponad 250/miliard jednostek.

Tak wielkie różnice każą przypuszczać, że coś musi niszczyć metan, zanim zdąży się on wymieszać w atmosferze, twierdzi Mumma. A jeśli niszczony jest w miesiąc, to znaczy, że musi być odtwarzany 3000 razy szybciej niż do tej pory sądzono: "Wymaga to dużo większego tempa [regeneracji gazu], lecz uważam, że jest jeszcze za wcześnie, by wysnuwać wnioski o biologicznym źródle metanu," oznajmił Mumma. Przedstawi on wyniki na sympozjum nauk planetarnych w Cambridge we wrześniu 2005 r.

Poza tym wciąż pozostaje pytanie, co, oprócz światła słonecznego, niszczy metan. Być może odpowiedź znaleźli Sushil Atreya z Uniwersitetu Michigan w Ann Arbor i jego współpracownicy, którzy także będą prezentować swoją pracę na tym zjeździe. Twierdzą oni, że cząstki pyłu, zderzając się ze sobą w czasie pyłowych burz, łądują się. Wytwarza się spore pole elektryczne, które napędza elektrony tak, że rozbijają cząsteczki wody w atmosferze. Uwolniony tym sposobem tlen spala cząsteczki metanu.

Jim Lyons, planetolog z Uniwersytetu Kalifornii w Los Angeles, powiedział: "Moim zdaniem aktywność pyłów jest za mała, by stwarzać dostatecznie duże pola elektryczne, ale to chyba najlepszy pomysł na wyjaśnienie niszczenia metanu w atmosferze". Mumma wyraża się podobnie na ten temat.

Lyons powątpiewa jednak ogólnie w metan na Marsie, a przynajmniej w tak dużych ilościach. Jego zespół opublikował dane wyjaśniające obecność gazu przyczynami geologicznymi.

Najnowsze zdjęcia Marsa ukazują pozbawione kraterów powierzchnie, które mogły być pokryte lawą przez ostatnie 2 miliony lat. Wg Lyonsa może to oznaczać, że pod powierzchnią wciąż znajduje się płynna magma. On i jego współpracownicy sądzą, że topi ona lód i nasyca wodę dwutlenkiem węgla. Gdy woda się ochładza, uwalnia metan, który przedostaje się do atmosfery.

Lyons uważa, że skupisko podpowierzchniowej magmy szerokości 1km może dać 10/miliard jednostek metanu, a większe mogło odpowiadać za wartości zanotowane przez Mummę.

Temperatura na Marsie

Bool za New Scientist

Zabójcze promieniowanie w kosmosie

2 sierpnia 2005

Radiacja wchłonięta podczas wyprawy na Mars i z powrotem może zabić podróżujących, ostrzegają eksperci. Astronauci w trakcie ponaddwuletniej misji byliby wystawieni na taką dawkę promieniowania, że co dziesiąty umarłby na raka.

Wg wyników badań amerykańskiej Federalnej Administracji Lotnictwa, załoga każdej misji na Mars będzie mieć również zwiększone ryzyko schorzeń wzroku i utraty płodności oraz genetycznych wad u swych dzieci.

Promienie kosmiczne, pochodzące z odległej przestrzeni i rozbłysków słonecznych, są obecnie uznawane za czynnik ograniczający podróże w przestrzeni. "Rozwiązanie problemu silnej radiacji w tamtejszym otoczeniu nie będzie łatwe" twierdzi Keran O'Brien, fizyk kosmiczny z Uniwersytetu Północnej Arizony.

"Być może dałoby się zbudować na księżycu potężną osłonę, która zmiejszałaby ilość promieniowania docierającego do statków, a wraz z nią wszelakie wynikające zeń zagrożenia," powiedział O'Brien. Jednakże uważa on, że nawet wtedy ludzie nie mogliby podrożować w przestrzeni na odległość większą niż 75.000km. Tak więc możliwe byłoby podróżowanie na Mars lub Wenus, lecz do Jowisza lub Saturna już nie.

Więcej na stronie New Scientist

Bool za New Scientist



blog comments powered by Disqus