Archiwum newsów - czerwiec 2006
Parkinson powstrzymany u szczurów |
|
26 czerwca 2006
Charakterystycznymi objawami choroby Parkinsona są powolne, sztywne ruchy i problemy z koordynacją ciała. Bierze się to z zaniku komórek mózgu, które produkują dopaminę, substancję przenoszącą sygnały w mózgu. Obecnie leczenie Parkinsona skupia się na podnoszeniu poziomu dopaminy u pacjentów, jednakże na dłuższą metę może to powodować jeszcze większe problemy, polegające na zatrzymaniu naturalnej produkcji owej substancji. Dla opracowania lepszych kuracji przede wszystkim potrzebne jest poznanie, co dokładnie zabija komórki mózgu produkujące dopaminę. Wcześniejsze badanie zasugerowało, że winę za to może ponosić proteina o nazwie alfa-synukleina. Nowe studium przyniosło spostrzeżenia, w jaki sposób owa proteina sieje zniszczenie wśród neuronów wytwarzających dopaminę. Susan Lindquist z Instytutu Badań Biochemicznych Whitehead w Cambridge, Massachusetts, wraz ze współpracownikami zaczęła od potwierdzenia, że komórki drożdży, w ktorych wywołano wielką nadprodukcję alfa-synukleiny, umierały. Następnie naukowcy obserwowali około 3000 losowo wybranych genów, czyli połowę wszystkich genów w drożdżach, by zobaczyć, które z nich mają wpływ na toksyczność proteiny. Ten test wskazał na geny związane z ważną biologiczną drogą protein wewnątrz komórek. Proteiny składane są w części komórki zwanej retikulum endoplazmatycznym i stamtąd są transportowane do innej części, aparatu Golgiego, który pakuje je i wysyła do właściwego celu. Alfa-synukleina zdawała się uniemożliwiać molekule Ypt1p wykonywanie jej pracy, polegającej właśnie na przenoszeniu protein pomiędzy tymi dwoma punktami. Tak więc naukowcy zwiększyli ilość Ypt1p w zmodyfikowanych komórkach drożdży i odkryli, że to je chroni. Te komórki przeżywały nawet przy dużym skupieniu alfa-synukleiny. Neurony wytwarzające dopaminę są jednak dużo wrażliwsze na nadmiar tej proteiny niż jakiekolwiek inne komórki. Naukowcy sądzą, że jest to skutek gromadzenia się w nich dopaminy, gdy system transportowy zostanie zepsuty. Ponieważ jest ona wysoce reaktywna chemicznie, zabija tym swoją "nosicielkę". Lindquist i jej koledzy przetestowali swój sposób naprawiania transportu wewnątrzkomórkowego na szczurach i muchach. Ich neurony produkujące dopaminę zostały zmodyfikowane, by wytwarzać zbyt wiele alfa-synukleiny. U much zdołano całkowicie zapobiec niszczeniu komórek. Z kolei u szczurów wstawienie genu dla molekuły Rab1, będącej odpowienikiem ludzkiej Ypt1p, ocaliło ponad połowę komórek. Seung-Jae Lee z Uniwersytetu Konkuk z Seulu skomentowała dokonania zespołu następująco: "Przy tak szerokim zakresie rodzajów schorzeń w komórkach gromadzących niebezpieczne proteiny, to zaskakujące, że naprawienie zaledwie jednego z nich daje tak znaczącą poprawę". Badacze sądzą, że lek podnoszący zawartość Ypt1p w komórkach może zatrzymać utratę neuronów wytwarzających dopaminę u chorych na Parkinsona. Jednakże zaznaczają, że to, póki co, bardzo odległa perspektywa i być może znajdą się bardziej obiecujące metody biologiczne. Lee dodaje, że "nadal nie wiadomo, czy niniejsze odkrycie pozwoli na zahamowanie postępującej neurodegeneracji u pacjentów". Nawet u ludzi cierpiących na Parkinsona w najwcześniejszym stadium uznaje się, że już wystąpiły uszkodzenia mózgu. Bool za New Scientist |
Tatuaż IT |
|
23 czerca 2006 Natura wyposażyła wiele organizmów w mechanizmy pozwalające na zmianę ich ubarwienia. Ośmiornice i kałamarnice potrafią, w zależności od sytuacji i swojego nastroju, zmienić swoją barwę, a nawet właściwości optyczne swojej skóry. Taka zdolność pozwala im łatwo sie ukryć w momencie zagrożenia oraz zdecydowanie ułatwia komunikację między osobnikami jednego gatunku.
Jednak ta dziedzina sztuki nadal się rozwija. Po fluorescencyjnych i holograficznych tatuażach nadszedł czas na ich interaktywne odpowiedniki. Pierwszą z propozycji jest umieszczenie w okolicach dłoni każdego człowieka małego ekranu medycznego, który w kryzysowych sytuacjach wyświetlałby podstawowe dane o stanie naszego zdrowia. Wyświetlacz byłby, podobnie jak standardowy tatuaż umieszony pomiędzy warstwami skóry. Na tyle głęboko, aby nie ulec zatarciu, pozostając jedocześnie dość czytelnym. Cały pomysł opiera się na umieszczeniu tam 3 miliardów emitujących światło nanorobotów. Gadżet byłby kontrolowany oczywiście za pomocą dotyku (nieco problematyczne w okolicy dłoni?). Podobny pomysł został opatentowany w 1997 roku i polegał na zastosowaniu programowalnego, bio-medycznego chipa.
Istnieje także mozliwość zastosowania technologi wykorzystywanych do produkcji e-papieru, która opiera sie na wprowadzonych pod skórę mikrosfer wypełnionych specjalnym atramentem (digital ink), zmieniającycm swoje własciwości pod wpływem prądu, na szczęście o bardzo małych wartościach :). Podstawową zaletą interaktywnego tatuażu byłaby możliwość korekty a nawet całkowitej zmiany przedstawionych rysunków. Podejrzewam, że spora część niezdecydowanych fanów tej sztuki obawia się właśnie perspektywy posiadania do końca życia czegoś, co nagle przestało ich bawić. Istnieje także możliwość nadrukowania interaktywnego rysunku na powierzchni skóry podobnie, jak to się robi ze zmywalnymi naklejkami z chipsów czy gum do żucia. Technologia nakładania takiego "tatuażu" jest dość skomplikowana i polega na naniesieniu trzech warstw oddychającej, cyjanoakrylowej powłoki, bardzo podobnej do tzw. "ciekłego bandaża". Na początku nakładana jest warstwa zawierająca wspomniane już wcześniej nanorurki. W celu uaktywnienia warstwy, na jej powierzchnię przez kilka minut nałożona będzie wkładka emitująca pole elektromagnetyczne. Po tym czasie na tak przygotowaną powierzchnię zostanie położona matryca z kapsułkami wypełnionymi opisanym wcześniej atramentem "digital ink". Na koniec całość zostanie nakryta kolejną warstwą zawierającą nanorurki, ułożone tym razem prostopadle do tych w pierwszej warstwie. Cały skomplikowany proces przedstawia rysunek:
Mikrosfery wypełnione atramentem, wzbudzone ładunkiem generowanym między warstwami nanorurek, będą zdolne do emitowania światła w kolorach: białym, szarym i czarnym. Takie rozwiązanie zużywa bardzo mało energii, a przedstawiane obrazy nie znikną nawet po wyłączeniu takiego wyświetlacza. Programowalne tatuaże mogłyby być zasilane z niskonapięciowej, bezprzewodowej, indywidualnej sieci obszarowej (WPAN-Wireless Personal Area Network). Maleńki serwer WPAN zsynchronizowany poprzez łącze Wi-Fi z lokalnym serwerem mógłby przekazywać do wyświetlacza informacje na temat np. czasu, daty i pogody, oraz podobnie jak tradycyjny tatuaż, wyświetlać zapisaną w osobistym folderze grafikę. Jednym z pomysłów wykorzystania takiego rozwiązania jest zastosowanie ikonek emocji, obrazujących innym ludziom stan emocjonalny posiadacza takiego wyświetlacza. Mogłoby to znacznie ułatwić kontakty międzyludzkie, szczególnie z osobami upośledzonymi, pozbawionymi możliwości uzewnętrzniania swojego stanu emocjonalnego. Przykładowe rozwiązanie zaprezentowano na rysunku:
Najważniejszym elementem takiego systemu byłby oczywiście układ odpowiedzialny za rozpoznawanie naszego stau emocjonalnego, czyli czujnik/przekaźnik zawierający odpowiednio zaprogramowany mikroprocesor. Umocowany bezpośrednio na naszej skórze, mógłby interpretować różne parametry naszego organizmu jak np. temperatura ciała czy potliwość, określając nasz stan emocjonalny w danej chwili. Koreańska firma KAIST zaproponowała nawet wykorzystanie do połaczenia całego systemu technologii Bluetooth, aby osiągnąć znaczny transfer danych na poziomie 2 megabitów na sekundę. Umożliwiłoby to, oprócz przedstawionych wcześniej możliwości systemu, pełną komunikację użytkownika z całym światem za pomocą internetu. Ogromne możliwości podobnych rozwiązań nie podlegają dyskusji. Pytanie tylko, czy nowe oblicze tatuażu przypadnie nam do gustu i wyprze jego tradycyjną formę? Mighal za Ohmy News / Science & Technology |
Ponury świat bez absurdu |
|
22 czerwca 2006
Dla wielu osób system operacyjny równa się Windows. Otwierają szeroko oczy ze zdziwienia, gdy dowiadują się, że istnieje jeszcze jakakolwiek inna możliwość. Część, gdy dowie się, że "okienka" to tylko jeden z wariantów, popada w depresję lub chce wręcz oskarżyć donosiciela informacji o herezję. Zupełnie jak ludzie, którzy dowiedzieli się, że Ziemia to jedna z planet, bynajmniej nie centrum wszechświata. Tenże (wszechświat) okazuje się jednak o wiele bardziej skomplikowany. Tym bardziej jest powód do frasunku, iż oto przyleciał jakiś facet wyglądający na Marsjanina i opowiada, że mieszka na Linuksie. Nie jest wykluczone, że jak się dowie żona, co on opowiada, to zażąda, żeby się tam przeprowadzić, dla dobra dzieci. Bo pod Linuksem nie ma wirusów. Otóż z pozoru uspokajająca informacja o wykrytym (nagłośnionym?) przez Kaspersky Lab prototypowym wirusie "Virus.Linux.Bi.a", wielosystemowym, mającym, o ulgo, działać także pod Pingwinem, po bliższym zapoznaniu się może przyprawić o wizytę u psychiatry. Rozwój zdarzeń jest bowiem godny odcinka o pewnym fruwającym cyrku, w którym zaprezentowano słynny skecz o sprzedawaniu zdechłej papugi. Z kamienną twarzą serwis linuksowy zamieścił informację, że jest już dostępna łatka na jądro, dzięki której ów wirus... ruszy. Czytamy w niej: "Prototypowy wirus Virus.Linux.Bi.a, (...) dotarł do rąk redakcji NewsForge. Przeprowadzone testy wykazały jednak, że wirus nie chce pracować pod ostatnimi wersjami jądra 2.6. Po bliższym porównaniu z serią 2.4 wyszło na jaw, że winna jest prawdopodobnie mieszanka ręcznego użycia w assemblerze starego wywołania systemowego, drobnego błędu w traktowaniu rejestrów przez GCC oraz zmiany w standardowej konfiguracji jąder 2.6.16.x. Autorem łatki, która przywraca wirusowi funkcjonowanie w najnowszych jądrach jest sam Linus Torvalds".
Niestety linuksiarze nie zawsze wykazują się tak wspaniałym poczuciem humoru i pewne ekstrawagancje innych, zamiast ich śmieszyć, to wkurzają. Na przykład denerwują się, gdy ktoś opatentuje koło lub coś w tym stylu. Coś czego sam nie wymyślił, na co sam nie wpadł. Linuksiarze, zamiast cieszyć się kolejnym wzrostem absurdu w otaczającym nas świecie, mówią o patentowych trollach. Na skutek tego, cudownie abstrakcyjne pomysły prawników na przyszłość są coraz bardziej zagrożone. Tutaj możemy przeczytać: "Urząd Patentowy Stanów Zjednoczonych ( ...) We współpracy z Public Patent Foundation odrzucił właśnie patent na popularny format grafiki JPEG". Szkoda, bo przecież było tak zabawnie, gdy do każdego obrazka umieszczonego w Internecie mogła się przywalić pewna nie znana bliżej nikomu firma. No cóż, Linux atakuje i wiele wskazuje, że w przyszłości nie tylko trzeba będzie rekompilować jądra, żeby wirus popsuł nam system, nie tylko używać za darmo systemu operacyjnego, ale i zamieszczać bez strachu obrazki na swych stronach www. Na pocieszenie można dodać, że podobno w Australii ciągle obowiązuje patent (właściciel to John Keogh) na koło. Ciekawe jak będzie wyglądała cywilizacja bez niego: prawda, że ciekawe? Adam Cebula
|
Tłoczno w kosmosie |
|
21 czerwca 2006
Projekt monitoringu zademonstrował, że Chiny są w stanie dokładnie kontrolować swoje przyszłe satelity okołoksiężycowe. Teleskopy znajdują się w Pekinie, Szanghaju, na południowym zachodzie Prowincji Yunnan oraz na północnym zachodzie Autonomicznego Regionu Xinjiang. W raporcie agencji Xinhua z 20 czerwca poinformowano, że testy zostały przeprowadzone w porozumieniu Chińskiej Akademii Nauk oraz Europejskiej Agencji Kosmicznej, która obecnie steruje swoim statkiem kosmicznym - SMART-1 - krążącym wokół Srebrnego Globu. Chang'e 1 ma zostać wystrzelony na Księżyc za pomocą rakiety Long March w przyszłym roku. Chiński próbnik opiera się na platformie z satelity Dongfanghong III. Będzie testowany w Centrum Satelitarnym Xichang w Grudniu. Jeżeli zostanie zaakceptowany, wyniesienie w przestrzeń odbędzie się w kwietniu 2007. Orbiter zaopatrzono w: Wcześniej tego roku, Luo Ge, zastępca dyrektora CNSA (China National Space Administration), odwiedził Stany Zjednoczone, aby naszkicować terminarz chińskich wypraw. Chang'e-1 jest pierwszym krokiem wielofazowego programu eksploracji Luny. Luo utrzymuje także, że Chiny wyślą pojazd na powierzchnię Srebrnego Globu w 2012. Powrót misji planowany jest na 2017 rok. Chińskie władze wyjawiły chęć wysłania załogowego statku na powierzchnię Księżyca już w 2024 roku. -- Regolit - zwietrzelina powstała "in situ" (na miejscu) w wyniku wietrzenia skał (przede wszystkim węglanowych). Radiometr - urządzenie rejestrujące intensywność promieniowania elektromagnetycznego. Yax za Space
|
Węglowe układy scalone |
|
21 czerwca 2006
Jednym z intensywnie badanych homologów jest nanorurka. Ma ona kształt cylindrycznie zwiniętej płaszczyzny, zbudowanej z atomów węgla. Takie rurki mogą zostać wykorzystane w przyszłości jako czujniki chemiczne lub nanotranzystory. Naukowcy przypuścili atak na odwiecznego lidera w przemyśle elektronicznym - krzem. Układy scalone na bazie krzemu miałyby zostać zastąpione właśnie węglowymi nanorurkami. Nanorurki są pięciokrotnie mniejsze niż ich krzemowe odpowiedniki oraz znacznie zwiększają prędkość przepływającego przez nie prądu. Produkcja układów scalonych opartych na nanorurkach pozwoli otworzyć nowy rozdział w budowie szybszych i wydajniejszych komputerów. Jednak im mniejszymi indywiduami operujemy, tym bardziej skomplikowane jest ich rozmieszczanie. Do tej pory umieszczanie nanorurek na podłoży było chaotycznym i mało wydajnym procesem. Inżynierowie poświęcili wiele czasu poszukiwaniom podłoża, które w sposób spontaniczny ustawiałoby węglowe rureczki w rzędy. Dopiero zastosowanie szafirowego podłoża poczyniło pewne postępy w pracach nad "węglowymi" obwodami elektronicznymi. Szafirowe podłoże (sztucznie wyprodukowane) składa się z trójtlenek glinu (Al2O3) krystalizującego w układzie trygonalnym. Grupa naukowców odkryła, że kryształy szafiru mają doskonałe przestrzenne rozmieszczenie atomów tlenu i glinu, które sprzyja ułożeniu nanorurek w rzędy. Przepuszczając węglowodorowy gaz nad taką powierzchnią uzyskiwało się stopniowy wzrost nanorurek zaorientownych w jednym kierunku. Następnie selektywnie umieszczano w dowolnych miejscach elektrody, a niezapełnione węglowe nanoszpilki usuwano przepuszczając zjonizowany tlen. Na powierzchni ukazywał się dowolnie wymarzony przez naukowców układ scalony. Następnie tak wytworzone układy, można nanieść na giętką folię. W celu stworzenia takiego elastycznego układu scalonego nawałkowuje się folię na powierzchnie z otrzymanymi nanorurkami, podgrzewa się i zrywa. Takim sposobem otrzymuje się bardzo elastyczne np. nanotranzystory. Giętkie układy elektroniczne w przyszłości mogą zdominować tradycyjne krzemowe płytki. Dinki
|
Gdzie człowiek nie może, maszynę pośle |
|
20 czerwca 2006
Greg K1ler |
Zatrzymać piractwo |
|
20 czerwca 2006
Przyszłe wersje mogą zapobiec pstrykaniu zdjęć tam, gdzie ktoś tego nie chce, a także kopiowaniu filmów prosto z kinowego ekranu. Technologia pewnego dnia najpewniej zakończy w pewnym zakresie szpiegostwo przemysłowe. Maszyna używa sensorów, oświetlenia, projektora i komputera do skanowania, znajdowania i neutralizowania kamer cyfrowych. Szuka odbicia i kształtu obiektywów i innych części aparatów. Zakłada się możliwość działania w świetle niewidzialnym (podczerwonym), by urządzenie działało dyskretnie, niezauważalnie.
Technologia może działać szczególnie dobrze w kinach. Kamera cyfrowa używa odbijającego czujnika CCD, który zamiast rozpraszać światło, "zwraca" go do źródła. To czyni je łatwymi do wykrycia. Greg K1ler za Live Science
Foto: geektechnique.org & livescience.com |
Przepyszne wino |
|
19 czerwca 2006
Jednak badacze ze Stanowego Uniwersytetu w Missouri mają nadzieję zastosować technologie genetyczne do uprawy tych roślin, aby dzięki temu uzyskać odmiany tak wytrzymałe, jak te żyjące dziko. Niedawno naukowcy z Centrum Biotechnologii Winorośli zidentyfikowali i przeszczepili indywidualne geny pozwalające lokalnym odmianom stawić opór pladze grzybów. W odróżnieniu od tradycyjnych krzyżówek roślin, tym razem udało się zachować ich cenne własności bez zmian. Wprowadzenie nowych odmian do uprawy planowane jest w ciągu najbliższego roku. Dokonane odkrycie jest częścią ogólnoświatowego programu mającego na celu propagowanie nowości. Finalnie ma pozwolić na poznanie ok. 30000 genów oraz zadań, za które są one odpowiedzialne. Grant finansujący te badania wynosi aż $332.000. Ma on być również przeznaczony na doświadczenia w nowo planowanym ośrodku na Górze Grave, znajdującej się około 70 mil od Springfield. Główne badania skupiają się na problemie chorób spowodowanych przez grzyby. Pasożytują one na swoich ofiarach właściwie na całym świecie. Jednak sytuacja jest szczególnie groźna w okolicach Midwest ze względu na panujący tam specyficzny, wilgotny i gorący klimat. Dlatego też naukowcy przyglądają się atakowi i usiłują odnaleźć gen pozwalający na uskutecznienie walki. W tym celu dają lokalnym odmianom możliwość zmiany środowiska na naturalne. Tworzona jest również baza danych genów oryginalnych i tych zmutowanych oraz wszelkich informacji o nich. Dyrektor programu badawczego, dr Laszlo Kovacs, twierdzi, że badania mogą trwać co najmniej dziesięć lat, jednak efekty, jakie można dzięki nim uzyskać, są warte tego czasu. Według niego jest to olbrzymia oszczędność dla środowiska oraz hodowców. Wielu plantatorów obawia się jednak niskiego popytu na produkt modyfikowany. Dorothy za Live Science |
Recenzja - "Dziennikarstwo internetowe" |
|
19 czerwca 2006
Zapraszam do lektury recenzji książki, która na pewno będzie dobrym punktem wyjścia dla wszystkich chcących udzielać się medialnie. Czytaj tutaj. Greg K1ler |
Gąbka z żuka |
|
17 czerwca 2006
Na Pustyni Namib roczna ilość opadów wynosi zaledwie około centymetra. Każdego ranka spragnionym roślinom i zwierzętom ulgę przynosi unosząca się nad diunami mgiełka. Maleńkie kropelki wody osiadają na pancerzyku naszego żuka. Wodoodporne krawędzie guzów na jego grzbiecie zatrzymują ciecz i kierują ją w stronę głowy. "Tym sposobem drobne ilości wody zawartej w powietrzu zbierają się na szczytach hydrofilowych guzów pancerza żuka w coraz to większe krople", mówi Michael Rubner, naukowiec prowadzący projekt. "W końcu ich masa przezwycięża siłę przyciągania między tymi dwoma ciałami i woda spływa do otworu gębowego żuka". Rubner i Robert Cohen, stosując identyczną, "guzowatą" architekturę, stworzyli ze szkła i plastyku materiał, który gromadzi drobne ilości wody, podobnie jak grzbiet żuczka. Ten gąbkowaty materiał mógłby być używany do zbierania wody lub innych substancji, do produkcji zminiaturyzowanego laboratorium (tak zwanego 'lab on a chip') lub też do budowania urządzeń chłodzących, mówią naukowcy. Amerykańska armia wyraziła zainteresowanie użyciem owej substancji przy usuwaniu niebezpiecznych wycieków. Bool za Live Science |
Głosy na Marsie |
|
16 czerwca 2006
Yax za Space
|
Recenzja - "Supersymetria" |
|
15 czerwca 2006
Dowiedz się, czym jest Supersymetria. Przeczytaj recenzję książki Gordona Kane'a z wydawnictwa Prószyński i S-ka. Recenzował Zalek. GNP |
Mechaniczny tragarz |
|
14 czerwca 2006
Kierujący grupą projektantów, profesor Jizhong Xiao przyznał, że City Climber nie wymaga żadnych zaczepów. Obydwa odnóża zostały wyposażone w specjalne przyssawki, dzięki którym mocno trzyma się zarówno pionowych, jak i poziomych powierzchni. City Climber waży ok. 1 kg i powinien znaleźć zastosowanie przy sprawdzaniu stabilności struktur super wysokich budynków. Pomysłodawcy projektu zapewniają, że kolejna wersja robota zostanie wyposażona w kamerę cyfrową. Maszyna nie jest jedynie niepotrzebną metalową wersją Spidermana. Nadzorcy nieruchomości będą mogli wykorzystać ją do sprawdzania stanu technicznego bardzo wysokich budynków. Greg K1ler za 4Press |
Strach się bać |
|
13 czerwca 2006
Naukowcom zajmującym się badaniem organizmów żyjących w morzach udało się odkryć nowy gatunek ryby z charakterystyczną płetwą. Zamieszkuje ona północno-zachodnią część Oceanu Atlantyckiego. Znaleziony okaz swoim wyglądem przypomina rekina młota, jednak jak do tej pory nie został ani sklasyfikowany, ani też nazwany (choć takie plany już istnieją). Badacze twierdzą, iż zwierzę można spotkać bardzo rzadko, głównie na wybrzeżu Północnej Karoliny. Wierzą oni, że rekin ten zagrożony jest wymarciem i dlatego konieczna jest ochrona samic zajmujących się młodymi. Zwierzęta rodzą się i są wychowywane jedynie w wodach Północnej Karoliny. Skoro obszar ten jest dla zwierząt żłobkiem, należy głównie ten teren chronić. Dopiero gdy osiągają one wiek dorosły, płyną w stronę obrzeży Florydy. Sugeruje się wprowadzenie odpowiednich planów zarządzania, aby mieć pewność, że żadne niepomyślne zdarzenia nie będą miały miejsca, a dzięki temu możliwe będzie lepsze poznanie okazów. Ali Hood, dyrektor ochrony rekinów w Wielkiej Brytanii stwierdził, że jest to niewiarygodne odkrycie, zwłaszcza że do tej pory znane są jedynie 454 gatunki tych zwierząt żyjących dziko. Dorothy za BBC News Science / Nature |
Specjalnie dla kosmicznych pań |
|
12 czerwca 2006
Japońska Agencja Kosmiczna (JAXA) i Rocketplane (firma starająca się umożliwić loty w kosmos zwykłym śmiertelnikom) razem z dziesiątkami designerów i artystów wzięła się za poprawę kosmicznego szyku i wdzięku. Zorganizowała Hiperprzestrzenny Konkurs Mody.
Firma Rocketplane podjęła podstawową decyzję, by od razu latać w prawdziwym ubiorze "koszulkowo-rękawowym". Stworzyła pojazd zdolny do wyniesienia 3 pasażerów i pilota na orbitę o wysokości 100 km. Przez 3 do 4 minut podczas wycieczki doświadczą oni zerowej grawitacji na krawędzi kosmosu. "W naszym podejściu, brak potężnych skafandrów próżniowych, hełmów i masek do oddychania zwiększy doznania klientów w czasie lotu", wyjaśnia Chuck Lauer z Rocketplane. Do tej pory nie zauważano tego aspektu turystyki suborbitalnej, choć wśród obywateli Stanów Zjednoczonych jest ona bardzo popularna. Jest to jednak bardzo ważny element, szczególnie dla pań. Czyni podróże dramatycznymi i rozkosznymi, zupełnie jak w książkowych pozycjach science fiction. Greg K1ler za Space |
Cyfrowy dotyk |
|
11 czerwca 2006
Zespół prognozuje, że najbardziej na odkryciu skorzysta medycyna. Roboty medyczne będą mogły teraz przekazywać operatorowi-chirurgowi nie tylko dźwięk i obraz, ale także wrażenia dotykowe. Najważniejszą zaletą nowych czujników jest ich zadziwiająco duża czułość. Dotychczas stosowane rozwiązania pozwalały osiągać rozdzielczosci rzędu milimetrów. Ludzki pierwowzór był jednak nadal ponad 40-krotnie dokładniejszy. Czujnik jest zbudowany z cieniutkiej, wielowarstwowej "błony" metalicznej oraz tajemiczych, samoindukcyjnych nanoelementów. Całość otaczają elektrody, wyprowadzone od spodu i do góry.
Na powierzchni błony powstaje więc swiecący obraz faktury "dotykanej" powierzchni, rejestrowany następnie przez zamontowaną w czujniku maleńką kamerę. Na załączonych zdjęciach można zobaczyć wyniki testu przeprowadzonego na monecie. Twórcy czujnika prowadzą już prace nad rozwinięciem jego możliwości o rejestrowanie temperatury "dotykanych" przedmiotów. Mighal za BBC NEWS Technology |
Na Blogu... |
|
9 czerwca 2006
Sci-Teka znajdziesz tutaj... GNP
|
Recenzja - "Atlas matematyki" |
|
8 czerwca 2006
Recenzję "Atlasu matematyki" autorstwa K2K przeczytasz tutaj. GNP |
Sci-Tek Blog rusza! |
|
7 czerwca 2006 Gildia Nauki Popularnej po chwili oddechu bierze się ostro do roboty. Mamy sporo nowych pomysłów dla naszych Czytelników. Pierwszym z nich jest wprowadzenie bloga naukowo-technicznego prowadzonego przez niżej podpisanego (a wkrótce być może nawet samych internautów). Znajduje się on pod tym adresem. Zapraszam do jego systematycznego przeglądania i wyrażania własnych opinii. Po to jest, jest dla Was. Co w nim znajdziesz, przeczytasz w poście nazwanym, jakżeby inaczej, Big Bang! Greg K1ler |
Obcy z głową w chmurach |
|
7 czerwca 2006
Louis obalił przypuszczenia, że w chmurach mogły znaleźć się komórki krwi - te byłyby bowiem zbyt słabe, żeby przetrwać tak wysokie temperatury; kontakt z wodą, powietrzem i mają zwyczajnie za cienkie ścianki. Greg K1ler za Hot News |
Para-nauka i obok - "Widmo czarnej kury" |
|
6 czerwca 2006
O tym, co ma wspólnego magia i odtwarzanie plików mp3 opowiada jak zwykle Adam Cebula. Czytaj tutaj. GNP |
Recenzja - "Załamanie chaosu" |
|
5 czerwca 2006
Recenzję książki autorstwa dwóch naukowców z Uniwersytetu Warwick znajdziesz tutaj. Zapraszamy do lektury! Recenzował comrade. GNP |
Pijane laptopy |
|
2 czerwca 2006
Prym w rozwoju technologii miniaturowych ogniw metanolowych wiodą póki co azjatyckie giganty takie jak: Toshiba, Hitachi, Fujitsu, Samsung oraz Sanyo. Jedna z firm postanowiła uchylić nieco rąbka tajemnicy, prezentując przedkomercyjną wersję stacji dokującej do laptopa, pracującej na metanolu. Toshiba zajmuje się produkcją stacji zasilających do komputerów klasy PC już od ponad 4 lat. Nadszedł czas Reporterzy BBC mogli dokładnie "zbadać" urządzenie. Po serii testów "upuszczeniowych" w różnych konfiguracjach całość podobno nadawała się do użytku. Dodatkowym zabezpieczeniem jest cała masa czujników monitorujących ilość metanolu w zbiorniku oraz temperaturze procesu. W momencie, gdy ktoś potrząśnie urządzeniem, specjalny zawór natychmiast odcina dopływ paliwa do ogniwa (przydatne na studenckich imprezach). Jedyną wadą takiego rozwiązania jest niestety wielkość i ciężar urządzenia oraz (podobno) denerwujące odgłosy pracującej pompy i zaworów. Jednak całkiem możliwe, że długi czas działania na "pełnym baku", przekraczający 10 godzin, zrekompensuje te drobne niedociągnięcia. Prace nad rozwiązaniem tych kilku problemów nadal trwają. Z technicznego punktu widzenia metanol może być bardzo efektywnym paliwem dla ogniwa. Okazuje się, że reakcja utleniania alkoholu metylowego w ogniwie jest bardzo powolna co wydłuża znacząco czas pracy na jednym "tankowaniu". Wydajność ogniwa dochodziła niejednokrotnie do 70%.
Dużymi osiągnięciami w rozwoju tej technologii może sie także poszczycić firma NEC, która na marcowej konferencji w Tokio przedstawiła zasilane w ten sposób telefon komórkowy i laptopa. Dwunastowoltowa bateria do laptopa ważyła 400 gram i generowała napięcie rzedu 18 Volt, co wystarczało na około 16 godzin pracy po jednokrotnym "zatankowaniu". Co do komórki, jej miniaturowa bateria dostarczała 3 Waty mocy, generując napięcie rzędu 6 Voltów. Czas pracy telefonu podczas czuwania i rrozmowy wynosił odpowiednio 240 godzin i 72 godziny. Wszystko to na jednej "setce" metanolu (100 ml). Za przykład mogą także posłużyć zaprezentowane w zeszłym roku przez japońskiego operatora telefonii komórkowej KDDI, aparaty hybrydowe, gdzie źródłem prądu obok standardowych baterii są także maleńkie ogniwa paliwowe.
Były to nieco zmienione modele A5509T firmy Toshiba oraz W32H firmy Hitachi. W pierwszym modelu umieszczono zbiorniczek na 99,6% roztwór metanolu, o pojemności 7 cm sześciennych. w drugim modelu zamontowano natomiast zbiorniczek na 3 cm sześcienne, 60% roztworu metanolu. Oba ogniwa osiągały moc 300 mW (zdjęcie powyżej). Wielu producentów liczy, że elektronika zasilana metanolem stanie się po prostu modna. Mają w tym pomóc wyzywająca i nowoczesna stylistyka oraz wydajność zastosowanej technologi. Każdy chce być przecież trendy :) Ciekawi mnie tylko jedno, jak poradzą sobie z "chlupaniem" w kieszeni? Mighal za BBC NEWS Technology |




