Archiwum newsów - październik 2004

Autor: Greg K1ler

Nowy gatunek człowieka

31 października 2004

Nowy gatunekO zaskakującym znalezisku donoszą australijscy i indonezyjscy naukowcy na łamach najnowszego "Nature". Kości osobnika, być może płci żeńskiej, odkryto w jaskini Liang Bua pośród narzędzi kamiennych i szczątków zwierząt - karłowatych słoni i waranów, takich samych jak na sąsiedniej wyspie Komodo. Na potrzeby naukowego opisu znalezisku nadano nową nazwę gatunkową - Homo floresiensis.
Znalezisko pochodzi zaledwie sprzed 18 tys. lat. Nowoodkryty gatunek człowieka współistniał więc w czasie z Homo sapiens. Jak na razie nie ma jednak bezpośrednich dowodów na spotkanie naszych przodków z przedstawicielami "Człowieka z Flores".
Odkryty szkielet świadczy o tym, że Homo floresiensis miał niewielki mózg (o pojemności 380 cm3) i był karłowaty. Przy metrze wysokości wielkością przypominał raczej dalekiego nam i o miliony lat starszego australopiteka. Autorzy znaleziska sugerują, że osobnik ten mógł być skarlałą pochodną Homo erectus z Jawy. Niewielkiwzrost człowieka naukowcy wyjaśniają jego długotrwałą izolacją na wyspie i ograniczoną wielkością populacji.
Karlenie w takich warunkach, zwłaszcza na wyspach, to przypadek znany z dotychczasowych obserwacji zwierząt. Dotyczy np. słoni, nosorożców, a także innych ssaków również z wyspy Flores. Teoretycznie można dopuszczać, że populacja ludzka, izolowana przez tysiąclecia, mogła zmienić się w podobny sposób. Nowoodkryty gatunek żył na Flores w czasie, gdy na niedalekiej Jawie egzystowały jeszcze resztki populacji Homo erectus, i gdy cały region został już skolonizowany przez Homo sapiens.
Dziś jesteśmy jedynym gatunkiem Homo - rodzaju, który wyłonił się około 2,5 mln lat temu. W przeszłooci na Ziemi żyło więcej gatunków człowieka - Homo habilis, Homo erectus, Homo neanderthalensis i Homo sapiens (który pojawił się około 160 tys. lat temu). Odkrycie nowego gatunku Homo świadczy o tym, że różnorodność ludzi przeszłości całkiem nieodległej przeszłości była o wiele większa niż dotąd oceniano.

Greg K1ler za Onet.pl

Misja Cassini

30 października 2004

Misja CassiniMiędzyplanetarna sonda Cassini przeleciała we wtorek o godz. 18.45 czasu warszawskiego w pobliżu największego satelity Saturna - Tytana, zbliżając się na odległość 1199 km od jego powierzchni. Po kilku godzinach przekazała na Ziemię pierwsze, niezwykłe zdjęcia Tytana.
Naukowcy z amerykańskiej agencji NASA, Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i Włoskiej Agencji Kosmicznej, które razem zaprojektowały i sfinansowały misję, mają nadzieję sprawdzić co znajduje się pod grubą warstwą chmur spowijających Tytana, jedynego znanego satelity w Układzie Słonecznym, który ma własną atmosferę.
Jedna z hipotez zakłada istnienie na Tytanie - który jest większy od planet Plutona i Merkurego - oceanów płynnego metanuietanu. Wiadomo już, że w atmosferze Tytana znajdują się związki oparte na węglu, będące budulcem żywych komórek. Niektórzy z naukowców nie wykluczają, że w oceanach Tytana może istnieć życie jednak przeważa opinia, iż panują tam zbyt niskie temperatury.
Kosztująca 3,3 mld dol. sonda Cassini przeleci w pobliżu Tytana jeszcze łącznie 45 razy, zbliżając się na odległość 965 km od jego powierzchni.
24 grudnia br. sonda wypuści do atmosfery tego ciała niebieskiego skonstruowany przez europejskich uczonych próbnik Huyghens. Ma on osiąść na powierzchni Tytana, zbadać panujące tam warunki i przesłać informacje na Ziemię.
Sonda wystartowała z Ziemi w 1997 r. i przebyła w drodze do Saturna 3,5 mld km. Projekt Cassini zalicza się do jednego z najdroższych w dotychczasowej eksploracji kosmosu.

Greg K1ler za Onet.pl

Kurs podstaw fizyki w GNP

28 października 2004

Kurs fizykiJuż niedługo, przy współpracy z dziekanem Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej Zbigniewem Kąkolem zamieścimy na łamach Gildii Nauki Popularnej łatwy, przejrzysty kurs podstaw fizyki. Zostanie on opatrzony komentarzem dla zupełnych laików tak, aby każdy zainteresowany mógł z niego skorzystać. To pierwsze tego typu przedsięwzięcie na naszym portalu i liczymy na opinie ze strony czytelników. Myślę, że forma owego przewodnika po fizycznych niuansach zainteresuje Cię drogi Czytelniku, będzie uzupełniona prezentacjami multimedialnymi i ciekawostkami. Wszelkie uwagi prosimy kierować tutaj.

GNP

Uczeni wyleczyli szczury komórkami macierzystymi z ludzkich zarodków

27 października 2004

Komórki macierzysteWyjęte z zarodków ludzkie komórki macierzyste potrafią przywrócić władzę w nogach sparaliżowanym szczurom. To pierwszy namacalny dowód na ogromne możliwości terapeutyczne drzemiące w tych komórkach. Próby leczenia ludzi za ich pomocą rozpoczną się już za kilkanaście miesięcy


Największa zaletą, a jednocześnie największą wadą komórek wyjętych z zarodka jest to, że potrafią się one przekształcić w dowolną tkankę ludzkiego organizmu. A skoro dowolną, to równie dobrze zamiast stać się częścią uszkodzonego rdzenia kręgowego czy serca, mogą wytworzyć raka. Dlatego też niezależnie od etycznych zastrzeżeń (po to, by wyprodukować zarodkowe komórki macierzyste, trzeba zniszczyć ludzki embrion) wielu naukowców twierdziło, że jeszcze długo nie będziemy potrafili ich użyć do leczenia ludzi.

Ogon do góry

Badacze uszkadzali rdzeń kręgowy szczurom, a następnie po upływie tygodnia podawali zwierzętom lecznicze komórki. Zanim jednak doszło do przeszczepu przez 42 dni hodowali je w laboratorium i bardzo precyzyjnie zmieniali składniki, na jakich komórki rosły i różnicowały się. Zależało im bowiem na tym, żeby po przeszczepie powstawały z nich wyłącznie tzw. oligodendrocyty.

Dlaczego akurat oligodendrocyty? Ponieważ ich zadanie sprowadza się do wytwarzania mieliny - tłuszczowej substancji wchodzącej w skład otoczki powlekającej nasze nerwy. Mielina przyspiesza przewodzenie sygnałów nerwowych.

- Uszkodzenia rdzenia kręgowego sprowadzają się do przecięcia połączeń nerwowych - tłumaczył Keirstead. - Ale nawet jeśli nerwy częściowo poodrastają, a do zachowania władzy w nogach wystarcza zaledwie 10 proc. prawidłowo funkcjonującego rdzenia - bez mieliny całość i tak nie będzie działać.

Badacze wykazali, że dziewięć tygodni po podaniu leczniczych komórek szczury znów były w stanie się poruszać, a także dumnie zadrzeć ogon do góry. Zwycięstwo nie było co prawda stuprocentowe - leczone gryzonie nie potrafiły biegać równie szybko jak przed uszkodzeniem - niemniej jednak ich stan poprawił się radykalnie.

Ludzie w ślad za szczurami

- Co z próbami na ludziach? - dopytywali dziennikarze Keirsteada. - Miło mi zakomunikować, że nastąpi to najprawdopodobniej na początku 2006 roku. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, będzie to pierwsza w tym kraju próba leczenia ludzi zarodkowymi komórkami - oznajmił z wyraźną satysfakcją naukowiec.

Zanim do tego dojdzie, badacze muszą potwierdzić bezpieczeństwo takiej terapii (jak dotąd żaden z tysiąca leczonych szczurów nie dostał raka), sprawdzić, czy podanie komórek nie wywoła bólu ani żadnych nieoczekiwanych komplikacji.

- Już dziś możemy powiedzieć, że pierwsze próby będą obejmować niewielką liczbę starannie wyselekcjonowanych pacjentów - dodał Keirstead. - Proszę się nie dziwić, że podchodzę do tego z takim entuzjazmem - mówił naukowiec. - Mam nadzieję, że nasza metoda może przydać się nie tylko osobom po urazie rdzenia, ale także dotkniętych innymi schorzeniami neurologicznymi. Cóż za fascynujący czas dla biologii i medycyny. Niech żyją komórki macierzyste!

K2K za Gazeta.pl
 

Dziś zaćmienie

27 października 2004

ZaćmienieNajbliższej nocy będzie okazja zaobserwować całkowite zaćmienie Księżyca. Warunek jest jeden: bezchmurne niebo albo przynajmniej rozpogodzenia.

Do zaćmienia Księżyca dochodzi w momencie, gdy Słońce, Ziemia i Księżyc znajdą się w jednej linii. Wtedy nasza planeta rzuca cień na swojego naturalnego satelitę. Taka sytuacja zdarza się dwa razy w roku, podobnie jak dwa razy w roku zdarza się zaćmienie Słońca, gdy cień Księżyca pada na Ziemię.

Jednak zaćmienie Księżyca obserwujemy częściej, bo widoczne jest ono wszędzie tam, gdzie Księżyc znajduje się ponad horyzontem. Dla odmiany zaćmienie Słońca widoczne jest tylko w określonym miejscu na Ziemi. Dwa tygodnie temu całkowite zaćmienie Słońca mogli obserwować tylko mieszkańcy północnej Azji i Alaski.

A najbliższe całkowite zaćmienie Księżyca będzie widoczne między innymi w całej Europie. Instytut Astronomii Uniwersytetu Zielonogórskiego informuje, że zjawisko rozpocznie się o godzinie 3:16, początek całkowitego zaćmienia przypadnie na godzinę 4:25, a maksimum będzie o 5:05. Księżyc nie zniknie, będzie miał kolor brunatno-czerwony. Dzieje się tak dlatego, że promienie słoneczne będą docierały do niego przez warstwę ziemskiej atmosfery. Zjawisko zakończy się o 6:53.

Zaćmienie Księżyca nie należy do tak spektakularnych zjawisk jak całkowite zaćmienie Słońca i nie ma aż tak wielkiego znaczenia naukowego. Jest jednak również godne uwagi, szczególnie dla początkujących miłośników astronomii.

comrade za Onet.pl

Samochody coraz bliżej wodoru

26 października 2004

Za 20 lat, jak dobrze pójdzie

- Wierzę w wodór, bo nie mamy wyboru. Ropa i gaz skończą się za kilkadziesiąt lat, a wcześniej zdrożeją. Na czym wtedy będziemy jeździli? Potrzebne jest nowe paliwo, dzięki któremu uniezależnimy się od tradycyjnych surowców - mówi René, który w firmie odpowiada za testy wodorowego pojazdu. Pytam, ile kosztuje jego audi. - Milion dolarów - mówi. - Ale tu wszystko było niemal ręcznie składane. W przypadku masowej produkcji byłby trochę tańszy - dodaje.

Nasza rozmowa toczy się w Szanghaju, gdzie odbywa się światowy zlot pojazdów ekologicznych. Imprezę pod nazwą Challenge Bibendum organizuje od sześciu lat w różnych zakątkach globu francuski producent opon Michelin. Do Chin przyjechało łącznie ponad 150 pojazdów, ale największe zainteresowanie budzą te napędzane wodorem. Optymiści przewidują, że rozpowszechnią się one za 15-20 lat, pesymiści mówią o pół wieku. Większość dużych firm ma już na wszelki wypadek gotowe prototypy takich samochodów. DaimlerChrysler wyprodukował do tej pory 60 wodorowych Mercedesów F-Cell. Jeżdżą po Europie, USA, Japonii i w Singapurze. Do końca tego roku będzie ich ponad 100.

Skąd wziąć ekologiczny wodór?

Kłopot z wodorem jest taki, że choć pełno jest go wokół nas, to w przyrodzie nie występuje on samodzielnie. Trzeba go wyprodukować, co zresztą czyni się od dawna - głównym źródłem jest gaz ziemny. - To jednak nie jest żaden postęp. Nadal jesteśmy uzależnieni od tradycyjnych surowców. Samochody na wodór będą miały sens dopiero wtedy, gdy ten gaz nauczymy się wytwarzać za pomocą energii odnawialnej. Ta nauka -według naszych prognoz zajmmie nam 20 lat - mówi Matthias Rabe, dyrektor ds. badań Volkswagena.

Podobnie sądzą naukowcy z Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego. Ich raport wylicza kilkanaście barier, których pokonanie jest konieczne, aby mogła się ziścić wizja gospodarki wodorowej przedstawiona półtora roku temu przez Georga W. Busha. Zgodnie z nią pierwsze samochody na wodór powinny trafić do masowej produkcji w 2020 roku. "To nie będzie łatwe. Najlepsze rozwiązania są dziś od 10 do 100 razy za drogie. Ich usprawnianie niewiele pomoże. Potrzebne są przełomowe odkrycia naukowe" - stwierdzili autorzy ekspertyzy.

Jakby w odpowiedzi na ten apel amerykański Departament Energii poinformował parę dni temu, że przeznaczy 75 mln dolarów na badania poświęcone wykorzystaniu wodoru. To samo robią Japończycy, którzy wyliczyli, że w 2010 roku będzie jeździło po świecie kilkadziesiąt tysięcy samochodów zasilanych wodorem. Honda, Toyota i Nissan usilnie pracują nad tym, aby jak najwięcej z nich miało japoński rodowód.

- Znajdujemy się w przełomowym momencie. Możemy wreszcie zwiększać powoli produkcję samochodów wodorowych, bo dogadaliśmy się z koncernami paliwowymi, że one równocześnie postawią przy drogach swoje stacje. Do tej pory jedni oglądali się na drugich i w rezultacie wszyscy staliśmy w miejscu - nie było ani samochodów, ani stacji wodorowych. Teraz to się zmieni, nie będą to już pojedyńcze sztuki, ale dziesiątki, a potem setki pojazdów. Przyszłośc należy do wodoru - deklarowała w Szanghaju w imieniu branży motoryzacyjnej wiceprezes Forda.

K2K za Gazeta.pl
 

Na tropie nieśmiertelności

25 października 2004

ForumKto powiedział, że nie da się wygrać ze śmiercią! 74-letni Bob Jones codziennie aplikuje sobie drakońską dawkę hormonów i używa życia jak dwudziestolatek. Że terapia jest ryzykowna? Nie ma sprawy - bagatelizuje Jones. On i miliony jemu podobnych czekają niecierpliwie na odkrycie biologicznej tajemnicy nieśmiertelności. Badacze są już na tropie "genu Matuzalema", który otworzy drogę do nieśmiertelności... - w najnowszym numerze tygodnika FORUM znajdziecie artykuł o badaniach nad przedłużaniem życia. Tekst dostępny jest online na stronie magazynu do 25 listopada.

Kormak

Mózg idzie na kompromis

24 października 2004

MózgW sytuacji dylematów moralnych, w które jesteśmy osobiście zaangażowani, nasz mózg ani nie polega wyłącznie na chłodnych kalkulacjach, ani nie zdaje się wyłącznie na działanie emocji - idzie raczej na kompromis.

Wyobraź sobie sytuację wywołującą dylemat moralny - proponują naukowcy z Princeton University: ukrywasz się wraz z grupą bliskich ci osób w piwnicy przed uzbrojonymi napastnikami. Nagle twoje małe dziecko zaczyna płakać. Czy narazisz całą grupę na niebezpieczeństwo, czy też przydusisz niemowlę, narażając jego zdrowie i życie? Jakie części mózgu są zaangażowane w rozwiązanie tego dwuznacznego moralnie problemu? - zastanawiali się naukowcy.

Badania wykazały, że nim podejmiemy decyzję, w naszym mózgu odbywa się błyskawiczna debata między ośrodkiem odpowiedzialnym za reakcje emocjonalne, a tym, który trzeźwo ocenia sytuację.

Wcześniejsze badania grupy z Princeton pod przewodnictwem Joshua D. Greene'a wyjaśniły, jakie obszary mózgu są zaangażowane w podjęcie decyzji dotyczącej innych osób (na przykład dylemat, czy uratować pięć osób kosztem jednej) - tu zazwyczaj angażujemy rejony mózgu związane z abstrakcyjnym wyobrażaniem sobie skutków danej sytuacji, czyli analizą "na zimno".

Natomiast, kiedy musimy podjąć podobną decyzję, ale dotyczącą bezpośrednio nas samych (na przykład stoimy obok osoby, której życie można poświęcić, aby ratować życie pięciu innych) - zaczyna działać część naszego mózgu odpowiedzialna za reakcje emocjonalne.

Jednak wciąż nie wiadomo było, jak zachowuje się mózg człowieka podczas rozwiązywania skomplikowanych dylematów moralnych, takich jak opisana wcześniej sytuacja z dzieckiem.

W eksperymencie wzięli udział ochotnicy, których zadaniem było rozwiązywanie różnych problemów - zarówno tych moralnie "łatwiejszych", jak i "trudniejszych". Praca ich mózgu była rejestrowana za pomocą rezonansu magnetycznego. Mierzono dopływ krwi do różnych części mózgu - im więcej krwi, tym intensywniej dany fragment pracował.

Badacze zaobserwowali, że u ludzi postawionych przed osobistym dylematem moralnym, zwiększa się aktywność dwóch części mózgu - odpowiedzialnej za wyobrażanie sobie skutków sytuacji i jednocześnie tej, w której powstają reakcje emocjonalne.

Wykazano również, że podczas analizy skomplikowanych dylematów, intensywnie pracuje tzw. przednia część kory obręczy, część mózgu związana między innymi z rozwiązywaniem konfliktów.

Autorzy pracy opublikowanej w "Neuron" mówią, że niezależnie od tego, co przywykliśmy myśleć o rozwiązywaniu dylematów moralnych - jest to wynik kompromisu między trzeźwym osądem a emocjami.

Greg K1ler za Onet.pl

Inteligentne szyby

24 października 2004

Inteligentne szybyJeżeli choć raz w życiu przepracowałeś dzień w południowych pomieszczeniach biurowca, to na pewno docenisz najnowsze odkrycie chemików z University College London. Zespół pod przewodnictwem Ivana P. Parkina zdołał opracować inteligentne szyby, które są w stanie zmniejszyć nagrzewanie pomieszczenia nawet o połowę. Kluczem do sukcesu okazał się ditlenek wanadu domieszkowany wolframem. Naukowcy już od dawana wiedzą, że tlenek ten podgrzany do temperatury powyżej 68 stopni Celsjusza przechodzi z półprzewodnika przepuszczającego promieniowanie podczerwone w substancję bardziej metaliczną, która je odbija. Eksperymentatorzy stwierdzili także,że odpowiednie domieszki pozwalają obniżyć tę temperaturę.I tak w  materiale angielskich inżynierów w momencie, kiedy temperatura przekracza 29 stopni Celsjusza, zwiększa się liczba swobodnych nośników ładunku. Dzięki temu szkło pokryte warstwą tej substancji odbija promieniowanie podczerwone i przepuszcza bez przeszkód promieniowanie widzialne. Kolejną znaczącą zaletą "inteligentnych" szyb jest sposób ich produkcji. Na warstwie szkła naparowuje się pod ciśnieniem atmosferycznym jeszcze cieńszy plaster ditlenku wanadu z domieszką wolframu. Proces nie wymaga skomplikowanej aparatury i w przyszłości może być otrzymywany w produkcji seryjnej. Badacze muszą jeszcze rozwiązać problem nieestetycznego koloru (żółtozielony kolor) tak zaprojektowanej szyby. Najprostszym rozwiązaniem jest dodanie niebieskiego barwnika i pokrycie go drugą, ochronną warstwą szkła. Jednakże projekt chemików oraz produkcja specjalistycznych szyb jest zbyt droga.Zobliczeń wynika, że tańszymrozwiązaniem jest zainstalowanie w budynku  zwykłej klimatyzacji.

Na zdjęciu: Warstwa ditlenku wanadu z domieszką wolframu naniesiona na szkło. Skala: 1 mikrometr.

Dinki

Autonomiczny statek kosmiczny

24 października 2004

Całkowicie niezależny pojazd zaprojektowany do spotkania i połączenia z satelitą zostanie we wtorek umieszczony na orbicie. Celem tej misji NASA jest sprawdzenie technologii, które ewentualnie umożliwią dokowanie statków kosmicznych i naprawę sprzętu w kosmosie bez udziału człowieka. Badania są przełomowe, gdyż pozytywne wyniki mogą przyczynić się do ambitnego planu podboju układu słonecznego.

Rosjanie używają zautomatyzowanej techniki do dokowania swoich statków Sojuz oraz robią postępy w dziedzinie pojazdów przenoszących ładunki na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Europa i Japonia rozwijają systemy samonaprowadzającego sterowania i możliwości cumowania.

Stany Zjednoczone wciąż jednak polegają na astronautach podczas parkowania wahadłowców. "Spośród wszystkich przewidywanych etapów wyprawy na Księżyc i Marsa, krytycznym momentem jest możliwość niezależnego spotkania pojazdów i dokowania" - twierdzi Frank Bauer, inżynier Centrum Lotów Kosmicznych Goddarda w Greenbelt, Maryland. Uważa też, że ładunek prawdopodobnie mógłby zostać przetransportowany do miejsca przeznaczenia w kilku etapach, z przystankami na niższych orbitach ziemskich i umieszczony w pobliżu celu.

Obecnie NASA stawia pierwsze kroki by osiągnąć ten cel poprzez program Demonstracji Technologii Niezależnych Spotkań (DART). Statek kosmiczny ma być kierowany za pomocą systemu GPS i laserów tak, aby trafić do eksperymentalnego satelity komunikacyjnego, już znajdującego się na orbicie.

Pojazd o długości 1.8 metra wystartuje w luku bagażowym innego statku z Vandenberg Air Force Base w Californii o godzinie 19:13 CE 26 października. Na wysokości 12 kilometrów opuści statek, a następnie za pomocą rakiety Pegazus wzniesie się na wysokość 500 kilometrów. Na tej wysokości zaczną już działać systemy GPS i na powolnym ciągu osiągnie swój cel na wysokości 160 kilometrów. Samą fazę dokowania będą kontrolowały systemy laserowe oceniając zbliżenie i pozycję względem celu.

Naukowcy muszą przewidzieć wiele scenariuszy wszystkich faz lotu, gdyż o jeden krok za daleko w którymkolwiek kierunku może zakończyć misję niepowodzeniem. Dlaczego więc włożono w ten projekt tyle pracy i pieniędzy (95 milionów dolarów)? Otóż wyniki posłużą bezpośrednio do uruchomienia kolejnego programu Orbital Express w 2006 roku związanego z amerykańskim systemem obrony.

comrade za New Scientist

Z duchem czasu

22 października 2004

Z duchem  czasuEuropejska Agencja Kosmiczna ESA rozpoczęła montaż satelity, który został zaprojektowany przez 250 studentów w ramach internetowej inicjatywy Express.

250-osobowy zespół pracujący nad satelitą SSETI (Student Space Education and Technology Initiative - Studencka Inicjatywa Edukacji i Technologii Kosmicznej ) Express ani razu nie spotkał się fizycznie w pełnym składzie. Większość prac koordynowanych jest przez internet - za pośrednictwem wymiany dokumentacji, ale też np. poprzez strony WWW, na których prezentowane są odświeżane na bieżąco zdjęcia z kamery umieszczonej w uczelnianych laboratoriach. W pracach biorą uczelnie z całej Europy (w tym studenci z Politechniki Warszawskiej i Uniwersytetu Wrocławskiego) oraz z Japonii.

Satelita będzie miał kształt kostki o wymiarach 60x60x70 cm. W  jednej obudowie umieszczone zostaną trzy mniejsze satelity, które mają przekazywać zdjęcia Ziemi, służyć jako przekaźnik dla amatorskiej komunikacji radiowej, a także testować system komunikacyjny dla kolejnego "studenckiego" satelity - ESEO. Inicjatywa Express jest bowiem przede wszystkim technologicznym i logistycznym testem przed wystrzeleniem ESEO, a równocześnie przedsięwzięciem, które ma umotywować biorących udział w pracach studentów. ESEO będzie ważyć ponad 100 kg i zgodnie z planem ma zostać wyniesiony na orbitę geostacjonarną w roku 2007.

"Projekt [ESEO] rozwija się prawidłowo, ale powoli. Okazało się, że wielu naszych studentów mogłoby skończyć edukację bez możliwości zobaczenia startu sprzętu, przy którym pracowali" - wyjaśnia Philippe Willekens z edukacyjnego działu ESA. "Z tego względu stworzyliśmy Express - próbną misję wykorzystującą kilka podsystemów ESEO, które są już gotowe i które odpowiedzialne za nie wydziały uczelni chciały wystrzelić".

Studenci muszą ukończyć swoje prace przed końcem listopada, gdyż później rozpoczną się długotrwałe procedury testujące wytrzymałość satelity na warunki panujące podczas misji. W lutym satelita trafi na rosyjski kosmodrom Plesetsk. W maju zostanie wyniesiony na orbitę przez rakietę Ariane 5.

Greg K1ler za 4Press

Wirujący kosmos

21 października 2004

Według najnowszych odkryć wir, powstający w wyniku ruchu obrotowego Ziemi, wykrzywia przestrzeń otaczającą naszą planetę. Potwierdza to tym samym kluczowe przewidywania ogólnej teorii względności Einsteina. Po 11 latach obserwacji dwóch satelitów ziemskich naukowcy odkryli, że każdy z nich przemieszcza się o około 2 metry w ciągu roku, ponieważ przestrzeń wokół Ziemi również się przemieszcza z powodu naszego wirującego świata.

Owe przemieszczenie jest modyfikacją prostszego modelu grawitacji Newtona. Przewidzieli je austriaccy fizycy Joseph Lense i Hans Thirring w 1918 roku, pracujący nad teorią względności Einsteina. Stąd nazwa efektu Lense-Thirringa.

Na czym on polega? Jakikolwiek obiekt posiadający masę zakrzywia otaczającą go czasoprzestrzeń, podobnie jak ciężki przedmiot zagłębia rozciągnięte prześcieradło, wyjaśnia Ignazio Ciufolini z Universita di Lecce we Włoszech. Gdy tenże obiekt wiruje powoduje kolejne zakłócenia, podobne jak w przykładowym prześcieradle zwiniętym w wir od obracającego się na nim ciężkiego krążka. Jeśli przestrzeń wokółziemska jest zakrzywiona, to satelity powinny być "wyłapywane" przez te zniekształcenia.

Zespół Ciufoliniego analizował miliony laserowych sygnałów odbitych od tych satelitów nazwanych LAGEOS i LAGEOS2. Oba są sferami o bardzo dobrych własnościach odblaskowych, zrobionymi tylko i wyłącznie do tych badań. Wyglądają jak piłki golfowe o średnicy 60 centymetrów i nie posiadają żadnych baterii ani elektroniki.

Badacze twierdzą, że wyniki ich badań to 99% przewidywanego przemieszczenia, a błąd jest nie większy niz 10%. Są to najdokładniejsze pomiary dotyczące tego zjawiska, którego badanie zbliża nas do głębszego poznania świata.

comrade za Space

Szczegółowa mapa ludzkich genów

20 października 2004

Naukowcy jeszcze raz, tym razem na spokojnie, policzyli nasze geny. Twierdzą, że mamy ich zaledwie 20-25 tys.

Bez fanfar i głośnych konferencji prasowych, trzy lata po ogłoszeniu rozszyfrowania ludzkiego genomu, naukowcy donoszą w dzisiejszym "Nature", że dopiero teraz tak naprawdę go poznali. Cały czas jednak zastrzegają, że to nie koniec - że za nimi dopiero 99 proc. pracy.

Po euforii w 2001 r. związanej z poznaniem mapy ludzkich genów uczeni z International Human Genome Sequencing Consortium (Międzynarodowe Konsorcjum Sekwencjonowania Genomu Ludzkiego) stanęli przed żmudnym zadaniem uzupełnienia braków. Poprzednie badania były dalekie od doskonałości. Brakowało informacji o położeniu 30 proc. "cegiełek", z których zbudowane jest nasze DNA. A w najważniejszej części, tej, która przechowuje gros informacji o budowie białek, brakowało ok. 10 proc. danych.

Genów jeszcze mniej

Uczeni jeszcze raz zweryfikowali liczbę naszych genów. W 2001 r. wielkie zdziwienie wywołała informacja, że jest ich tylko 30-35 tys. Teraz okazuje się, że i taliczba została zawyżona. Według nowych szacunków jest ich zaledwie 20-25 tys. Naukowcy są pewni lokalizacji ponad 19 tys. z nich, tropią kolejne dwa tysiące.

Dlaczego poprzedni wynik okazał się błędny? Przyczyną był pośpiech. Parę lat temu, kiedy naukowcy z pracującego za publiczne pieniądze konsorcjum ścigali się z prywatną firmą Celera o to, kto pierwszy rozszyfruje ludzkie DNA, zastosowano do tego celu szybką i tanią metodę zwaną "shot-gun". Teraz, kiedy na spokojnie można się było przyjrzeć uzyskanym wynikom, okazało się, że taki sposób badania DNA nie zawsze się sprawdza. W niektórych miejscach pojawiły się nadmiarowe "cegiełki", w innych nie doliczono się wszystkich. Po zweryfikowaniu okazało się, że jesteśmy ubożsi przynajmniej o parę tysięcygenów.

Oczywiście, to nie koniec badań nad poznaniem ludzkiego genomu. Kolejnym krokiem - podkreśla Collins - jest odnalezienie w nim tych miejsc, w których ludzie różnią się pomiędzy sobą. Trzeba opisać, jakie rodzaju subtelne różnice w genach sprawiają, że różnimy się wyglądem, charakterem, inteligencją.

K2K za Onet.pl
 

Inwazja robotów?

20 października 2004

Inwazja robotówWykorzystanie robotów do takich prac jak koszenie trawników, odkurzanie podłóg itp. wzrośnie w skali światowej siedmiokrotnie do roku 2007 - głosi raport ONZ, wskazujący na wielki wzrost zainteresowania "inteligentnymi" maszynami.

Temu zainteresowaniu towarzyszy rekordowa liczba zamówień na roboty przemysłowe - podkreślono w dorocznym Światowym Przeglądzie Robotyki, publikowanym przez ONZ-owską Komisję Gospodarczą ds. Europy (UNECE) i Międzynarodową Federację Robotyki.

Według stanu na koniec roku 2003, w gospodarstwach domowych na świecie pracowało 607 tysięcy "mechanicznych pomocy domowych", przy czym dwie trzecie tych robotów kupiono w tamtym roku.

Palmę pierwszeństwa dzierżą roboty-odkurzacze - było ich 570 tys. Inteligentnych kosiarek do trawy sprzedano w 2003 roku 37 tysięcy.

Autorzy raportu przewidują, że do końca roku 2007 w użyciu będzie ok. 4,1 miliona robotów domowych. Prognozuje się wzrost zainteresowania robotami do mycia okien i czyszczenia basenów kąpielowych.

W kategorii robotów przemysłowych na pierwszym miejscu światowej listy pozostaje Japonia. Pracuje tam połowa światowej armii 800 tysięcy "mechanicznych robotników". Na drugim miejscujest Europa (250 tys. robotów przemysłowych, głównie w Niemczech, we Włoszech i we Francji). W Stanach Zjednoczonych było 112 tys. robotów przemysłowych.

Większość robotów przemysłowych pracuje na liniach produkcyjnych, zwłaszcza w przemyśle samochodowym. Na świecie jest też jednak 21 tysięcy "robotów usługowych", pomagających chirurgom na salach operacyjnych, zajmujących się toksycznymi odpadami czy też dojących krowy.

Do końca dekady roboty będą nie tylko odkurzać, kosić trawę i pilnować domów, lecz także pomagać ludziom starszym i niepełnosprawnym, przeprowadzać operacje chirurgiczne, kontrolować rurociągi, walczyć z pożarami i rozbrajać niewypały.

Greg K1ler za Onet.pl

Magnetyczne żaglowce dopłyną na Marsa w 80 dni

19 października 2004

NASA zaakceptowała do wstępnego finansowania dwanaście projektów naukowych dotyczących nowego rodzaju napędów stosowanych w podróżach międzyplanetarnych.

Jednym z nich jest projekt "magnetycznego żaglowca", który dotarłby na Czerwoną Planetę w niecałe 80 dni.

Jednym z ważniejszych powodów, dla których załogowa wyprawa na Marsa jeszcze nie doszła do skutku, jest długi czas podróży. Obecnie na Czerwoną Planetę i z powrotem leci się około dwa i pół roku (ponad rok trzeba czekać na korzystny układ planet). Jest to bardzo długi okres, wyraźnie dłuższy od rekordu przebywania na orbicie okołoziemskiej ustanowionego przez kosmonautów rosyjskich. Naukowcy robią więc wszystko, aby znaleźć sposób na znaczne skrócenie podróży do planety boga wojny.

W tym miesiącu NASA Institute for Advanced Concepts wybrał dwanaście projektów, których zadaniem jest opracowanie nowych technologii pozwalających na przyspieszenie tego procesu. Projekty te otrzymały po 75 tysięcy dolarów na wstępną rozbudowę. Posześciu miesiącach najlepsze z nich otrzymają kolejne 400 tysięcy dolarów na okres kolejnych dwóchlat.

Jednym z najbardziej obiecujących projektów wydaje się być projekt silnika opartego na pomyśle wiązki namagnetyzowanej plazmy, tzw. mag-beam, zaproponowany przez grupę Roberta Winglee'a z University of Washington. Napędzanie statku polega tu na wysłaniu w przestrzeń stacji kosmicznej, której zadaniem będzie generowanie wąskiej wiązki jonów i "strzelanie" nią w magnetyczny żagiel kosmicznej sondy.

Projekt ten przewiduje, że średniej wielkości stacja będzie w stanie wyprodukować wiązkę, która rozpędzi statek do prędkości 11.7 kilometra na sekundę. To pozwoliłoby dotrzeć do Marsa w 76 dni!

Problem jest jednak z powrotem. Żeby statek z żaglem magnetycznym wrócił, musi mieć na Marsie kolejną stację, która będzie w stanie rozpędzić go w kierunku Ziemi.

Jeśli NASA przychyli się do projektu grupy Winglee'a, kolejne misje NASA zaczną rozmieszczać w różnych miejscach Układu Słonecznego stacje produkujące magnetyczne wiązki.  

K2K za Onet.pl

Mama, tata i... No właśnie, kto?

19 października 2004

Naukowcy w Wielkiej Brytanii starają się o licencję na "tworzenie" dzieci z trzech genetycznych rodziców. Celem jest uodpornienie maluchów przed chorobami mutacyjnymi w DNA, które przenoszoną mitochondria - składniki komórek produkujące energię.

Podanie Douga Turnbulla i Mary Herbert z University of Newcastle zostanie rozpatrzone przez brytyjski urząd Ludzkich Zapłodnień i Rzeczoznawców Embriologii w ciągu najbliższych kilku tygodni.

Procedura będzie zawierała zapładnianie jajeczka in-vitro poza ciałem kobiety i transplantowanie go innej, której go wcześniej usunięto. W ten sposób każde dziecko będzie miało materiał genetyczny od dwóch rodziców i wspomniane mitochondria od trzeciej osoby. Najlepiej młodszej w celu jeszcze większego zmniejszenia ryzyka.

Proces został zabroniony wcześniej w U.S.A. z powodu dwuznaczności moralnej.

Greg K1ler za New Scientist

Nobel z chemii

19 października 2004

Nobel z chemiiTegorocznymi laureatami nogrody Nobla w dziedzinie chemii została trójka naukowców: Aaron Ciechanover, Avram Hershko i Irwin Rose. Odkryty przez nich mechanizm pozbywania się zbędnych białek z organizmu może stanowić klucz do skuteczniejszej walki z rakiem i innymi chorobami. Wszystko zaczęło się na początku lat 80 kiedy trójka chemików odkryła cząsteczkę, która odpowiedzialna jest za sprzątanie białkowych "śmieci" z naszego organizmu. Nosi ona nazwę ubikwityny lub Pocałunku Śmierci. Jej zadaniem jest poszukiwanie protein, które blokują prawidłowe funkcjonowanie naszych komórek. Gdy cząsteczka ubikwityny zlokalizuje zbędne białko, szczelnie wiąże się z nim. Podczas wędrówki dołączają się kolejne "mordercze" cząsteczki, tworząc silnie przylegający aglomerat, z którego nic nie może się wyrwać. Tak osaczone białko jest kierowane do kompleksu enzymatycznego, w którym ulega zniszczeniu. Ponadto w naszym organiźmie między poszczególnymi elementami (np: komórkami) odbywa się intensywna wymiana zdań. Zdania te nie są niczym innym jak małymi cząsteczkami białek, które natychmiast po spełnieniu swojej funkcji (przenieniesienia informacji) muszą zostać unicestwione. Także ten proces jest regulowany przez ubikwityne.

Najprościej mówiąc ubikwityna jest znacznikiem, który umożliwia rozpoznanie danego białka, przeznaczenie go do degradacji lub w wyjątkowych sytacjach przetransportowanie do innego miejsca w komórce.

Nieprawidłowe funkcjonowanie ubikwityny lub jej brak jest powodem wielu chorób, m.in. stanów zapalnych, nowotworów złośliwych oraz schorzeń układu nerwowego (np. choroba Alzheimera). Naukowcy sądzą, że to właśnie "białkowe śmieci", które zalegają w mózgu są przyczyną obumierania komórek a w konsekwencji powstawania ubytków w tkance mózgowej.

Dinki za Gazeta.pl

Sprostowanie

18 października 2004

Prelekcje na VIII Konwencie Imladris w Krakowie NIE są współorganizowane przy udziale portalu gildia.com i NIE objął on nad nimi patronatu. Słówko 'gildiowe' oznacza li tylko osobę prowadzącą, niżej tu podpisaną, a zaangażowaną w prowadzenie tej odsłony serwisu. Przepraszam organizatorów za nieścisłość.

Greg K1ler

Rakotwórcze telefony komórkowe

18 października 2004

Rakotwórcze telefonyWalka między producentami komórek a naukowcami trwa. Tym razem dostarczycielami złych wieści okazali się lekarze ze szwedzkiego Instytutu Karolińskiego. Według ich badań u osób, które długo i regularnie rozmawiają przez telefon komórkowy wzrasta dwukrotnie ryzyko pojawienia się guza nerwu słuchowego. Jest to łagodna odmiana nowotworu, ale nie leczony może spowodować utratę słuchu albo doprowadzić do ucisku na mózg, a w rezultacie do śmierci . Jedyne pocieszenie to fakt, że zjawisko to szwedzcy naukowcy zaobserwowali u osób używających telefonów komórkowych od co najmniej 10 lat. Lepiej jednak dmuchać na zimne. Ciekawe jaka będzie odpowiedź producentów telefonów na te wyniki...

Kormak za WirtualneMedia.pl

 

Aktualizacja działów nowości i zapowiedzi

18 października 2004

Redakcja Gildii Nauki Popularnej stara się o aktualizację działów nowości książkowych i zapowiedzi wydawniczych. Od teraz będziesz wiedział co się ukazuje, w którym wydawnictwie i ile za to zapłacisz. Przeczytasz też czy warto wydać na daną pozycję pieniądze. W chwili obecnej głównym dostarczycielem popularnonaukowych książek w Polsce są wydawnictwa Zysk i S-ka oraz Prószyński. Będziemy na bieżąco z ich produktami.

GNP

Imladris - prelekcje

18 października 2004

ImladrisZnane już są godziny gildiowych prelekcji naukowych na VIII Krakowskim Weekendzie z Fantastyką. Oto one:

sobota 23 października godz. 14.00 - "Młot na science fiction" - prowadzenie: Marek S. Huberath, Greg K1ler

niedziela 24 października godz. 14.00 - "Ku gwiazdom" - prowadzenie: Greg K1ler

Serdecznie zapraszamy...

GNP

Kolejna misja na Marsa

17 października 2004

Kolejna misja na MarsaChoć dopiero co na powierzchni Marsa zakończyły się  podstawowe misje łazików - Opportunity i Spirit,  NASA już przystąpiła do realizacji ostatniego etapu przygotowawczego kolejnej misji na Czerwoną Planetę. Naukowcy z NASA i JPL (Jet Propulsion Laboratory) mają niecały rok na ostateczne testy i dokończenie budowy orbitera. Głównym zadaniem Mars Reconnaissance Orbiter, bo taką nazwę nosi nowy projekt, będzie zbieranie informacji i obserwacja potencjalnych miejsc lądowania dla przyszłych misji powierzchniowych. Amerykańska sonda wykona także zdjęcia o rozdzielczości pozwalającej dostrzec elementy marsjańskiej powierzchni wielkości małego kuchennego stołu. Na pokładzie orbitera znajdą się także echosondy do badań płytkich warstw podpowierzchniowych, spektrometry do rozpoznania składu chemicznego powierzchni, radiometry oraz kamery rejestrujące zmiany w atmosferze Marsa. Kolejnym ważnym zadaniem sondy będzie testowanie nowego systemu  komunikacji radiowej, który w przyszłości ma zastąpić przestarzały i obecnie powszechnie używany system łączności międzyplanetarnej. Umożliwi to przesyłanie większej ilości danych przy zużyciu takiej samej ilości energii. Start misji planowany jest na 10 sierpnia 2005 roku. Sonda osiągnie orbitę Marsa po 7 miesiącach podróży i rozpocznie badania przy pomocy najpotężniejszych instrumentów jakie kiedykolwiek dotarłyna tą planetę.

 Dinki

"Wzory na wiarę"

13 października 2004

Wzory na wiaręZdaniem Alberta Einsteina  "nauka bez religii jest płytka, a religia bez nauki ślepa". Ale konflikt nauk przyrodniczych  i religii jest nieunikniony. Na ich styku iskrzyło od najdawniejszych czasów. Dziś jednym z najgorętszych przedmiotów sporu jest klonowanie... - w najnowszym numerze Polityki znajdziecie bardzo ciekawy tekst Jacka Kubiaka zatytułowany Wzory na wiarę. Artykuł dostępny jest online pod tym adresem.

 Kormak

Para, nauka i obok - felieton Adama Cebuli

12 października 2004

W najnowszym Fahrenheicie można przeczytać ciekawy felieton Adama 'Barona' Cebuli. Jak zwykle, czeka Cię drogi Czytelniku moc atrakcji.

Dział para-nauki (nazwę, przyznacie, bardzo literacką, wymyślił Eugeniusz Dębski) miał zajmować się z założenia popularyzacją, więc podawaniem informacji na poziomie nieco wyższym niż publicystyczny. Jak do tej pory, z różnych powodów unikałem w tym dziale opowieści o informatyce. Tymczasem komputer, elektronika, (czy ktoś jeszcze zauważa, że istnieje "elektronika", a nie "telefonia komórkowa", "komputery", "multimedia"?) stały się zupełnie niezbędnym elementem naszego otoczenia. Czytaj tutaj...

Greg K1ler
 

Wielkie sarkofagi wyzwaniem dla mechaniki starożytnych Greków

12 października 2004

Kamienne sarkofagi odkryte w trakcie ostatnich prac w Koryncie musiały być opuszczane do grobu za pomocą systemu mechanicznego.

Świadczyłoby to, zdaniem archeologów, o wysokiej kulturze technicznej Greków sprzed 3 tys. lat - informuje serwis internetowy "News Interactive".

Odkrycie dwóch sarkofagów sprzed blisko 3 tys. lat rzuca nowe światło na umiejętności techniczne starożytnych Greków. Archeolodzy badający wapienne zabytki doszli do wniosku, że olbrzymia waga każdej kamiennej trumny zmuszała ówczesnych żałobników do zastosowania mechanicznego systemu opuszczania jej do grobu.

Oba sarkofagi zostały odnalezione na terenie starożytnego Koryntu i powstały pomiędzy 900 a 875 r. p.n.e. Badania prowadzone przez archeologów z Amerykańskiej Szkoły Studiów Klasycznych pozwoliły na ustalenie, że zabytki pochodzą z tzw. okresu geometrycznego. Podobne zabytki były już odnajdywane na terenie Grecji, jednak żaden z nich nie charakteryzował się takimi rozmiarami i wagą.

Mniejszy sarkofag waży 1,8 tony, a większy - ponad 3,3 tony. Zdaniem amerykańskich badaczy taki ciężar mógł być poruszony jedynie za pomocą układu mechanicznego, być może systemu lin i bloków. Dotychczas nie znaleziono żadnych śladów takich konstrukcji.

"Albo było to 40 lub 50 ludzi trzymających końce lin, albo istniał system mechaniczny pozwalający na powolne i kontrolowane opuszczanie sarkofagu. Do tego z kolei był konieczny układ przekładni" - powiedział Guy Sanders, archeolog prowadzący prace przy kamiennych sarkofagach z Koryntu.

Dotychczas uważano, że w okresie geometrycznym, epoce charakteryzującej się wyrobem ceramiki zdobionej charakterystycznymi wzorami linii łamanych i kropek, zdolności techniczne Greków nie obejmowały budowy skomplikowanych układów mechanicznych. Dalsze wykopaliska w Koryncie mogą rzucić nowe światło nato zagadnienie.

Greg K1ler za Onet.pl 

Tajemnicza i okrutna małpa człekokształtna

12 października 2004

Amerykańska badaczka Shelley Williams twierdzi, że odkryła w Kongo nieznany wcześniej gatunek małp człekokształtnych.

Odkrycia dokonała w dość dramatycznych okolicznościach i niewiele brakowałoby, aby przypłaciła je życiem. Mieszkańcy dżungli nazywają małpy "pogromcami lwów" - są tak agresywne i okrutne, że podobno potrafią zabić "króla zwierząt" - pisze "Gazeta Wyborcza".

Naukowcy postawili trzy tezy na temat tajemniczych małp. Pierwsza mówi o całkiem nowym gatunku, druga o wyjątkowo wyrośniętych szympansach zachowujących się jak goryle, zaś trzecia o hybrydach, czyli krzyżówce goryla i szympansa - informuje "Wyborcza".

Naukowcy zbadali DNA, pozyskane z włosa małpy. Wyniki badań wykazały pokrewieństwo z szympansem. Według badaczy potwierdzałoby to tezę, że jest to grupa wyjątkowo dużych osobników. Tajemnicze małpy są naprawdę bardzo wyrośnięte - są o połowę cięższe od dużego szympansa i mają dwa metry wzrostu. Według genetyków może tobyć skutek mutacji genów odpowiedzialnych za produkcję testosteronu.

"Gazeta Wyborcza" pisze jednak, że Shelley Williams zaobserwowała grupę samic.

Z kolei za tezą, ze jest to krzyżówka dwóch gatunków przemawia fakt, że tajemnicze małpy mają zachowania charakterystyczne zarówno dla szympansów, jak i goryli. Tyle, że nikt dotychczas nie zaobserwowano współżycia obu gatunków. Teoretycznie jest jednak możliwe, by szympanse i goryle mogły mieć wspólne potomstwo zdolne do dalszego rozrodu - informuje "Gazeta Wyborcza".

Greg K1ler za Onet.pl

Plastikowy dysk twardy

11 października 2004

Dysk twardyNaukowcy z Uniwerystetu Durham w Wielkiej Brytanii opracowali pierwszy polimer wykazujący właściwości magnetyczne w temperaturze pokojowej. Przeszedł on już pierwszy udany test.  Badacze za pomocą małej polimerowej płytki podnieśli opiłki żelaza. Materiał o podobnych właściwościach uzyskano już w 2001 roku. Chemicy z Uniwersytetu Lincoln w Nebrasce odkryli wówczas polimer o podobnych właściwościach, które ujawniały się dopiero w bardzo niskich temperaturach (min. minus 263 stopnie Celsjusza). Dyskwalifikowało to wykorzystanie produktu do komercyjnego użytku.  Inżynierowie z Durham poszli o krok dalej. Do wytworzenia nowego polimeru użyli tetracyjanochinodimetanu (TCNQ), wykorzystywanego w produkcji organicznych półprzewodników oraz polianilinę (PANi), która w bardzo podobny  jak metale sposób przewodzi prąd. Uzyskany dzięki tym składnikom materiał najprawdopodobniej posłuży do budowy pierwszych twardych dysków z tworzyw sztucznych. Jednak brytyjscy naukowcy uspokajają. Od ich odkrycia do jego praktycznego zastosowania upłynie jeszcze sporo czasu. 

Dinki za New Scientist

"Sąsiedni wszechświat" - Recenzja

9 października 2004

Sąsiedni wszechświatSą na tym świecie rzeczy o których nie śniło się nawet najstarszym góralom. Są też fizycy teoretycy mający znacznie bardziej kolorowe sny od owych górali. Co lepsze, wydaje im się, że są one prawdziwe. Co gorsze, zapewne w niektórych przypadkach tak właśnie jest. Oto jak w telegraficznym skrócie streścić można zawartość popularno-naukowej pozycji "Sąsiedni wszechświat" Marcusa Chowna.

Więcej...

Greg K1ler



blog comments powered by Disqus