Tragedie a postęp lotnictwa

2 października 2006

Samolot"Postęp w lotnictwie okupiony jest krwią" – mówił Marian Sławiński uczestnikom X Festiwalu nauki, zgromadzonym w środę 20 września na Politechnice Warszawskiej. Jak opowiada, eksperci od badań wypadków lotniczych szukają przyczyny tragedii w szczątkach samolotu, które porozrywano, aby wydobyć ciała zabitych i rannych, w kłębowisku zgliszcz pokrytych zaschniętą pianą gaśniczą, we wraku, którego nie oszczędzał deszcz i upływ czasu.
"To może być kilkucentymetrowy kawałek metalu, czujnik, fragment opony" – tłumaczy Sławiński, który jest członkiem polskiej i międzynarodowej komisji, badającej wypadki, a także biegłym sądowym w tej dziedzinie.

Jak podkreśla ekspert, w stosunku do liczby przeprowadzonych lotów wypadków zdarzyło się jednak niewiele. "Lotnictwo jest najbezpieczniejszą formą przemieszczania się" – zapewnia człowiek, który wiele lat życia poświęcił katastrofom samolotów.

ZACZĘŁO SIĘ OD IKARA

Jak ocenia, historia lotnictwa jest stosunkowo krótka. Szczególnie często katastrofy zdarzały się w początkowej fazie, kiedy piloci i obsługa techniczna dopiero uczyli się zasad aerodynamiki i zjawisk, które mogą wpływać na pozytywne lub negatywne zakończenie lotu.

"Wypadek rzadko zdarza się z jednej przyczyny. Zawodny bywa zarówno człowiek, jak technika. Nie można też w pełni opanować sił przyrody" – wymieniał Sławiński. Jak wynika z jego analiz, większość wypadków zdarza się w fazie startu albo lądowania.

ROZGRZEBYWANIE POGORZELISKA

Badanie katastrof to żmudna praca inżynierów, konstruktorów, oblatywaczy i wszystkich tych ekspertów, których wiedza może pomóc w odnalezieniu przyczyny wypadku.

Sławiński zapewnia, że wysyłani na miejsce katastrofy eksperci wiedzą, czego powinni szukać, jednak wiedza i doświadczenie nie zawsze dają stuprocentowo prawdziwą diagnozę.

"Na badaczach ciąży wielka odpowiedzialność. Jeżeli źle zidentyfikują przyczynę, będzie to miało zgubne konsekwencje. Nie chodzi tu jedynie o konsekwencje prokuratorskie, ale o procedury, wygenerowane po to, aby w przyszłości uniknąć podobnych zdarzeń" – podkreśla biegły.

WINA CZY PECH – DRAMATY NA LOTNISKACH I W POWIETRZU

Największa (pod względem liczby ofiar) katastrofa w lotnictwie cywilnym wydarzyła się w Tunezji w 1977 roku.

"Mgła, awaria, niekompetencja kontrolerów – wszystko sprzysięgło się przeciwko pasażerom i załogom dwóch Jumbo Jetów. Zginęły 583 osoby, spłonęło około 70 ton nafty lotniczej" - opowiada Sławiński. Jak podkreśla, fundamentalna jest znajomość angielskiego, uniwersalnego języka komend. Ich niezrozumienie może prowadzić do tragedii.

Badacz przypomina też słynny wypadek prestiżowego Concorde'a, który w 2000 roku spadł na hotel obok lotniska. Przyczyną tragedii był wówczas niewielki tytanowy element konstrukcyjny pozostawiony na pasie przez poprzednio startujący samolot. Metal rozerwał oponę. Uderzyła ona w skrzydło i spowodowała wyciek paliwa, które zaczęło płonąć. Niedoskonałość opon w samolotach ponaddźwiękowych Concorde i ludzkie zaniedbanie przyczyniły się do śmierci 113 osób.

Uczestnicy prelekcji obejrzeli wiele wstrząsających zdjęć i symulacji katastrof lotniczych. Znalazł się wśród nich wypadek niewielkiego samolotu, który wiózł serce do przeszczepu z Poznania do Katowic. Maszyna runęła na osiedle, ale ludzi udało się uratować.

TECHNIKA CORAZ LEPIEJ CHRONI PASAŻERÓW

Eksperci pracują nad nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, które mają zapobiegać katastrofom.

T. Grocholski z P.P. Porty Lotnicze zaprezentował przykład takiego rozwiązania - system ostrzegawczy TCAS (ang. Traffic Collision Avoidance System), w który wyposażone są najnowocześniejsze duże samoloty.

"Niestety, są to promile w stosunku do liczby wszystkich statków powietrznych" – przyznaje ekspert.


GNP za Nauka w Polsce




blog comments powered by Disqus