Archiwum newsów - lipiec 2005

Autor: Greg K1ler

Discovery zaopatruje kosmiczną stację

31 lipca 2005

Discovery #1Astronauci wahadłowca Discovery wyładowują tony sprzętu i zapasów dla załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Mają w planie dostarczenie stacji 15 ton ładunku złożonego w specjalnej jednostce. Przenoszą także m.in. komputery, artykuły biurowe, jedzenie i wodę z Discovery.

Operacja stała się pilną po decyzji NASA o uziemieniu całej floty po tej misji. Amerykańska agencja kosmiczna przedłużyła jej czas o 1 dzień, by umożliwić rozładunek. Lądowanie wahadłowca ma nastąpić 8 sierpnia.

Obecna misja Discovery jest pierwszą wyprawą do ISS od roku 2002 oraz pierwszym lotem kosmicznym od czasu katastrofy promu Kolumbia.

W zeszłym tygodniu, po obejrzeniu zapisów przedstawiających oderwanie się pianki izolującej na zewnętrznym zbiorniku paliwa podczas startu Discovery z Florydy, NASA zapowiedziała, że ponownie wstrzyma loty.

Taka odrywająca się ze zbiornika paliwa pianka uznawana jest za przyczynę zniszczeń, które doprowadziły do wybuchu Kolumbii i śmierci jej siedmioosobowej załogi podczas wejścia w atmosferę w lutym 2003. Absolutnie sytuacja taka miała się już nie powtórzyć, zwłaszcza że NASA nad rozwiązaniem problemu pracowała 2,5 roku i wydała nań miliard dolarów.

Podczas startu Discovery doznał niewielkich zniszczeń płytek ochronnych z powodu fruwającego gruzu, ale NASA zapewnia, że to drobiazg.

Nad rozładunkiem włoskiej jednostki zaopatrzeniowej astronauci Discovery współpracują z załogą stacji, Siergiejem Krikalewem i Johnem Phillipsem. Później ładownia jednostki wypełniona zostanie 13 tonami kosmicznego złomu, jaki nazbierał się na stacji od ostatniego połączenia z wahadłowcem w listopadzie 2002.

Podczas przerwy w lotach wahadłowców zaopatrzeniem stacji zajmowały się rosyjskie statki, lecz nie są one w stanie pomieścić tak dużej ilości ładunku ani przewozić wielkich modułów, z których na miejscu składa się niedokończoną wciąż ISS.

Discovery #2Astronauci Discovery, Steve Robinson i Soichi Noguchi, przez niemal 7 godzin znajdowali się w otwartej przestrzeni, testując technikę naprawy osłony termicznej, której uszkodzenie zakończyło się zniszczeniem Kolumbii. Test odbywał się nie na samym statku, lecz na płytce specjalnie w tym celu wyniesionej w przestrzeń. Przy okazji przeprowadzili pewne zaległe naprawy stacji kosmicznej - przywrócili zasilanie żyroskopu i wstawili nową antenę pozycjonującą w miejsce uszkodzonej.

Robinson i Noguchi mają znów wyjść w przestrzeń w poniedziałek.

Bool za BBC News

Dwa nowe obiekty w Układzie Słonecznym

30 lipca 2005

W czwartek odkryto prawdopodobnie największą planetoidę w Pasie Kuipera* wraz z krążącym wokół niej księżycem. Natomiast w piątek stwierdzono obecność dziesiątej planety Układu Słonecznego.

Planetoidę odkrył Jose-Luis Ortiz, astronom z Obserwatorium Sierra Nevada w Hiszpanii, i jego zespół podczas powtórnej analizy obserwacji wykonanych w roku 2003. Tymczasowo oznaczono ją 2003 EL61. Należy ona do Pasa Kuipera i orbituje w średniej odległości 51 AU** od Słońca.

Według pierwszych obserwacji, przy założeniu, że jest obiektem słabo odbijającym światło, wyznaczono jej średnicę na dwukrotnie większą od Plutona. Jednakże weryfikacja jednym z najsilniejszych teleskopów przyniosła inne wyniki: około 70% średnicy Plutona (czyli ok. 1600km) i 32% jego masy. To i tak czyni tą planetoidę większą niż Sedna, dotychczas najdalszy znany obiekt w Pasie Kuipera (91 AU).

Ponadto okazało się, że 2003 EL61 ma własny, malutki księżyc. Jego masa to zaledwie 1% masy okrążanego przezeń obiektu. Czas orbitowania tego księżyca wynosi 49 dni.

Astronomowie odkryli również dziesiątą planetę w Układzie Słonecznym. Została tymczasowo oznaczona 2003 UB313 i jest większa od Plutona. Znajduje się zaś prawie trzykrotnie dalej niż on od Słońca, bo w odległości aż 97 AU. Jest najdalszym znanym ciałem Układu Słonecznego.

Podobnie jak Pluton, 2003 UB313 pokryta jest metanowym lodem, temperatura na powierzchni wynosi 30K.

Po raz pierwszy zanotowano ją w 2003r., lecz dopiero w 2005r. Mike Brown, astronom z Caltech, który ogłosił odkrycie, uświadomił sobie, że jest tak odległa, iż przy obserwowanej jasności musi być bardzo wielka. Obliczono, że była wtedy blisko najdalszego punktu swej 560-letniej orbity. Za 280 lat znajdzie się zaledwie 36 AU od Słońca.

Choć znana jest jasność planety, aby obliczyć jej masę, trzeba wiedzieć, jaki procent padającego światła ona odbija. Póki co jest na to zbyt ciemna i zimna. Brown wyliczył, że musi odbijać od 50 do 100% światła i tym samym mieć promień większy niż Pluton (2300km) oraz mniejszy od 3000km.

*) Pas Kuipera to region o kształcie dysku rozciągający się od orbity Neptuna w odległości od około 30 do 100 AU od Słońca, zawierający wiele małych lodowych ciał.
**) AU = jednostka astronomiczna, 1 AU równa się odległości Ziemi od Słońca.

Więcej o planetodzie 1 2
Więcej o dziesiątej planecie

Bool za New Scientist

Bombowe odkrycie w walce z rakiem

30 lipca 2005

Naukowcy stworzyli lek na raka, który zabija go z biegłością Bonda. Dostaje się do zrakowaciałej komórki, zamyka wyjście, odcina dopływ krwi i detonuje chemoterapeutyczną bombę. Wszystko to odbywa się bez uszkodzenia zdrowych komórek.

Testy wykazały, że ów zręczny medykament bezpiecznie leczył raka i przedłużał życie u myszy.

"Głównymi problemami chemioterapii są: jej toksyczność dla zdrowych komórek oraz odporność tych zrakowaciałych," oznajmił Ram Sasisekharan z Wydziału Inżynierii Biologicznej MIT, będący jednocześnie szefem zespołu badawczego.

W tej nowej technice używane są nanocząstki i tworzą one tzw. 'zamknięcie naczyń'. "Gdy już drogi są odcięte, nanocząstki są wewnątrz chorych komórek i można uwolnić agenta chemioterapii," powiedział Sasisekharan. "Wtedy komórki te obumierają."

Naukowcy zaprojektowali lek bazując na popularnej teorii, że, jeśli zniszczyć naczynia krwionośne dostarczające rakowi wszystkich potrzebnych substancji, w końcu umrze on z głodu. Jednakże powstają przy tym dwa dodatkowe problemy: po pierwsze komórka zacznie rozwijać nowe naczynia, a po drugie, aby całkiem pozbyć się raka, potrzebna jest chemoterapia. A jeśli naczynia będą zniszczone, nie ma jak dostarczyć jej do zrakowaciałych komórek.

Dlatego Sasisekharan i jego zespół stworzyli lek, który jednocześnie powstrzymuje rozwój nowych naczyń w komórce i dostarcza jej chemioterapię. Korzystając z już istniejących leków, uzyskali nanocząstkę z wierzchnią warstwą, która zawiera środek przeciwdziałający rozwojowi naczyń, podczas gdy jądro jest zrobione z lekarstwa o działaniu chemoterapeutycznym.

Gdy lek dostanie się do komórki, zewnętrzna warstwa rozpuszcza się, odcinając dopływ krwi i zamykając cząstkę wewnątrz komórki. Następnie warstwa wewnętrzna zaczyna uwalnianie czynnika chemoterapeutycznego, który zabija zrakowaciałą komórkę od środka. "To wspaniała metoda atakowania dwóch składowych raka: jego systemu naczyń oraz samych komórek," oznajmił Judah Folkman z Dziecięcego Szpitala w Bostonie.

Cząstka łączy w sobie swoistą niewidzialność z niewielkim rozmiarem, przez co może skutecznie atakować raka. Związki chemiczne na jej powierzchni umieją go zwieść, a dzięki swej maleńkości nanocząstka bez trudu przenika przez pory komórki. Rownocześnie, mimo że jest około 500 razy mniejsza od średnicy włosa ludzkiego, jest już za duża, by dostać się do zdrowych komórek. Tak więc zabija tylko zrakowaciałe.

Do tej pory opracowana nanocząstka wykazała skuteczną eliminacją raka w myszach. Najwspanialsze jest to, jaką przeżywalnością wykazały się gryzonie, na których testowano nowy lek, zwłaszcza w porównaniu z innymi metodami kuracji. Spośród myszek poddanych leczeniu nanocząstkami 80% przetrwało dłużej niż 65 dni. Najskuteczniejsza dotychczas metoda daje tylko 30 dni, a przy braku jakiejkolwiek kuracji myszy umierają po 20 dniach.

W tej chwili zespół Sasisekharana bada ludzkie komórki pod kątem testowania na nich nowego leku. Niestety, pierwsze próby na ludziach są bardzo odległe. "Zależy od tego, jak nam pójdzie. Mam nadzieję, że zaczniemy za kilka lat," oznajmił.

Bool za Live Science

Rak #1

Komórka raka piersi widziana przez mikroskop elektronowy

Rak #2

Wypełnione chemoterapią jądro nanocząstki

Rak #3

Nanocząstki pod mikroskopem elektronowym - wyraźnie widoczne jądro i otoczka

Odkopano starożytny fallus

25 lipca 2005

FallusRzeźbiony i wypolerowany fallus został odnaleziony w niemieckiej jaskini. Według naukowców jest on jednym z najstarszych odkrytych obiektów przedstawiających męską seksualność.

Wiek długiego na 20 i szerokiego na 3 centymetry kamiennego penisa jest oceniany na 28.000 lat. Obiekt był zakopany w słynnej jaskini Hohle Fels w pobliżu Ulm, w Jurze Szwabskiej.

Prehistoryczne "narzędzie" złożono z 14 fragmentów. Realistyczne rozmiary sugerują, że mogł być wykorzystywany przez swych twórców z epoki lodowcowej jako wspomagacz seksualny. "Oprócz pełnienia roli symbolu męskich genitaliów, był także czasami używany do rozbijania krzemieni," wyjaśnił prof. Nicholas Conard z wydziału Wczesnej Prehistorii i Ekologii Czwartorzędu na Uniwersytecie Tübingen. "W pewnych miejscach ma ślady typowe dla tej czynności," podaje BBC News.

Naukowcy sądzą, że charakterystyczna forma fallusa i wyryte pierścienie wokół jednego końca nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do jego symbolicznego zastosowania.

Zespół z Tübingen pracujący w Hohle Fels miał do tej pory 13 fragmentów fallusa, lecz dopiero zeszłoroczne odnalezienie czternastego pozwoliło im poskładać go w całość.

More in ENG

Bool za BBC News

Discovery na start!

24 lipca 2005

DiscoveryOdliczanie do odpalenia promu kosmicznego Discovery zaczęło się ponownie. To pierwszy tego typu lot po katastrofie Columbii.

Zegar zaczął odliczać dokładnie w południe niedzieli. Start 26 lipca i póki co ustawiono go na godzinę 10:39 EDT (14:39 GMT). Inżynierowie, astronauci, menedżerowie misji przygotowują się do drugiego podejścia w niespełna dwóch tygodniach.

Lot STS-114 został opóźniony 13 lipca, gdy kontrola startu odwołała go po awarii czujnika odcięcia silnika na ciekły wodór (w zewnętrznym zbiorniku paliwa, w czasie standardowego testu przy odliczaniu). Dalsze śledztwo inżynierów ukazało problemy z uziemieniem przewodów, powiadomiła NASA.

"Discovery jest w świetnej formie" - powiedział dyrektor testów w NASA Pete Nickolenko, podczas odprawy przedstartowej w Kennedy Space Center (KSC). "Jesteśmy wszyscy niezwykle pewni, że wszystkie sensory zadziałają jak powinny w czasie tej próby odpalenia".

Oficer pogodowy promu Kathy Winters mówi, iż istnieje tylko 43 procent szans, że deszcz czy burza przeszkodzi we wtorkowym starcie. Podczas gdy meteorolodzy kontynuują oglądanie tropikalnej burzy - Franklina, nie będzie to żadnym problemem dla zaplanowanego wystrzelenia, dodała.

Więcej o najnowszej misji NASA.

Greg K1ler za Space

Oderwana bryła lodu ujawnia podwodny świat

19 lipca 2005

Bryła loduOlbrzymia bryła lodu na Antarktydzie oderwała się, odsłaniając tętniący życiem ekosystem na głębokości pół mili. Pomimo mrozu i braku słońca, w podmorskich osadach żyje kolonia małży i cienka warstwa bakterii.

"Ujrzenie tych organizmów na dnie morza jest jak podniesienie dywanu z podłogi i odkrycie pod nim czegoś, o czym się nie miało pojęcia," powiedział Eugene Domack z Hamilton College. Jest on głównym autorem relacji na temat znaleziska.

Odkrycie było zupełnie przypadkowe. Naukowcy biorący udział w Programie Antarktycznym Stanów Zjednoczonych znajdowali się w północnozachodniej części Morza Weddella, badając osad w głębokim, lodowcowym rowie oceanicznym o powierzchni ponad czterokrotnie większej od Polski. Rów ten został odsłonięty w 2002 roku po oderwaniu się lodowca Larsen B. Pod koniec ekspedycji załoga wykonała nagranie wideo dna morskiego. Późniejsza jego analiza pozwoliła zauważyć małże i bakterie rosnące wokół wulkanicznego szlamu.

Ponieważ światło nie potrafi przeniknąć tamtejszego lodu ani wody, te organizmy nie stosują fotosyntezy do wytwarzania energii. Uzyskują ją z metanu, wyjawił Domack. Metan jest produkowany we wnętrzu Ziemi i doprowadzany do powierzchni dna morza przez podwodne szyby.

Ekosystemy tego rodzaju znane są pod nazwą "zimnych cieków" lub "zimnych szybów". Pierwszy z nich został odkryty w 1984 roku w pobliżu Monterey, Kalifornia. Od tej pory podobne ekosystemy zauważono jeszcze w Zatoce Meksykańskiej i Morzu Japońskim. Nowo odkryty zimny szyb jest pierwszym w rejonie Antarktydy. Panują w nim warunki niemalże pierwotne dzięki prawie 10.000 lat izolacji. Będą one stanowić dla naukowców punkt odniesienia do badań kolejnych części oceanu. Zainteresowani muszą się jednak pospieszyć, ponieważ gruz z rosnącej góry lodowej już zaczął zasypywać część obszaru.

Domack ma nadzieję na odnalezienie nowych gatunków oraz liczy, że to odkrycie otworzy drzwi dla przyszłych ekspedycji Antarktycznych, zwłaszcza do słodkowodnego Jeziora Wostok, położonego dwie mile pod lodem.

Wiedza zdobyta w badaniach Antarktydy może ułatwić naukowcom poszukiwania życia w innych podwodnych miejscach na świecie. Eksperci mówią też, że ma szansę pomóc w przygotowaniach do badań hipotetycznego oceanu na Europie, księżycu Jowisza oraz drugiego na Tytanie, księżycu Saturna.

Bool za Live Science

Gen powodujący otyłość i cukrzycę

18 lipca 2005

Wadliwy gen powodujący odporność na insulinę może być czynnikiem wywołującym otyłość u niemal 50% rodzin - podają naukowcy po najnowszym badaniu. Odkryli, że dziedziczna mutacja genu ENPP1 przyczynia się do otyłości u dzieci i młodzieńczej cukrzycy typu II. Obie te choroby mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia.

Philippe Froguel z Instytutu Pasteura w Lille i jego współpracownicy z Cesarskiego Koledżu w Londynie przeanalizowali geny 1225 dzieci klinicznie otyłych, w wieku od 5 do 11 lat, oraz 1205 dzieci o normalnej wadze. U otyłych młodzików mutacja genu występuje dwa do trzech razy cześciej. Co więcej, u ich rodziców i dziadków wykryto taki sam wariant genu, a więc również związane z nim podniesione ryzyko otyłości i cukrzycy.

"Nasze badanie ukazuje, że odporność na insulinę może być przyczyną, a nie skutkiem otyłości," twierdzi Froguel.

Zmutowany gen przykleja się do receptorów insuliny w organizmie, głównie w mózgu i trzustce, przez co nie wiążą one insuliny. Nadmiar wolnej insuliny we krwi prowadzi do zwiększonej produkcji glukozy w wątrobie. Normalnie dzieje się to tylko wtedy, gdy ktoś nie je przez kilka godzin. Tkanka tłuszczowa wchłania tą glukozę i składuje w warstwach tłuszczu, co kończy się otyłością.

Odporność na insulinę uszkadza także wydzielanie jej przez trzustkę, co prowadzi do zwiększonego ryzyka wystąpienia cukrzycy typu II. Choć naukowcy nie mają dowodów na zmiany zachowania u badanych dzieci, wiadomo, że insulina odgrywa ważną rolę w kontrolowaniu apetytu. Froguel uważa, że zmieniony gen wpływa na mózg, powodując stan nienasycenia. "Nie sądzę, by sprawiał on, że ludzie stale są głodni, to raczej subtelniejsze działanie."

Pomimo że omawiany gen jest istotnym elementem wywołującym otyłość i cukrzycę, Froguel mocno podkreśla, że duże znaczenie mają tu również czynniki środowiskowe. W trzech pokoleniach badanych rodzin z wadliwym genem naukowcy odnotowali u dzieci otyłość i z rzadka również cukrzycę, podczas gdy u rodziców i dziadków dopiero zaczynały one dawać znać o sobie. "Rożnica 20 lat w ujawnieniu skutków mutacji genu uwidacznia, jak niszczący jest wpływ takich rzeczy, jak niezdrowe odżywianie i brak ćwiczeń," mówi Froguel. "Należy szeroko rozgłaszać, by unikać wysokokalorycznego jedzenia i zwiększyć aktywność fizyczną. Nie mamy wpływu na gen, lecz powinniśmy być w stanie skutecznie zapobiegać odporności insulinowej poprzez przeciwdziałanie czynnikom środowiskowym."

Bool za New Scientist

Odkrycie przyczyny starzenia myszy może pomóc ludziom

17 lipca 2005

Starzenie myszyNagromadzenie mutacji DNA wyzwala w myszach starzenie się, mówią wyniki ostatnich badań, których celem jest powiększenie wiedzy na temat ludzkiego starzenia.

W ciągu życia drobne mutacje kodu genetycznego kumulują się, co prowadzi w końcu do obumierania komórek. Skutkiem tego jest szarzenie włosów, zmiana wagi, osłabienie słuchu, wzroku i kośćca oraz utrata mięśni.

"Sądzimy, że kluczem do zmian związanych ze starzeniem się jest to, że wraz z gromadzeniem mutacji lub uszkodzeń DNA, najważniejsze komórki giną," oznajmił Tomas Prolla z Uniwersytetu Wisconsin-Madison. "Te eksperymenty odgrywają poważną rolę w poznawaniu szczegółow zjawiska."

Mutacje DNA zbierają się konkretnie w mitochondriach komórek, stanowiących źródło ich energii. Gdy ono się wyłącza, komórki spotyka to samo, co objawia się oznakami starzenia.

Prolla i jego zespół użyli myszy zmodyfikowanych genetycznie w taki sposób, że brakowało im proteiny niezbędnej do naprawy mitochondrialnego DNA. Te osobniki szybciej od zwyczajnych gromadziły mutacje.

Te odkrycia stanowią poparcie teorii, według której przyczyną starzenia się jest obumieranie komórek. Inna teoria, zwana obciążeniem utleniającym (oxidative stress) głosi, że proces starzenia jest skutkiem reakcji tlenu z wolnymi pierwiastkami, niszczącymi komórki molekułami, w naturalny sposób produkowanymi przez ciało.

Zespół Prolli nie znalazł dowodów na to, że obciążenie utleniające faktycznie jest przyczyną starzenia, przeciwnie, odkrył, że proces ten zachodzi wolniej w tkankach takich jak wątroba. Prawdopodobnie zniszczenia mitochondrii były tak poważne, że organizm nie był w stanie produkować normalnej ilości wolnych molekuł.

Badanie ukazuje szansę na to, że pewnego dnia zostaną stworzone leki przeciwdziałające starzeniu na zasadzie zapobiegania mutacjom DNA mitochondriów, dla całego organizmu lub przynajmniej dla pewnych jego części.

Bool za Live Science

Objawy Alzheimera cofnięte u myszy

17 lipca 2005

MyszU tracących pamięć myszek powstrzymano i odwrócono chorobę. To odkrycie powinno pomóc w poszukiwaniach leku na Alzheimera i inne demencje, a także w wyjaśnieniu przyczyn tych schorzeń.

Mózgi ludzi cierpiących na Alzheimera i 50 innych form demencji charakteryzują się pewnymi cechami szczególnymi, między innymi poplątanymi zwojami włókien w komórkach nerwowych. Nazywane są one splotami neurowłókien. Nie wiadomo jednak, czy są one przyczyną, czy tylko objawem demencji.

Myszy zmodyfikowane tak, by produkować dużo większe ilości proteiny zwanej tau, wytwarzały więcej splotów i miały takie same problemy z pamięcią i uczeniem się jak ludzie.

Istnieją domysły, że to same proteiny tau, a nie sploty, niszczą komórki nerwowe. Karen Ashe, neurobiolog na Uniwersytecie Szkoły Medycznej Minnesoty w Minneapolis, i jej współpracownicy liczą na to, że uda im się rozwikłać tą zagadkę.

Nauczyli myszy drogi przez labirynt częściowo zanurzony w wodzie i obserwowali je, szukając oznak utraty pamięci. W wieku około trzech miesięcy myszki wydzielające 13 razy więcej tau nie umiały dotrzeć do suchego lądu i miały sploty w mózgu.

Co zaskakujące, naukowcy 'wyłączyli' im nadprodukcję proteiny i część utraconej pamięci wróciła. Ashe przyznaje, że "szczerze mówiąc, sądziłam, że ich stan się nie poprawi." Zespół relacjonuje, że te właśnie osobniki były w połowie tak sprawne umysłowo jak myszy wcale niezmodyfikowane oraz dwa razy lepsze niż te, u których nie wyłączono nadprodukcji tau. Ich sprawność wzrosła, choć sploty w mózgu zostały.

Wyniki wskazują, że to pewne proteiny tau, a nie wytwarzane przez nie sploty neurowłókien, powodują demencję. Naukowcy nie są jeszcze pewni, która wersja protein wywołuje schorzenia. Co więcej, jest to tylko połowa historii. Cierpiący na Alzheimera bowiem mają w mózgu nadmiary jeszcze innej proteiny, beta-amyloidu. Większość sądzi, że ona również jest odpowiedzialna za utraty pamięci. "To dwuproteinowa choroba," mówi Ashe.

Bool za Nature

Dinozaury oddychały jak ptaki

17 lipca 2005

DinoWydrążone kości dinozaurów pozwalały im prowadzić aktywny tryb życia. Odnaleziona skamielina dowodzi, że grupa, do której należą Velociraptor i Tyrannosaurus rex, prawdopodobnie miała taki sam nadzwyczajnie wydajny układ oddechowy jak dzisiejsze ptaki. Szczątki mięsożernego dinozaura wykazują, że jego kości miały otwory magazynujące powietrze. To dawało mu szybki metabolizm, niezbędny do prowadzenia aktywnego trybu życia drapieżcy.

Ptaki mają szybką przemianę materii dzięki wydajnej metodzie wydobywania tlenu z powietrza. Mają dwa płuca, jak ssaki, ale przepływ powietrza przez nie jest kontrolowany przez złożony system worków powietrznych w całym niemal ciele. Większość gatunków ma 9 takich worków, które przechodzą również przez puste w środku kości.

Patrick O'Connor z Uniwersytetu Ohio w Atenach i Leon Claessens z Uniwersytetu Harwardzkiego w Cambridge, Massachusetts, porównali strukturę worków powietrznych pradawnego drapieżcy i ponad 200 ptaków. Są one bardzo podobne. "To badanie obrazuje lepiej jak te organizmy żyły w swym środowisku", mówi O'Connor. "Wskazuje też, że te zwierzęta mogły mieć szybki metabolizm." Wśród naukowców istnieje bowiem spór, czy dinozaury były gorącokrwistymi, zręcznymi, przebiegłymi łowcami, czy też, zgodnie z konwencjonalnym poglądem, były zimnokrwiste, ospałe i głupie, niczym obecne jaszczury. Opisywane odkrycie stanowi argument za pierwszą z tych teorii.

More in ENG - Nature
More in ENG - Live Science

Bool za Nature


Wspólny słaby punkt w genomach pasożytów

15 lipca 2005

Odczytane niedawno genomy mają szansę przynieść potrójnie skuteczne leki przeciw trzem poważnym chorobom. Naukowcy, porównując genomy pasożytów wywołujących zapalenie mózgu, leiszmaniozę i chagas, odkryli tysiące genów wspólnych dla tych trzech gatunków.

"To kamień milowy, pierwszy duży krok w kierunku odnalezienia leku na te choroby," mówi Najib El-Sayed z Instytutu Badań Genomu w Rockville, Maryland. Jest on przodującym w świecie badaczem tych zagadnień.

Gdyby udało się wynaleźć lekarstwo, które wyłączy najważniejsze spośród współdzielonych genów tych trzech pasożytów, możliwe byłoby leczenie wszystkich trzech chorób jednym medykamentem. Jednakże wiele z 6200 wspólnych genów może należeć też do ludzkiego genomu i wykonywać w organizmie tak podstawowe funkcje jak np. metabolizm cukrów czy aminokwasów. Te geny byłyby więc równie istotne dla pacjentów, dlatego zdezaktywować ich nie można. "Tak więc kolejnym zadaniem jest wyselekcjonowanie podgrupy genów, które przeprowadzają zasadnicze procesy w pasożytach, a równocześnie nie należą do garnituru ich nosiciela," oznajmił El-Sayed.

Badania genomów tych trzech pasożytów, zwanych zbiorczo "tritrypami", nie tylko są pomocne przy tworzeniu leku na powodowane przez nie choroby, ale także wykazały różnice między poszczególnymi gatunkami. Choć wyglądają identycznie pod mikroskopem, wywołują zupełnie różne schorzenia w różnych organizmach i przenoszą się odmiennymi drogami. "Genomy pozwalają nam na wgląd na w styl życia charakterystyczny dla każdego z nich", powiedział El-Sayed.

More in ENG

Bool za New Scientist

Biometria ucha lepsza niż rozpoznawanie rysów twarzy?

15 lipca 2005

BiometriaNowy sposób analizy kształtu ucha może sprawić, że biometria ucha będzie skuteczniejszą metodą automatycznej identyfikacji ludzi niż porównywanie rysów twarzy - głoszą naukowcy brytyjscy, rozwijający ten właśnie system.

Technika mogłaby być używana do identyfikacji ludzi z pomocą nagrań z kamer przemysłowych lub można by ją było wbudować w telefony komórkowe w celu jednoznacznego określenia użytkownika, mówi Mark Nixon, ekspert biometrii na Uniwersytecie w Southampton.

Uszy są niepowtarzalnie zbudowane, ciągnie Nixon. I w przeciwieństwie do twarzy, nie zmieniają kształtu z wiekiem czy różnymi emocjami, w dodatku zawsze znajdują się w środkowej części boku głowy. "Problemem za to są włosy," przyznaje Nixon. "Ale to da się obejść poprzez użycie podczerwieni."

We wstępnym, skromnym badaniu z użyciem 63 osób, wszystkich wziętych z bazy danych profili twarzy, zespół Nixona zanotował skuteczność swej metody na poziomie 99,2%. To wspaniały wynik na początek, mówi Nixon, a teoretycznie bedzie się dało jeszcze znacznie usprawnić technikę. Stwierdził on, że "ludzkie ucho ma więcej stałych szczegółów, których na razie nie mierzymy."

More in ENG

Bool za New Scientist

Stwór morski wabi ryby czerwonym światłem

13 lipca 2005

Stwór #1Nowo poznane, spokrewnione z meduzą, stworzenie żyje w morskich głebinach i emituje ze swych parzydełek czerwony blask. Wabi nim ryby ku ich śmierci na głębokości prawie 2 km.

Odkrycie jest ciekawe, ponieważ naukowcy wydedukowali, że zwierzęta z głębin nie widzą czerwonego światła. Promienie słoneczne nie docierają na taką głębokość, więc nie ma żadnego powodu, dla którego tamtejsza fauna miałaby odbierać tą barwę.

Półprzezroczyste stworzonko jest pierwszym znanym morskim bezkręgowcem produkującym czerwone światło. Należy ono do rodzaju Erenna, obejmującego też inne gatunki ze zdolnościami luminescencyjnymi, używanymi jednak przeważnie do obrony metodą zmylania drapieżników.

Stwór #2Czerwone światło wytwarzane jest przez fluoroscencję, w której światło krótkofalowe, np. niebieskie, jest zamieniane w czerwone, o długiej fali. Niebieski blask generowany jest w procesie bioluminescencji, polegającej na przetworzeniu związków chemicznych w światło, podobnie jak świecących pałkach dla dzieci. Morskie żyjątka wykształciły umiejętności emitowania właśnie niebieskiego światła, ponieważ najlepiej radzi sobie ono z podróżowaniem przez słoną wodę.

Szefem zespołu, który dokonał odkrycia, był Steven Haddock z Monterey Bay Aquarium Research Institute. Badacze użyli podwodnego robota do wyciągnięcia trzech przedstawicieli Erenna z oceanu niedaleko wybrzeża Kaliforni. Dwóch z nich miało w sobie rybki. Ponieważ na tych głębokościach żyje mało ryb, Haddock i współpracownicy podejrzewają, że stworzenia wabią je czerwoną poświatą, co oznaczałoby, że, wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, ich ofiary potrafią dostrzegać światło tego koloru.

Bool za Live Science

Zestawy głośnomówiące nie są bezpieczniejsze

12 lipca 2005

ZestawUżywanie podczas prowadzenia samochodu zestawów komórkowych, które nie wymagają użycia rąk, nie jest całkiem bezpieczne. Ludzie korzystający z telefonów w trakcie jazdy mają czterokrotnie zwiększone ryzyko wypadku i dotyczy to także zestawów głośnomówiących.

Badanie, przeprowadzone w Perth w Zachodniej Australii, opierało się na 456 kierowcach, którzy byli uczestnikami wypadków na tyle groźnych, że poszkodowani trafili do szpitala. Porównując czas kraksy z danymi uzyskanymi od operatorów komórkowych, prowadząca badanie Suzanne McEvoy oraz jej współpracownicy z Oddziału Zapobiegania Obrażeniom i Opieki Powypadkowej na Uniwersytecie w Sydney, odkryli, że korzystanie z telefonu komórkowego znacząco zwiększa prawdopodobieństwo wypadku, niezależnie od płci, wieku oraz tego, czy telefon wymaga użycia rąk czy też nie.

"To pierwsze takie badanie, wyraźnie wykazujące ryzyko zajścia poważnego wypadku, gdy kierowca rozmawia przez telefon," mówi Russ Rader z Instytutu Ubezpieczeniowego dla Bezpieczeństwa na Drogach w Arlington, Wirginia. "Pod żadnym pozorem nie wolno używać komórek w trakcie jazdy."

W większości krajów Unii Europejskiej, Australii, Nowym Jorku, New Jersey i Dystrykcie Kolumbii używanie ręcznych telefonów podczas prowadzenia już jest prawnie zabronione. Jednakże nie ma przepisów przeciwko korzystaniu z komórek nie absorbujących dłoni, jakimi posługiwała się około połowa badanych. "Potrzebna byłaby ustawa przeciw obydwu typom," mówi Rader "ale wprowadzenie jej to poważny problem. Jak przepchnąć prawo zabraniające używania zestawów głośnomówiących?"

Naukowcom nie udało się jeszcze określić dokładnie, dlaczego ten typ telefonów stanowi takie samo zagrożenie jak ręczne komórki. Wg McEvoy być może dotarcie dłonią do ucha, by odebrać rozmowę, jest nie mniej rozpraszające niż włączenie telefonu zamocowanego w specjalnym chwytaku. 6 procent badanych używało zestawów aktywowanych głosem, czyli zupełnie nie angażujących rąk, lecz na pytanie, czy są one bezpieczniejsze, także póki co naukowcy nie umieją odpowiedzieć.

Bool za New Scientist

MIT wszczyna drugą bezprzewodową rewolucję

11 lipca 2005

BezprzewodowoTechnologia opracowywana w MIT ma duże szanse otworzyć drogę dla następnej generacji bezprzewodowych sieci, dzięki czemu użytkownicy zaoszczędzą setki miliardów dolarów w ciągu następnych 20 lat.

Firmy "bezprzewodowe" inwestują sporo w nową infrastrukturę, która poradzi sobie ze stale rosnącym zapotrzebowaniem na tanie przekazywanie głosu i danych. Obecnie używane w Stanach półprzewodnikowe wzmacniacze sygnału są kosztowne, bardzo się nagrzewają (wymagając dużych urządzeń chłodzących) i potrzebują wielkich baterii zapasowych. Służą one telefonii komórkowej i do innych rodzajów komunikacji elektronicznej.

Naukowcy z MIT rozwijają alternatywne rozwiązanie: pierwszy wzmacniacz fal radiowych oparty na urządzeniu wstęgowych wiązek elektronów próżniowych. Ta nowa konstrukcja łączy w sobie liczącą już pół wieku technologię elektronów próżniowych (w dawnej nomenklaturze: lamp elektronowych) z niedawnym odkryciem MIT, eliptycznym czy też "wstęgowym" strumieniem elektronów.

Strumień ten jest dużo bardziej wydajny dla wzmacniania fal radiowych niż zwyczajna, jednowymiarowa, ołówkopodobna wiązka elektronów emitowanych przez lampy elektronowe. Urządzenie wstęgowych wiązek elektronów próżniowych pobiera tez mniej energii niż one lub półprzewodnikowe tranzystory, które w wielu zastosowaniach zastąpiły lampy już dziesiątki lat temu.

W styczniu Chiping Chen, kierownik badań w Centrum Plazmy i Syntezy Jądrowej MIT, oraz jego współpracownicy przeprowadzili dla Amerykańskiego Stowarzyszenia Fizycznego pierwszą udaną demonstrację wstęgowego strumienia elektronów. Aby zbudować wzmacniacz, zespół stworzył też system skupiania strumieni we wstęgi i urządzenie konwertujące wiązkę na sygnał radiowy. "Ta technologia może zmienić budowę wzmacniaczy radiowych," oznajmił Chen.

Wstęgowe wzmacniacze wiazki są mniejsze, nie nagrzewają się tak bardzo i nie wymagają takich dużych zapasowych źródeł energii. Do tego są elektrycznie dużo wydajniejsze, a ich cena jest o tysiące dolarów niższa niż wzmacniaczy tranzystorowych. A ponieważ można je montować bezpośrednio na wieżach stacji przekaźnikowych, będą mniejsze straty sygnału podczas transmisji.

More in ENG

Bool za MIT

Mózg nie jak komputer

9 lipca 2005

MózgGdy czytasz to zdanie, Twój mózg przetwarza litery w słowa. Jedna z popularnych teorii porównuje jego działanie do komputera, który analizuje dane, w tym przypadku litery, bit po bicie.

Lecz niedawne badanie odkryło, że ludzkie pojmowanie nie jest rozbite na porcje. Mózg może pracować na sposób ciągły, analogowy, w którym cyfrowe stany tak/nie czy 0/1 są tylko częściowo stosowane.

Michael Spivey, psycholingwista z Uniwersytetu Cornella, obserwował ruchy wykonywane myszą na ekranie monitora przez 42 studentów - ochotników. Słysząc wyraz np. 'gazeta' mieli oni kliknąć jeden z dwu obrazków, który odpowiadal słowu. Dopóki na obrazkach pojawiały się przedmioty brzmiące niepodobnie, badani wykonywali ruch myszką o prostej, zdecydowanej linii. Jednakże gdy na rysunkach pokazywano rzeczy o podobnych nazwach, jak np. 'gazeta' i 'gazela', studenci potrzebowali więcej czasu na decyzję.

"Gdy zachodziła niejednoznaczność, badani po prostu nie wiedzieli, który obrazek jest właściwy i przez kilkadziesiąt milisekund trwali w wielu stanach jednocześnie" - wyjaśnił Spivey. Dowodem na to są trajektorie myszy zarejestrowane dla tych właśnie przypadków. Były one krzywe.

Gdyby mózg pracował jak komputer, można by oczekiwać od studentów, że wykonają ruch dopiero po przetworzeniu całego słowa lub też że szybko wybiorą jeden z rysunków i zaczną ruszać myszą w jego stronę, a potem to zweryfikują i ewentualnie zmienią kierunek. Lecz krzywa linia wskazuje na to, że zaczynali oni ruch już zanim przeanalizowali cały wyraz, po czym w celu uniknięcie błędu 'zawieszali się' gdzieś pomiędzy obydwoma odpowiedziami. "Stopień krzywizny trajektorii pokazuje, jak bardzo drugi obiekt współzawodniczył o to, by zostać wybranym. Widać po tej linii ciągłą walkę" rzekł Spivey. "Studenci niejako słyszeli obydwa słowa, a rozwiązywanie problemu miało u nich przebieg raczej ciągły niż dyskretny."

Być może neurony w mózgu w dalszym ciągu pracują jak obwody elektryczne lub sieć komputerowa, ale ich działanie nie musi przebiegać na jasnej zasadzie czarne-białe. Spivey i jego współpracownicy są zwolennikami 'biologicznego' modelu mózgu, który dopuszcza odcienie szarości. "W myśleniu i pojmowaniu biologiczny organizm nie musi przyjmować konkretnych stanów, lecz może znajdować się pomiędzy nimi, częściowo w jednym i częściowo w drugim. Następnie może zmierzać do wyboru jednej z interpretacji."

Trochę to wygląda jak kot Schroedingera - paradoks fizyki kwantowej, w którym biedny kociak może być jednocześnie żywy i martwy. Tak więc być może, jeśli uda się kiedyś zbudować komputer kwantowy, będzie on lepiej odzwierciedlał ludzki mózg.

Bool za Live Science

Naukowcy zaczynają rekonstrukcję genomu neandertalczyka

7 lipca 2005

NeandertalczykFrankfurt - Instytut Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka ogłosił, że niemieccy i amerykańscy naukowcy rozpoczęli projekt rekonstrukcji genomu neandertalczyka.

Przedsięwzięcie znajduje się w fazie początkowej. Przeprowadzane jest w instytucie w Lipsku. Polega na wyodrębnianiu fragmentów genotypu ze skamielin prehistorycznych mieszkańców Europy w celu uzyskania ich pełnego DNA.

Genetyk amerykański Edward Rubin z Narodowego Laboratorium im. Lawrence'a Berkeleya w Berkeley (Kalifornia) także bierze udział w projekcie. W wywiadzie dla Die Zeit stwierdził, że chodzi tu o coś więcej niż tylko pokaz naukowych możliwości. "Po pierwsze dowiemy się wiele o neandertalczykach. Po drugie dowiemy się wiele o niepowtarzalności ludzi. A po trzecie to fajne."

Choć Svante Paabo, dyrektor Instytutu Plancka, oznajmił Die Zeit, że zebrane dane są niewystarczające do odtworzenia całego praczłowieka, naukowcy wierzą, że uda im się odkryć przebieg molekularnej ewolucji ludzkości.

Neandertalczycy zostali wyparci przez homo sapiens w Europie zaledwie 40.000 do 30.000 lat temu.

Bool za Live Science

Zapach silnych mężczyzn działa na kobiety w trakcie owulacji

7 lipca 2005

ZapachKobiety są najbardziej skłonne do zdrady swych stałych partnerów w czasie płodnych dni i wybierają wtedy mężczyzn o najlepszym materiale genetycznym - orzekli czescy naukowcy na podstawie przeprowadzonego badania. Wykazało ono, że zapach dominujących samców najmocniej podnieca panie w stabilnych związkach, zwłaszcza w dni owulacji.

Jan Havlícek z Uniwersytetu Karola w Pradze i jego współpracownicy poprosili 48 mężczyzn o wypełnienie kwestionariusza, w którym ochotnicy oceniali siebie w kwestiach typu "Jestem duszą towarzystwa". Celem było wyznaczenie ich siły i pozycji społeczno-towarzyskiej. Badani przy okazji włożyli pod ramiona wełniane wkładki, na które zebrano ich pot. Następnie grupa 65 kobiet wąchała je i oceniała męskość i seksowność zapachu. Kobiety w fazie cyklu miesiączkowego, w której ich płodność jest najwyższa, wybierały zapach tych mężczyzn, którzy uzyskali najwyższe noty w quizie na 'macho'. Panie w innych fazach cyklu nie wykazały podobnej tendencji. Co więcej, dotyczyła ona głównie kobiet będących w długotrwałych związkach. To oznacza, że zarówno rodzaj związku, jak i faza miesiączki może mieć wpływ na to, jakich facetów niewiasty preferują - mówi Havlícek.

Wyniki potwierdzają teorię strategii mieszanego kojarzenia, według której kobiety wymagają innych rzeczy od różnych mężczyzn w różnych chwilach. Łączą się w pary z potencjalnie dobrymi ojcami, ale romanse wolą z mężczyznami sukcesu, którzy zdają się mieć dobre geny.

"Inne badania wykazały, że kobiety najprędzej robią skoki w bok podczas ich płodnego okresu," twierdzi Havlícek. "Podejrzewamy, że właśnie wtedy chętniej czynią to z dominującymi samcami."

More in ENG

Bool za Nature

Cybernetyczna ręka wykonująca badanie piersi

6 lipca 2005

CyberrękaRatujące życie badania biustu wkrótce będą być może wykonywane za pomocą cybernetycznej ręki, która łączy w sobie ultradźwięki i sztuczny zmysł dotyku. Urządzenie zostało stworzone przez naukowców z Uniwersytetu Stanowego Michigan. Mówią oni, że dzięki niemu specjalista będzie mógł badać kobiety na odległość, być może nawet z drugiego końca świata.

"To, że znajdujesz się np. w Botswanie, nie znaczy, że nie możesz się poddać złożonemu badaniu czy leczeniu," mówi Karol Słomski, chirurg na Uniwersytecie Stanowym Michigan, który pomagał zaprojektować system.

Robot-ręka jest sterowany z dystansu poprzez rękawicę dotykową, w której każdy palec jest podłączony do odbiornika ruchu. Ruchy dłoni operatora są mierzone i przesyłane komputerem do sztucznej ręki, która niemal natychmiast je powtarza.

Cybernetyczny chwytak także mierzy gęstość trzymanych obiektów na zasadzie sprzężenia zwrotnego, reakcji na wykonywane ruchy. I ta informacja jest przekazywana z powrotem do mechanicznej rękawicy, dając noszącemu ją sztuczne wrażenie dotyku.

Ramię zawiera w sobie również ultrasonograf i trzy kamery wideo, by ekspert miał pełen obraz sytuacji.

"Możliwość jednoczesnego badania ultradźwiękami i dotykiem to spora zaleta," zaznacza Ranjan Mukherjee, inny członek zespołu z Michigan. "Często wykonuje się te dwie rzeczy osobno. A jeśli lekarz może i zobaczyć, i poczuć to, co widzi, to naprawdę wielka korzyść."

Mukherjee twierdzi, że kolejnym krokiem będzie przeprowadzenie klinicznych testów, które pozwolą określić skuteczność układu. Sądzi, że za 5 lat będzie on dostępny w sprzedaży komercyjnej.

Jednakże niektórzy wątpią, że taki system sprawdzi się w praktyce. "Telesterowane roboty mają spore kłopoty z opóźnieniami," mówi William Harwin z Uniwersytetu w Reading, Wielka Brytania, "a czułość dotyku jest nie za dobra." Wg niego lepszym sposobem wykonywania badań na odległość jest zebranie pełnych danych, a następnie przesłanie ich do specjalisty, który przeanalizuje je i wyda diagnozę.

Bool za New Scientist

Zabójcze temperatury w samochodach

6 lipca 2005

Słońce może w 30 minut podgrzać wnętrze samochodu do śmiertelnej temperatury, nawet w dość chłodne dni - wykazało badanie przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych. Naukowcy nalegają, by rodzice nie zostawiali dzieci samych w zaparkowanych autach, niezależnie od tego, jak umiarkowana jest pogoda. "Nawet w dni o nieszczególnie wysokich temperaturach wnętrze pojazdu pozostawionego na słońcu szybko się nagrzewa. Średni przyrost to 22°C w godzinę," mówi prowadząca badanie Catherine McLaren z Uniwersytetu Stanford w Palo Alto, Kalifornia. "Rodzice byliby zaskoczeni faktem, że zostawianie dzieci w samochodzie to niemalże jak w saunie."

W 2004r. w Stanach 35 dzieci zmarło z powodu uduszenia od gorąca, gdy zostawiono je bez opieki w zaparkowanych samochodach. Wcześniejsze badanie wykazało, że gdy temperatura otoczenia wzrasta powyżej 35°C, zamknięte auto osiąga duszące 65°C w zaledwie 15 minut. Jednakże badanie to przeprowadzono w same gorące dni, żadnego z nich temperatura nie spadła poniżej 28°C. Tak więc McLaren i jej współpracownicy chcieli sprawdzić, jak samochody będą się nagrzewać w chłodniejsze dni, gdy zagrożenie wydaje się nie istnieć.

Przez 16 bezchmurnych dni w Północnej Kalifornii zespół mierzył temperaturę wewnątrz auta w odstępach pięciominutowych, przez godzinę. Otoczenie miało od 22°C do 35°C. Okazało się, że niezależnie od zewnętrznej temperatury powietrza, samochód nagrzewał się w podobnym tempie. 80% końcowej ciepłoty osiągał w pół godziny. W ciągu godziny temperatura w aucie potrafiła skoczyć z 22°C do 47°C. Otwieranie okien prawie nic nie zmieniało.

Małe dzieci i niemowlęta są dużo bardziej podatne na schorzenia z powodu gorąca niż dorośli, piszą autorzy badania, przez co takie temperatury mogą być niebezpieczne. W ciałach pociech rosną one dużo szybciej, a w dodatku małe dzieci tracą przy gorącej pogodzie mniej wody.

Bool za New Scientist

"Wstrząsająca" kuracja odwykowa

5 lipca 2005

Dość kontrowersyjna wydaje się najnowsza metoda chińskich lekarzy leczenia uzależnień od internetu i gier komputerowych. Pacjenci Centralnego Szpitala Wojskowego w Pekinie - pierwszego oficjalnego ośrodka leczenia uzależnień od komputera - poddawani są bowiem elektrowstrząsom.

Może i nie byłoby w tym nic szokującego, gdyby nie fakt, że terapia wstrząsowa stosowana jest nawet wobec 12-letnich dzieci. Terapia prądem ma wytworzyć u pacjenta nieprzyjemne skojarzenia związane z komputerem. W ośrodku opiekę nad grupą terapeutyczną sprawuje kilkanaście pielęgniarek i kilku lekarzy. Pacjentami z reguły są młodzi ludzie w wieku od 14 do 24 lat, którzy nie mogli spać, chudli i tracili znajomych - wszystko z powodu ogromnych ilości czasu spędzanych przy komputerze, najczęściej na graniu.

Niektórzy pacjenci zgłaszają się dobrowolnie, innych przyprowadzają rodzice. Większość z uzależnionych tłumaczy, że świat wirtualny pomagał im uciec od przykrej rzeczywistości. "Większość dzieci opuszczała szkołę i spędzała czas na graniu lub na rozmowach internetowych. Doświadczały one depresji, rozdrażnienia, lęków i miały problemy z kontaktami z innymi osobami" - wyjaśnia dr Tao Ran, szef kliniki.

Na szczęście terapia doktora Tao nie ogranicza się jedynie do elektrowstrząsów - pacjenci poddawani są najpierw testom określającym stopień uzależnienia, a następnie przechodzą złożony proces terapeutyczny. Są to m.in. kuracja farmakologiczna, seanse akupunktury, zajęcia sportowe oraz elektrowstrząsy. Pacjenci są rażeni napięciem 30V. Zajęcia rozpoczynają się o 6 rano. Pełna kuracja trwa od 10 do 15 dni i kosztuje ok. 48 USD za dzień. Doktor Tao przyznaje, że długoterminowa terapia "wstrząsowa" generalnie przynosi pozytywne efekty, niemniej utrzymanie pacjentów przed pokusą powrotu do "życia w internecie" nie jest sprawą łatwą.

GNP za 4Press

XXI wiek jak... Średniowiecze?!

5 lipca 2005

Jonathan Huebner, fizyk pracujący dla Pentagonu, zanegował zasadność powszechnej opinii, wedle której rozwój techniki jeszcze nigdy nie był tak dynamiczny, jak obecnie. Huebner twierdzi, że ludzka wynalazczość osiągnęła wyżyny sto lat temu i od tej pory spada. Co gorsze, wkrótce czeka nas w tej dziedzinie prawdziwy kryzys.

Oczywiste wydaje się, że świat "przyspieszył" i obserwujemy dziś zmiany techniczne na niespotykaną wcześniej skalę. Zglobalizowany przemysł wyniósł produktywność na wyżyny, a trendy przyszłości opisują funkcje wykładnicze. Przykładem prognozowania nieustannego wzrostu może być słynne Prawo Moore'a, opisujące wzrost możliwości układów komputerowych. Huebner staje jednak na oryginalnej pozycji: próbuje wykazać, że postęp techniczny nie jest nieograniczony.

Huebner zajął się umieszczeniem w czasie 7200 najważniejszych odkryć technicznych wymienionych w wydanej niedawno w USA książce "The History of Science and Technology" ("Historia nauki i technologii"). Pozwoliło to wyznaczyć swoisty "współczynnik wynalazczości": naukowiec podzielił ilość odkryć przez populację Ziemi i zaprezentował w formie wykresu zmiany, jakie zachodziły w tej kwestii na przestrzeni dziejów. Wyniki są zaskakujące. Zamiast stałego wzrostu czy też wzrostu zbieżnego ze wzrostem populacji okazało się, że szczyt wynalazczości osiągnięto w roku 1873. Od tej pory liczba "wynalazków na głowę" spada - dziś znajduje się na poziomie porównywalnym do tego z roku 1600. Podobne wyniki przyniosła analiza liczby patentów zgłaszanych w USA od roku 1790. Po podzieleniu przez liczbę mieszkańców kraju widać, że najbardziej owocnym w techniczne innowacje rokiem był... 1915. Ekstrapolując zaobserwowane trendy spadkowe na przyszłość okazuje się,że za niespełna 20 lat wrócimy do poziomu Średniowiecza.

Oczywiście należy pamiętać, że rośnie populacja Ziemi i przez to "współczynnik wynalazczości" zostaje zaniżony. Wyników badań Huebnera nie należy więc traktować dosłownie, a raczej jako kubeł zimnej wody, hamujący technofiliczny entuzjazm futurologów. Szczegółowe wyniki analiz opublikuje pismo "Technological Forecasting and Social Change".

GNP za 4Press

Pierścień wokół Ziemi może zatrzymać jej ocieplanie

5 lipca 2005

Pierścien wokół ZiemiZaskakującym pomysłem na walkę z globalnym ociepleniem jest stworzenie wokół Ziemi sztucznego pierścienia drobnych cząstek lub urządzeń. Rzucałby on cień na tropiki, łagodząc gorący klimat. Pomysłodawcy przyznają, że miałoby to skutki uboczne. Rozpraszane przez pierścień światło dawałoby na nocnym niebie iluminacje takie jak księżyc w pełni.

Cena zwala z nóg nawet tak potężne instytucje jak NASA: od 6 do 200 bilionów dolarów za wersję z cząstkami. Umieszczenie małych stateczków kosztowałoby 'zaledwie' 500 miliardów. Jednakże idea, opisana 27 czerwca w Acta Astronautica, ukazuje, że nowoczesnymi technologiami można walczyć ze zmianami klimatu.

Wszyscy naukowcy są zgodni w jednym punkcie: Ziemia przez eony ulegała ociepleniom i oziębieniom. Delikatna równowaga pomiędzy energią słoneczną, gazami cieplarnianymi i pokrywą chmur trzyma w ryzach długoterminowe wahania od zlodowaceń do ciepłych warunków, takich jak obecnie.

Osoby uznawane za ekspertów przyznają, że ich wiedza o tym, jak to wszystko działa, posiada spore luki. Badanie przeprowadzone w zeszłym miesiącu ujawniło, że naukowcy nie są w stanie wyznaczyć jednej z zasadniczych zależności - ile światla słonecznego Ziemia absorbuje, a ile odbija.

Mimo tego większość naukowców twierdzi, że w ciągu ostatniego wieku klimat znacząco się ocieplił, i że zjawisko to będzie trwać przez kolejne stulecie. Wyniki rożnych obserwacji głoszą, że w trakcie kilku najbliższych wieków temperatura Ziemii ma się zwiększyć o 1 do 20 stopni Fahrenheita, poziom mórz wyraźnie się podniesie, pochłaniając przybrzeżne miasta. Jednakże inna grupa oponuje, twierdząc, że dane o temperaturze planety są niepewne i prognozowanie oparte na modelowaniu komputerowym może być błędne.

Tak czy owak być może mamy większy na to wpływ niż nam się wydaje.

"Zmniejszenie nasłonecznienia o 1,6% powinno zrównoważyć przyrost temperatury o 1,75K" utrzymuje grupa naukowców dowodzona przez Jerome Pearson'a, prezesa Star Technology and Research, Inc. "Można to osiągnąć różnymi ziemskimi lub kosmicznymi systemami".

Naukowcy zwracają uwagę na to, że moc rozpraszania światła słonecznego została już zaprezentowana przez naturę. Wybuchy wulkanów, takie jak erupcja Pinatubo w 1991, wyrzucały do atmosfery gazy, które ochładzały globalną temperaturę planety o 1K. Inni sugerują, że można dodawać do kominów fabryk metaliczny pył, by znalazło się go dużo w atmosferze, przez co więcej światła zostanie odbite i nie dotrze do Ziemi.

W niedawno zaproponowanym podejściu cząstki odbijające pochodziłyby z wydobycia na Ziemi, Księżycu lub z asteroid. Umieściłoby się ja na orbicie wokół równika. Alternatywnym pomysłem jest użycie maleńkich stateczków kosmicznych wyposażonych w zwierciadła. Pierścień stworzony jednym z tych dwu sposobów "przede wszystkim rzuci cień na obszary tropikalne, zapewniając maksymalne chłodzenie najgorętszych części naszej planety", piszą naukowcy. Pierwsza wersja tej idei została zaprezentowana w 2002r., ale nie wzbudziła większego zainteresowania.

More in ENG

Bool za Live Science

Komisja potwierdza powiązanie promieniowania z rakiem

4 lipca 2005

Rak i promieniowanieWaszyngton - przewaga naukowych dowodów wykazała, że nawet bardzo małe dawki radiacji stwarzają ryzyko zachorowania na raka lub wystąpienia innych problemów zdrowotnych i nie ma progu, poniżej którego promieniowanie jest nieszkodliwe - stwierdziła komisja wybitnych naukowców.

Odkrycie komisji Narodowej Akademii Nauk uważa się za krytyczne, ponieważ dotyczy ilości radiacji używanych często podczas leczenia, a także prawdopodobnie wpłynie ono na poziom dopuszczany przez rząd w porzuconych miejscach nuklearnych.

Przemysł jądrowy i niektórzy niezależni naukowcy oponowali mówiąc, że istnieje wartość graniczna, poniżej której można bezpiecznie wystawiać się na działanie promieniowania, a nawet może ono być pożyteczne. Uważali omawianą tezę za przesadę. Jednakże komisja, po 5 latach badań, odrzuciła ich zarzuty.

"Badanie naukowe wykazuje, że nie istnieje próg, poniżej którego promieniowanie jonizujące jest tak słabe, że można je uznać za bezpieczne czy wręcz pożyteczne" oznajmił Richard R. Monson, przewodniczący komisji i profesor epidemiologii w Harvardzkiej Szkole Publicznego Zdrowia.

Komitet poparł tzw. model "liniowy, nie progowy", który obecnie uznawany jest właściwe podejście do kwestii zagrożeń radiacji. Ten punkt widzenia zakłada, że wraz ze zmniejszaniem poziomu promieniowania obniża się ryzyko zachorowań. Niemniej dowolna, nawet najmniejsza ilość rentgenów jest traktowana jako rakotwórcza. "Jest mało prawdopodobne, by istniał próg, poniżej której promieniowanie nie wywołuje raka", mówi raport, ale też dodaje, że przy małych dawkach ilość zachorowań z powodu radiacji jest mała. Ponadto w takim przypadku rak rozwija się długimi latami.

More in ENG

Bool za Live Science

Fizycy MIT stworzyli nowy rodzaj materii

2 lipca 2005

Naukowcy z MIT wygrali rajd fizyków: jako pierwsi otrzymali nowy typ materii, gaz atomów o właściwościach wysokotemperaturowej nadcieczy.

Ich praca, opisana w Nature z 23 czerwca, jest blisko spokrewniona z zagadnieniem nadprzewodnictwa elektronów w metalach. Obserwacje nadcieczy mogą pomóc rozwiązać ciągnące się pytania o nadprzewodnictwo w wysokich temperaturach, które ma szerokie zastosowania w magnesach, sensorach i wydajnym energetycznie transporcie elektryczności - mówi Wolfgang Ketterle, laureat nagrody Nobla, szef grupy MIT, profesor fizyki i główny badacz w Laboratoriach Elektronicznych MIT.

Przez kilka lat naukowe grupy badawcze na całym świecie studiowały zimne gazy tzw. fermionów. Ich celem było odnalezienie nowych form nadcieczy. Nadpłynny gaz może płynąć bez oporności. Można go łatwo wyodrębnić od normalnego gazu, gdy jest obracany. Zwyczajny gaz obraca się jak typowy obiekt, podczas gdy nadciecz może rotować tylko wtedy, gdy tworzy wiry podobne do minitornad. Sprawia to, że obracający się superfluid wygląda jak ser szwajcarski, gdzie dziury są centrami tych tornad. "Gdy zobaczyliśmy po raz pierwszy obraz wirów na ekranie, to po prostu zapierało dech w piersiach" - powiedział doktorant Martin Zwierlein, wspominając wydarzenia z 13 kwietnia, gdy pierwszy raz zespół ujrzał nadciekły gaz. Od prawie roku pracowali oni nad stworzeniem pola magentycznego i idealnego okręgu z promieni laserów, by wprawić gaz w rotację.

"W superfluidach, tak samo jak w nadprzewodnikach, wszystkie cząstki wykonują identyczny ruch. Tworzą jedną wielką kwantowo-mechaniczną falę" wyjaśnia Ketterle. Taki ruch pozwala nadprzewodnikom przenosić ładunki elektryczne bez oporności.

More in ENG

Bool za MIT

Materia #1

Obracający się gaz fermionów jest przebijany wirami niczym małymi tornadami

Materia #2

Na górnej ilustracji gaz fermionów (czerwony) złapany jest promieniem podczerwonego lasera (różowy) i trzymany w miejscu polem magnetycznym generowanym przez cewki z napięciem (niebieski). Dwa dodatkowe promienie laserów (zielony) wprawiają gaz w ruch obrotowy. Obraz cienia rozszerzonej chmury na rysunku poniżej przedstawia wynik - zachowanie nadpłynu: gaz został przebity regularną siatką wirów

Odkryto najodleglejszy pierścień Einsteina

2 lipca 2005

PierścieńAstronomowie natknęli się na najdalszy kiedykolwiek zauważony pierścień Einsteina. Daje to możliwość zdobycia cennych informacji o galaktyce, działającej niczym grawitacyjna soczewka, jak również o odleglejszej galaktyce, której światło ta soczewka powiększa.

Grawitacyjne soczewkowanie ma miejsce dzięki zjawisku zakrzywienia czasoprzestrzeni przez obiekty o wielkiej masie, od gwiazd po całe galaktyki. Zaginają one drogę światła, które przechodzi w ich pobliżu. Silne grawitacyjne soczewki mogą dać wiele obrazów odległego obiektu lub rozproszyć jego światło w łuk. Jeśli soczewka znajduje się dokładnie pomiędzy Ziemią i obiektem, światło może zostać zagięte w okrąg, zwany pierścieniem Einsteina, ponieważ efekt ten jest opisany przez ogólną relatywistykę.

Pełne pierścienie są nadzwyczaj rzadko spotykane, ponieważ wymagają niemal idelanego układu soczewki i obiektu w jednej linii. Lecz same grawitacyjne soczewki są częstszym zjawiskiem i astronomowie stosują je jako narzędzie badania odległych części wszechświata. Można dzięki nim dostrzec niewidoczne normalnie ciemne obiekty lub zebrać światło ze słabo świecących obiektów.

A teraz zespół astronomów prowadzony przez Rémi Cabanac'a z Teleskopu Kanady-Francji-Hawajów odnalazł niezwykle kompletny pierścień. Obrazy zarejestrowane w zakresie widzialnego światła przez Bardzo Duży Teleskop (VLT) Obserwatorium Południowoeuropejskiego w Chile pokazują jedynie około 180° okręgu. Ale Cabagnac ocenia, że rozciąga się on na 270° i oczekuje potwierdzenia tych przypuszczeń podczas planowanych obserwacji Teleskopem Kosmicznym Hubble'a. Inne zespoły zarejestrowały pełniejsze pierścienie na długości fal radiowych i podczerwonych.

Istotne jest to, że zarówno soczewka, jak i galaktyka poza nią są tak daleko, że dociera do nas ich obraz z czasu, gdy wszechwiat był bardzo młody.

Galaktyka ta znajduje się 12 miliardów lat świetlnych od Ziemi, czyli widzimy ją zaledwie 1,7 miliarda lat po Wielkim Wybuchu. W zwykłych warunkach zbyt mało światła dociera z takich miejsc do nas, by astronomowie mogli rejestrować szczegółowe spektra. "Soczewka działa jak olbrzymi teleskop," wyjaśnia Cabagnac, "kierując dość światła w stronę Ziemi, by astronomowie mogli rozróżnić najważniejsze cechy tego spektrum". Cabanac udowadnia, że ta młoda galaktyka właśnie przeszła przez wybuch formacji gwiazd. W chwili spotkania z New Scientist był on pochłonięty badaniem świeżego zapisu spektrum z VLT.

Soczewka grawitacyjna znajduje się 7 miliardów lat świetlnych od Ziemi i nie jest to rekordowa odległość, ale wystarcza by dostarczyć ważnych danych, ponieważ jej moc skupiająca zależy od masy, którą można obliczyć na podstawie analizy pierścienia. Inne metody pozwalają wyznaczyć masę jedynie niebezpośrednio.

Odnośnik prasowy: Astronomy and Astrophysics (DOI: 10.1051/0004-6361:200500115)

Bool za New Scientist

Największy odkryty stały rdzeń planety

2 lipca 2005

RdzeńAstronomowie odnaleźli poza układem slonecznym planetę o największym dotychczas wykrytym stałym rdzeniu. Z powodu jego wyjątkowej gęstości (ma masę 70 Ziemii) astronomowie zakładają, że mógł zostać stworzony drogą kolizji z innymi planetami.

Planeta została odkryta w otoczeniu gwiazdy HD 149026, bogatej w pierwiastki cięższe od wodoru i helu. Takie 'metalowe' gwiazdy mają trzykrotnie większe prawdopodobieństwo niż ich słońcopodobni kuzynowie na 'ukrywanie' planet.

Astronomowie, używając japońskiego Teleskopu Subaru na Hawajach, odkryli planetę HD 149026b w lipcu 2004. Udało się to dzięki grawitacyjnym oddziaływaniom, jakie wywierała na swą gwiazdę. Kolejne pomiary wykonane w Obserwatorium Keck na Hawajach potwierdziły zachwiania gwiazdy będące tego skutkiem. Wyznaczono, że planeta okrąża gwiazdę z częstotliwością 2,87 dnia.

Jednakże w maju 2005 astronomowie, używając stosunkowo małego teleskopu w Arizonie, spostrzegli zmniejszenie jasności gwiazdy o 0,3% co 2,87 dnia. To przyciemnienie oznacza, że planeta należy do wąskiej grupy ośmiu, które na swej orbicie przechodzą przez punkt na linii Ziemia - ich gwiazda macierzysta. Dzięki temu można wyznaczyć dokładną masę i rozmiar planety, skąd już łatwo obliczyć gęstość.

Wyniki były zaskakujące: średnica planety ma około 3/4 średnicy Jowisza, ale jej gęstość sugeruje, że połowa do dwóch trzecich jej masy zawiera się w ciężkich pierwiastkach, głównie w stałym rdzeniu. To odróżnia ją od innych pozasłonecznych planet, które, podobnie jak Jowisz, składają się głównie z gazów, wodoru i helu, i najwyżej 1/4 ich masy stanowi rdzeń. "To bardzo dziwny obiekt" oznajmił Greg Laughlin, astronom z Uniwersytetu Kalifornii w Santa Cruz. Istotnie, odkrycie nadweręża dwie podstawowe teorie powstawania planet. W "modelu przyrostu rdzenia" tworzą się one przez stopniowe rozbudowywanie rdzenia na skutek różnych kolizji. Rosnąca grawitacja zaczyna przyciągać coraz więcej materii, w tym gazów dających atmosferę. W alternatywnym "modelu grawitacyjnej niestabilności" gazowe giganty tworzą się szybko przez kondensację wprost z chmur gazu i pyłu otaczających młodą gwiazdę.

Laughlin twierdzi, że nowe odkrycie sugeruje coś innego, takiego jak kolizja z co najmniej jedną planetą w przeszłości, co mogłoby wyjaśnić gęstość rdzenia. Jeśli tak było, zderzenie mogło wytrącić planetę z równikowej płaszczyzny gwiazdy. Naukowcy ponownie zbadali planetę w celu sprawdzenia osi jej rotacji i w tej chwili przetwarzają otrzymane dane.

Planeta ma piekielną temperaturę 1200°C i leży około 25 razy bliżej swej gwiazdy niż Ziemia od Słońca. Prawdopodobnie przemieściła się na tą odległość z dalszej orbity, gdy tarcie materiału wokół gwiazdy spowolniło jej ruch i grawitacja przyciągnęłą planetę bliżej.

Artykuł o nowo odkrytej planecie zostanie opublikowany w Dzienniku Astrofizycznym.

Bool za New Scientist



blog comments powered by Disqus